poniedziałek, 19 lutego 2018 napisz DONOS@

Muzyczne ścieżki Mirosława Dziewy

Muzyka pasjonuje go od dziecka. Już wtedy pokochał jazz i klasykę. Żeby ćwiczyć nawet podczas ciszy nocnej w internacie, kupował palaczom wino, dzięki czemu mógł grać w kotłowni. Ukończył Akademię Muzyczną w Poznaniu i przez wiele lat grał w Łomżyńskiej Orkiestrze Kameralnej, później Filharmonii Kameralnej im. W. Lutosławskiego. Od kilkunastu lat prowadzi kultową audycję radiową „Bliżej jazzu”. To dzięki niemu do Łomży zjeżdżają największe gwiazdy polskiego i światowego jazzu na Novum Jazz Festival. A wszystko zaczęło się od legendarnego amerykańskiego bluesmana… – Byłem na jakimś filmie dziecięcym i wcześniej w Polskiej Kronice Filmowej pokazali, jak gra Muddy Waters – wspomina Mirosław Dziewa. – Nie pamiętam o czym był ten film, nie pamiętam reszty kroniki, ale to zrobiło na mnie takie wrażenie, że do dziś pamiętam tego Muddy Watersa. To był dla mnie wstrząs, od którego wszystko się zaczęło!

Mirosław Dziewa
Mirosław Dziewa
Mirosław Dziewa
Mirosław Dziewa

– Zaczynałem od akordeonu, ale jakoś nie chciałem na nim grać – mówi Mirosław Dziewa. 
– Podobała mi się trąbka, ale profesor powiedział: usta masz pierwszorzędne, ale zęby niestety nie. Chcesz grać na fagocie? Nie za bardzo wiedziałem, co to jest ten fagot, ale chciałem grać! Później miałem wspaniałego profesora Bolesława Strawę i dzięki niemu zakochałem się w tym instrumencie do szaleństwa. Ciągle brakowało mi czasu na ćwiczenia. Mieszkałem w internacie, gdzie cisza nocna była od godz. 21.30. Przekupywałem palaczy na dole, kupowałem im tanie wina i oni mnie wpuszczali do kotłowni, gdzie ćwiczyłem do godz. 23 czy do północy. Dlatego szybko wyrzucili mnie z tego internatu.
Kolejnym naturalnym krokiem po ukończeniu szkoły muzycznej w Lublinie było podjęcie dalszych studiów muzycznych. Jednak Mirosław Dziewa, mimo coraz większego uwielbienia dla muzyki improwizowanej zdecydował, że poświęci się muzyce poważnej 
– Kiedyś było więcej jazzu w środkach masowego przekazu, był łatwiej dostępny nawet w telewizji, mimo tego, że były wtedy tylko dwa programy telewizyjne – wyjaśnia Mirosław Dziewa. – Podobnie w radiu, ale za mojej młodości był tylko jeden wydział jazzu, na Akademii Muzycznej w Katowicach. Dlatego jazz traktowałem jako taką drugą miłość, hobby, a grałem muzykę klasyczną. 
Zdać do Warszawy nie udało się, bo było tylko jedno wolne miejsce dla fagocisty, do Białegostoku młody muzyk jechać za bardzo nie chciał i tak trafił do Poznania.
– Zdałem do Poznania i jednocześnie już na drugim roku zacząłem pracę w Filharmonii Poznańskiej – opowiada Mirosław Dziewa. – Po skończeniu studiów był problem z mieszkaniem. To był 1983 r., a ja już miałem dziecko. Filharmonia oferowała tylko dopłatę do kwatery, musieliśmy więc szukać czegoś z mieszkaniem. 
I tak przez Zgorzelec, gdzie Mirosław Dziewa uczył w szkole muzycznej gry na fagocie i saksofonie, ale brakowało mu koncertów, 26-letni muzyk trafił w 1985 r. do Łomżyńskiej Orkiestry Kameralnej. Spędził w niej ponad 20 lat, nagrał dwie płyty i zagrał setki koncertów. Podejmował także próby łączenia jazzu z muzyką klasyczną.
– Takie quasi jazzowe rzeczy w Łomży robiliśmy z Krzysztofem Palmowskim, perkusistą ŁOK, który obecnie pracuje w tej samej szkole w Zgorzelcu, z której ja trafiłem do Łomży – mówi Mirosław Dziewa. – Graliśmy na fagot i wibrafon lub fortepian, ale tylko częściowo było to oparte na improwizacji.

Jazzowy pasjonat rozsławiający Łomżę

Grając w orkiestrze łomżyńskiej Filharmonii Mirosław Dziewa nie zapomniał o swej drugiej miłości. Zaczął propagować jazz w autorskiej audycji jazzowej, która do dziś cieszy się dużą popularnością i jest wysoko oceniana przez miłośników i znawców muzyki.
– To był rok 1998 – wspomina Mirosław Dziewa. – „Jazz w Radiu Łomża” najpierw robiliśmy z Jankiem Suchodołą i pierwszą audycję poświęciliśmy w całości Krzysztofowi Komedzie. Potem Janek się wykruszył, i szło to do momentu, kiedy okazało się, że radio weszło we współpracę z ESKĄ. Dlatego miałem trzy lata przerwy, a Radio Nadzieja podpowiedział mi chyba Marek Żemek, że ks. Krzysztof Jurczak chciałby porozmawiać ze mną na temat audycji. I tak „Bliżej jazzu” od kilkunastu lat trwa do tej pory!
Jazzowi muzyk mógł poświęcić się całkowicie dopiero w momencie, gdy z powodów zdrowotnych musiał zrezygnować z gry w Filharmonii Kameralnej. Wtedy to jego autorska audycja radiowa przestała mu wystarczać i pojawił się kolejny pomysł, na stworzenie w Łomży… kilkudniowego festiwalu jazzowego.
– Pomysłodawcą Novum Jazz Festival był prezes NOVUM Przemysław Balewski, który wymyślił konkurs dla młodych jazzmanów z naszego regionu – podkreśla Mirosław Dziewa. – Zaproponowałem, żeby rozszerzyć go na całą Polskę. A kiedy zaczęliśmy szukać przewodniczącego jury i został nim Jan Ptaszyn Wróblewski, który, przede wszystkim, lubi grać, okazało się, że trzeba też zorganizować koncert. I tak powstał ten festiwal! Cieszy się on wielkim zainteresowaniem młodych muzyków, którzy przyjeżdżają do nas nie tylko z Polski, ale i innych państw Europy czy nawet Stanów Zjednoczonych. 
Poza największymi nadziejami jazzu Łomża przez sześć lat gościła takie gwiazdy jak, m.in.: wspomniany Jan Ptaszyn Wróblewski, Metro, Krzysztof Popek, David Kikoski, Trio RGG.
– Najwięcej publiczności ściągnęło jazz – rockowe, legendarne Metro – wspomina Mirosław Dziewa. – Ludzie przyjechali na ten koncert specjalnie z Warszawy, Olsztyna i wielu innych miejscowości. Zagrali znakomicie, to był ich ostatni koncert na tej trasie. Mieliśmy też ścisłą polską czołówkę. Dlatego dziwi mnie bardzo, że podczas ostatnich koncertów w ramach festiwalu byli np. nauczyciele ze szkoły muzycznej z Ostrołęki, a nie było tych z Łomży. Byli uczniowie ze szkół muzycznych Ostrołęki, Zambrowa, a uczniów z łomżyńskiej PSM było trzech, w tym jeden, który ma lat 12 i był na wszystkich festiwalach od 6. roku życia. Nie mogę tego pojąć, bo prof. Strawa zawsze mi powtarzał: Mirek, chodzić na koncerty! I nie rozumiem, jak można uczyć muzyki i ją kochać, a jednocześnie omijać koncerty.
Mirosław Dziewa też jest pedagogiem. Uczy w Łomży i dwa razy w tygodniu w Ostrowi Mazowieckiej w Społecznej Szkole Muzycznej, młodych pianistów, klawiszowców, i akordeonistów. Myśli też już o kolejnych audycjach „Bliżej jazzu” i siódmej edycji Novum Jazz Festival, bo jak twierdzi, lubi zaskakiwać, a na świecie jest mnóstwo wspaniałej muzyki, którą warto zaprezentować w radiu czy na koncertach.
– Każdy z nas lubi muzykę w swoim mniemaniu dobrą – podkreśla Mirosław Dziewa. – Nawet ostatnio zadziwiłem żonę, kiedy jechaliśmy długo samochodem i śpiewałem jej wszystkie tematy z symfonii Beethovena. Dlatego trudno mi powiedzieć, co jest moją większą miłością, jazz czy klasyka - jest nią po prostu muzyka!

Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Elżbieta Piasecka - Chamryk


 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0