Przejdź do treści Przejdź do menu
poniedziałek, 16 maja 2022 napisz DONOS@

"Dakar jest wyzwaniem" rozmowa z łomżyniakiem kierowcą serwisowym brązowego Kamila Wiśniewskiego

Główne zdjęcie
Lech Daniel Kurpiewski

O Dakarze, o ropie za 50 groszy za litr i truchłach konia spotykanych na pustyni z Lechem Danielem Kurpiewskim kierowcą serwisowej ciężarówki i mechanikiem trzeciego na mecie Dakaru 2022 Kamila Wiśniewskiego z Orlen Teamu rozmawia Marek Maliszewski.

Lech Daniel Kurpiewski jest mechanikiem i mieszka w Miastkowie. Po raz pierwszy brał udział w Dakarze jako kierowca serwisowej ciężarówki Iveco i jednocześnie drugi mechanik Kamila Wiśniewskiego, który na quadzie Yamaha zdobył trzecie miejsce w tegorocznej edycji najtrudniejszego rajdu świata. 

 

Marek Maliszewski: Jak to się stało, że pojechałeś na Dakar?

Lech Daniel Kurpiewski: Brałem udział w różnych rajdach, wyścigach terenowych i płaskich. Gdzieś tam w przestrzeni motoryzacyjnej i szerzej sportów motorowych, miałem kontakt z różnymi ludźmi. Około dwóch miesięcy przed wyścigiem dostałem telefon od Kamila Wiśniewskiego, który kompletował zespół na Dakar, a główny kierowca, z którym 3 lata jeździł na Dakarze, zachorował. 

Miałeś szczęście?

W jakimś stopniu tak. 


Jak zareagowałeś na telefon od Kamila Wiśniewskiego?

W pierwszej chwili pomyślałem, że to żart. Dopiero później, w trakcie konkretnej rozmowy zaczęło się wyjaśniać, że to poważna sprawa. Zaczęła się mobilizacja i załatwianie dokumentów. Konieczna wiza, prawo jazdy międzynarodowe i wszystkie dokumenty potrzebne do wyjazdu. 

20220112_075847.JPG

Ile liczył osób zespół Kamila Wiśniewskiego, przypomnijmy trzeciego na mecie Dakaru 2022 w kategorii quadów.

Team Kamila liczył trzy osoby. Dodatkowo w naszym teamie jechały jeszcze trzy motocykle, dla których wiozłem części zapasowe i opony, czyli dla Macieja Giemzy, jednego Dubajczyka i Katarczyka, których obsługiwali Polscy mechanicy.

 

Jak był Twoja rola w zespole?

Moim głównym  zadaniem było dostarczyć bezpiecznie ekwipunek całej ekipy z punktu A do punktu B, czyli z obozu do obozu. Dla czterech ścigających się osób, wiozłem: opony, osprzęt, obóz, namioty. Wszystkie potrzebne rzeczy.

Twój dzień na Dakarze, o której była pobudka?

Pobudka uzależniona jest od godziny startu zawodnika. To znowu wynika z pozycji na której zawodnik się w danym momencie rajdu znajduje. Im bardziej w czołówce, tym wcześniej startuje. Najpierw startują motocykliści, potem startują quadowcy, następnie UTV, dopiero później auta osobowe i na końcu ciężarówki. Nie zawsze dało się spać, chociaż ja jako kierowca byłem uprzywilejowany. Musiałem się wyspać, aby bezpiecznie przejechać te 500 km, czy nawet 850 kilometrów. Następnego przecież dnia musiałem dojechać do obozu i nie rozbić auta czy nie zostać gdzieś na pustyni. Najważniejsze, aby dla tych czterech zawodników części i cały ekwipunek dotarł na czas. 

Jeśli kierowca wyjeżdża na OS (docinek specjalny) o  godz. 6. rano to na starcie musi zameldować się 20 min wcześniej. My, żeby go przygotować potrzebujemy godzinę. Trzeba go ubrać, odpalić quada, dlatego zawsze wstawaliśmy godzinę przed kierowcą, żeby  to wszystko przygotować. Na kierowcę czekało śniadanie, czyste ubranie czy buty. W naszej ekipie śniadanie wszyscy woleli jeść na sucho, czyli kanapki i jakieś owoce, więc nie było z tym wiele kłopotu. Nikt nie chodził na stołówkę. Konkretnie, jeśli zawodnik miał start o godz. 6. czyli wstawał około 4:30-4:40  to ekipa wstawała 3:30-3:40. Średnio wstawaliśmy jednak o godz. 4-5.

20220108_162209.JPG

Co robiliście rano, jakaś procedura?

Sprawdzamy. Składanie quada, przegląd i wymianę, zużytych części często kończyliśmy około godz. 24. Rano odkrywamy quada, bo zawsze na noc się przykrywa, by nic się nie wydarzyło, tzn. żeby nie zamokło. Odkrywamy i sprawdzamy wszystko co robiliśmy wczoraj, czyli dokręcenie kół, sprawdzenie filtra powietrza, tankowanie, czy nie ma wycieków świeżych. Codziennie przecież demontuje się zbiorniki, codziennie wymieniany jest olej, wymieniane są filtry, zestaw napędowy czyli łańcuch i dwie zębatki.

O której wyjazd do następnego obozu?

Po wyjeździe zawodnika czekamy, nie składamy obozu dopóki kierowca nie wystartuje. Zawsze istnieje ryzyko, że coś mogło zostać przeoczone. Kierowca wraca wtedy na minutę – dwie i musimy to szybko naprawić. 

 

Bywają takie sytuacje?

Raz mieliśmy taki przypadek, że na kontroli wszystko było OK, a na trzecim czy czwartym odcinku wyjeżdżając sędziowie zmierzyli Kamilowi quada. Okazało się, że tylna oś jest jest 4 cm za szeroka. Musieliśmy to w ciągu 5 minut zweryfikować i zwęzić. 

 

Niezły „pit stop” na rajdzie.

Są tam tulejki dystansowe, które się wyjmuje, a którymi można regulować szerokość tylnej osi. Sytuacja stresująca, bo to trzeba zrobić szybko. Najgorsze jednak to, że tę oś składa się na klej, który musi postać ze dwie godziny do zaschnięcia. Tu niestety, Kamil na mokrym kleju pojechał w trasę. Co gorsza, w trasie zepsuło mu się urządzenie, które odbijało „windpoint”

Co to?

Kierowca poruszając się po pustyni musi zaliczać punkty kontrolne. To są "windpointy” zaznaczone satelitarnie na pustyni. Jeśli zawodnik zbliża się do niego na odległość 800 m, dostaje sygnał, pojawia się żółta lampka, że jest blisko. Musi się zbliżyć na 100m, żeby zaliczyć dany punkt. Urządzenie jest od organizatora, które „odbija” tego „windpointa”. I właśnie w tym dniu to urządzenie, po wywrotce gdzieś na pustyni czy od wstrząsów przestało działać. Kamil miał zaliczone dwa „windpointy”, wyścig trwał, a tu zero sygnału. Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Okazało się, że na trzecim „windpoincie” organizator dał mu zastępcze urządzenie, które odbijało punkty, ale tego nie było widać w systemie. Stres mieliśmy do samej mety. Byliśmy przekonani, że ta oś gdzieś się rozsypała. Na szczęście dojechał i to z niezłym wynikiem, chyba na 3 czy 4 miejscu.

20220113_103123.JPG

Wracając do startu, to kiedy wy wyruszacie do następnego obozu?

Po starcie zawodnika, pakujemy ekwipunek i jedziemy do następnego obozu. Odległość była różna od 350 km do 850 km. Trasa wiodła różnymi drogami. Były autostrady, zwykłe drogi żwirowe czy po pustyni. Jako auto serwisowe także otrzymywaliśmy urządzenie nawigacyjne od organizatora, do którego codziennie rano wgrywana jest mapa. Jeśli poruszamy się po drogach, to działa jak zwykła nawigacja, ale jeśli nie ma dróg TRIP pokazuje cały czas azymut, szerokość i długość geograficzną, a żółta strzałka pokazuje kierunek jazdy. Na przykład masz się kierować na północ 4 km i po tym zmienia ci się azymut na wschód  i ty musisz zmienić swój kierunek jazdy. Proste (śmiech). 

Jak się jedzie po pustyni, sam piasek, czy są drogi?

Pustynia jest zjeżdżona przez tubylców. To jest naród koczowniczy. Nawet jeśli ktoś ma mieszkanie w mieście, to potrafi wyjechać i miesiąc siedzieć na pustyni w namiocie. Internet jest w zasięgu większych miast, choć na pustyni też widać było nadajniki. 

 

Czyli co cały czas miałeś kontakt ze światem, miałeś internet?

No tak przez 70 % czasu. 

 

Na nowy camping przyjeżdżałeś przed czy po zawodniku?

Raz się zdarzyło, że byliśmy po, czyli zawodnik był wcześniej niż samochód serwisowy. My mieliśmy wtedy do zrobienia 850 kilometrów, a zawodnik miał 700 kilometrów razem z dojazdówką. Jakieś półtorej godziny musiał na nas czekać. 

Przyjeżdżacie i co robicie

Po przyjeździe rozkładamy serwis. Namiot, podłoga plandeka, żeby zabezpieczyć, czyli jak najmniej kurzu, jak najmniej piachu, aby serwis wykonać w miarę poprawnie. Najgorszy moment to wtedy, kiedy otwierasz silnik, a to się robi często, by przy wymianie sprzęgła czy oleju, żeby żaden pył, żaden piasek nie wpadł do silnika, bo to zabójcze. 

 

Na czym polegał codzienny stały serwis?

Wymiana napędu czyli łańcucha i dwóch zębatek. Wymiana filtra powietrza, filtra oleju i oleju. Jednym z głównych sponsorów Dakaru jest Motul, i w obozie firma miała swoje laboratorium, gdzie codziennie mogliśmy przebadać olej na obecność wody, piasku, sylikonu, aluminium, czy jakiś rzeczy, które się w silniku zużywają. To taka wiarygodna kontrola tego, co się dzieje w silniku.

 

Korzystaliście?

Praktycznie codziennie. Silniki są trochę przytuningowane, mają większa moc około 80 KM i na badaniu wychodzi wszystko.

Jakieś pozanormatywne wymiany?

Trzeciego dnia wymienialiśmy cały tył quada. Kamil miał wypadek. Na urwanej wydmie spadł z quada, ten się stoczył w dół i cały tył był do odbudowy. Torba, wydech, mocowanie hamulca itd. 

 

To co macie na pace?

Na ciężarówce są trzy quady. Jeden jest w całości, którym zawodnik jedzie i dwa w częściach. Do tego różne zawieszenia twardsze, miększe, sprężyny, amortyzatory. Wszystko co jest potrzebne, aby naprawić czy zmodyfikować pojazd. 

 

Jak wygląda praca po wyścigu. Jak długo trwa? Co ty robiłeś, przecież jesteś mechanikiem.

Pierwszy mechanik robi podstawę. Zajmuje się silnikiem i głównymi podzespołami. Ja jako wsparcie głównie zajmowałem się wydechem, oponami, zawieszeniem, wymianą filtrów i tymi podobnymi. Wsparcie dla pierwszego mechanika. 

Do której pracowaliście?

Po przyjeździe, np. o godz. 15. i po rozłożeniu serwisu bierzemy się za rozbiórkę quada. Zdejmujemy plastiki na zewnątrz, sprawdzamy wszystkie elementy czy nic nie pękło, taka diagnoza co ewentualnie do wymiany, co uszkodzone, na co powinniśmy zwrócić uwagę. Tak naprawdę do każdej śrubki trzeba zajrzeć, sprawdzić, czy nie jest pęknięta, czy wzmocnienie trzyma, czy było uderzone. Zazwyczaj taki serwis, naprawa trwała do godz. 24-1 w nocy. Chociaż jak wymienialiśmy silnik, chłopacy nie kładli się spać wcale. Do pobudki Kamila oni składali wszystko. Mało tego, po założeniu nowego silnika należało przejechać 100 km, sprawdzić stan oleju, wymienić ten olej łącznie z filtrem. Tak naprawdę w momencie drugiej wymiany oleju i sprawdzeniu odpalonego quada, Kamil wsiadł i pojechał w trasę.

Z czego korzystają zawodnicy podczas jazdy przez pustynię? Z GPS-a?

Zawodnicy nie mogą korzystać z pomocy satelitarnej. Nie mogą mieć telefonu, żadnego urządzenia w pojeździe. Zawodnik ma telefon satelitarny, który służy do łączenia się w razie wypadku czy sytuacji podbramkowych. Organizator instaluje dodatkowe urządzenie na quadzie, a tam są przyciski. Jeśli potrzebuje pomocy może wcisnąć guzik SOS, albo urządzenie zmieni swoją pozycję, na bok, czy na plecy i przez dłuży czas nie zmienia swojego położenia, wówczas organizator automatycznie wysyła tam helikopter. Nieważne gdzie, w którym regionie. 

20220105_203625.JPG

Każdy zawodnik jedzie na roadbooka. W quadzie i motocyklach jest wersja papierowa. Masz napisane: start, 1000 m prosto i kierowca ma metromierz, który pokazuje przebytą drogę i jedzie 1000 m prosto. Po tym pokazane ma, że należy skręcić np. o 90 stopni w prawo i kierowca skręca. Na tym roadbooku jest cała rozpiska. Kierowca może przewinąć go do przodu lub do tyłu. Motocykliści i quadowcy mają utrudnione zadanie, że muszą nawigować się sami. W pozostałych pojazdach poza kierowcą jest przecież pilot.  W tym roku wprowadzono u nich roadbooki na tabletach. Zamontowane są dwa tablety, na wypadek awarii. Od przyszłego roku ma to się pojawić także u motocyklistów i quadowców. 

Czyli nawigacja niezwykle ważna.

Trudna sztuka nawigacji. Trzeba jednak trafić na tego windpointa w określonym czasie, żeby go zahaczyć. Zgubisz się tracisz minutę, pojedziesz za daleko, tracisz 10-20 minut. To nie jest tylko ściganie, ale też nawigacja. Myślę, że nawigacja jest bardziej ważna niż szybka jazda. A jak dwie rzeczy idą dobrze w parze to jest sukces. 

 

Jest czas na zapoznanie z trasą?

Nowego roadbooka dostaje się przed startem w tych 20 minutach. Organizatorzy dają, aby nawinąć. Może on mieć 4 metry albo 15 metrów, zależy od trasy. 

 

Z jaką prędkością się jedzie?

Jeśli nie jest kamieniście to quady jadą maksymalnie 125 km/h. Motocykliści też w tych granicach, do 150 km/h po pustyni. Samochody jadą 170-180 km/h. Ciekawostką były ciężarówki, które w tym roku jechały o 30 km/h szybciej. Kamaz zrobił takie zawieszenie, że pozwalało ono na prędkości 170-180 km/h po wydmach. Ciężarówka zasuwająca 170 km/h po piachu robi wrażenie. Zresztą, samochody często przeganiały quady i później ciężko nawigować w tym kurzu. Musisz odpuścić, bokiem jechać, żeby widzieć co się dzieje.

Kampy gdzie powstawały?

Kilka razy takie bazy powstawały na obrzeżach miast, na stadionach czy raz w wilii księcia, przy meczecie. Był tam duży plac i na tym placu. Głównie jednak były na pustyni. Teren organizatorzy ogradzali. Całą noc wokół kręciły się radiowozy, non stop nas pilnowano. Myślę, że dla bezpieczeństwa, żeby nie było żadnych dziwnych incydentów.

 

Gdzie spaliście?

Miałem taki komfort, że wysypiałem się w ciężarówce. Byłem uprzywilejowany, bo następnego dnia musiałem dowieść wszystko na nowy obóz. Zawodnik ma specjalnie przygotowaną kabinę na ciężarówce. Z tyłu jest socjal zrobiony. Musi jedynie sobie zatyczki założyć, bo na serwisie całą noc coś się dzieje. Tak naprawdę na mojej ciężarówce czterech zawodników miało miejsce. Chociaż był jeszcze kamper i dwóch spało na ciężarówce, dwóch w kamperze

20220105_104020.JPG

Czym jechałeś?

Ciężarówką Iveco euro cargo z zabudową z tyłu 6 metrową i z bagażnikiem dachowym. 2 metry były na socjal, 4 metry na przestrzeń ładunkową. Specjalne regały z kuwetami na części i płyny. Dodatkowo ciężarówka wyposażona była w agregat prądotwórczy, kompresor powietrza, zbiornik na benzynę 200 litrów, zbiornik na wodę 200 litrów i zbiornik na ropę 400 litrów. Bagażnik dachowy służył głównie to przechowywania i transportu opon. 

Dużo było tych opon?

Sporo. Należy liczyć na każdy dzień ścigania komplet. 12 dni ścigania po 4 opony. Dodatkowo 3 motocyklistów podobnie. Motocykliści zmieniali ogumienie co drugi dzień, chyba, że przez kamienie opony były pocięte, to częściej. W quadzie myślę, że połowa opon poszła. 

 

Jak pogoda?

Zróżnicowana. Tak naprawdę wszystkiego spróbowaliśmy. W pierwszych dniach był deszcz, było zimno, nawet w okolicach zera stopni. Jak przemieszczaliśmy się patrząc na mapę w dół, to robiło się cieplej, 28 stopni nawet było. Podobno pogoda nas w tym roku oszczędziła. Nie było strasznie gorąco. 

20220113_110140.JPG

Jakieś wspomnienie z dróg Arabii Saudyjskiej?

Po odebraniu ciężarówki z portu Dżedda wyjeżdżamy na miasto. Na rondzie 4 pasy dookoła i na środkowym pasie chevrolet uderza w toyotę. Ten oddaje mu, aż chevrolet odbija się i uderza w trzeci. Wszyscy potrąbili i pojechali dalej, nikt nie wysiadał. Jakiś zderzak został na rondzie. Tu nikt nie używa kierunkowskazów. Taki trochę dziki kraj. Widziałem wielbłada potrąconego, który siedział przy drodze i nikt się o niego nie martwił. On zostaje na pustyni, a karawana idzie dalej. Później widać zmumifikowane truchła. Ja widziałem taką mumię konia na pustyni. Takie cmentarzyska na pustyni to standard. W Arabii Saudyjskiej nikt o ekologię nie dba. Paliwo kosztuje za litr ropy 50-60 groszy, czyli nie ma oszczędności. 

Mówią, że Dakar to najtrudniejszy rajd na ziemi. Potwierdzasz?

Potwierdzam, ale to zawodnik ma największe wyzwania. On jest podstawą ścigania, on musi brać na siebie wszystko. Być przygotowanym kondycyjnie i być wjeżdżonym w maszynę. My członkowie zespołu, jesteśmy uzupełniacze. To prawda, nasze zaniedbanie, niedopilnowanie automatycznie może przełożyć się na usterkę w trasie. Dakar dla mnie to spełnienie marzeń. Każdy kto jeździ w jakichkolwiek rajdach to wie, że Dakar jest wyzwaniem. To przecież najtrudniejszy rajd na świecie. 

 

Media obiegła informacja, że na koniec wyścigu zginął kierowca ciężarówki serwisowej.

Tak, smutna wiadomość na koniec. Dowiedzieliśmy się o tym już na samej mecie. Zginął młody mechanik, 21-letni Francuz. Jechał pickupem i ze stacji paliw, z parkingu, wyjeżdżała ciężarówka. Uderzył w tylną oś aż ją wyrwał. Myślę, że przez nadmierną prędkość.

20220114_215457.JPG

Jak się kończy wyścig?

Każdy zawodnik, który jedzie na ostatnim odcinku przejeżdża przez rampę. To jest taki ostatni elementem wyścigu. Tam zawodnik otrzymuje medal za ukończenie rajdu. Nieważne miejsce, wszyscy, którzy ukończą rajd otrzymują taki medal. Jeśli ktoś kwalifikuje się do podium, to dekoracja jest podczas wieczornej fety z telewizją i z VIP-ami. Za pierwsze miejsce otrzymuje się największego beduina, a za trzecie najmniejszego. Dodatkowo otrzymuje się puchar za pierwszy wyścig w cyklu mistrzostw świata Cross Country. W tym roku w Dakarze 2022 po raz pierwszy Orlen Team, w którym jechał Kamil Wiśniewski, zdobył beduina za zdobycie trzeciego miejsca w quadach.

IMG-20220115-WA0004.JPG

Foto: Lech Daniel Kurpiewski
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0

W celu świadczenia przez nas usług oraz ulepszania i analizy ich, posiłkujemy się usługami i narzędziami innych podmiotów. Realizują one określone przez nas cele, przy czym, w pewnych przypadkach, mogą także przy pomocy danych uzyskanych w naszych Serwisach realizować swoje własne cele i cele ich podmiotów współpracujących.

W szczególności współpracujemy z partnerami w zakresie:
  1. Analityki ruchu na naszych serwisach
  2. Analityki w celach reklamowych i dopasowania treści
  3. Personalizowania reklam
  4. Korzystania z wtyczek społecznościowych

Zgoda oznacza, że n/w podmioty mogą używać Twoich danych osobowych, w postaci udostępnionej przez Ciebie historii przeglądania stron i aplikacji internetowych w celach marketingowych dla dostosowania reklam oraz umieszczenia znaczników internetowych (cookies).

W ustawieniach swojej przeglądarki możesz ograniczyć lub wyłączyć obsługę plików Cookies.

Lista Zaufanych Partnerów

Wyrażam zgodę