niedziela, 25 lutego 2018 napisz DONOS@

Marszałek we wspomnieniach sekretarki

Opowieść o Józefie Piłsudskim prezentowała łomżyńskiej publiczności Ewa Dałkowska. Popularna aktorka wykorzystała w niej fragmenty książki „Ścieżka obok drogi” wybitnej poetki Kazimiery Iłłakowiczówny, która od 1926 roku aż do śmierci Marszałka była jego osobistym sekretarzem. O oprawę muzyczną wydarzenia w Miejskiej Bibliotece Publicznej zadbał pianista Janusz Bogacki, a odbyło się ono w Roku Józefa Piłsudskiego, ustanowionym przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej z okazji 150 rocznicy urodzin jednego z najwybitniejszych Polaków.

Ewa Dałkowska
Ewa Dałkowska
Ewa Dałkowska
Ewa Dałkowska
Janusz Bogacki
Janusz Bogacki
Ewa Dałkowska
Ewa Dałkowska

Kilka dni po obchodach Narodowego Święta Niepodległości i niespełna trzy tygodnie przed okrągłą rocznicą urodzin Józefa Piłsudskiego w bibliotecznej czytelni zgromadziła się grupa osób zainteresowanych nie tylko historią, ale też literaturą i artystycznym kunsztem wykonawców. 
Ewa Dałkowska należy wszak do najwybitniejszych polskich aktorek, wciąż zachwycając kolejnymi rolami, również dubbingowymi. Z kolei Janusz Bogacki to pianista-wirtuoz o bardzo bogatym dorobku, a do tego kompozytor i aranżer uwielbiający wyzwania, dlatego chętnie wziął udział w realizacji tej adaptacji „Ścieżki obok drogi”. 
– Na półce z książkami mojego ojca znalazłam właśnie tę – mówi Ewa Dałkowska. – Jeszcze to przedwojenne wydanie z 1939  roku. Przeczytałam ją i zachwyciłam się, bo to coś wspaniałego: ta II Rzeczpospolita, cała opowieść, wspomnienia i emocje związane z Marszałkiem. Dlatego potem zaczęłam nad tym pracować i zrobiłam adaptację tego tekstu.
– Bardzo lubię takie współdziałanie z tekstem – dodaje Janusz Bogacki. – Współdziałamy tu, wszystko musi być zgrane, pasować do siebie. To dla mnie nic nowego: u Krysi Jandy mam np. dwa spektakle, „Białą bluzkę”, gdzie też oprócz piosenek i akompaniamentu z zespołem też gram pod takie mówione partie oraz „Kobiety w sytuacji krytycznej”, gdzie również wspieram aktorkę.
Ewa Dałkowska wybrała te fragmenty, które dały możliwość dokładnego poznania podstawowych wątków książki również tym słuchaczom, którzy nigdy jej nie czytali. Dlatego cała opowieść zaczęła się od listu, który jeszcze w roku 1912 Iłłakowiczówna wysłała do Piłsudskiego, deklarując chęć walki o odzyskanie niepodległości, propozycję z jesieni 1925 roku do objęcia posady osobistego sekretarza po przewrocie majowym oraz dziewięć kolejnych lat, aż do śmierci Marszałka w maju 1935 i opisu uroczystości pogrzebowych. Sporo było w tych bardzo osobistych, niepozbawionych też humoru i ironii wspomnieniach, wątków przedstawiających Józefa Piłsudskiego z zupełnie nieznanej strony, co podkreślała nie tylko wyrazista interpretacja tekstu, ale też improwizowane miniatury, wywiedzione przez Janusza Bogackiego z jazzu, bluesa, polskiej muzyki ludowej oraz klasycznej.
– To jest co dzień inaczej – potwierdza Janusz Bogacki. – Nic nie jest do końca ustalone, mniej więcej powymyślałem sobie klimat do poszczególnych fragmentów i tyle. Ewa też za każdym razem inaczej to interpretuje i do tego dostosowuję taką właśnie improwizację.
– To była książka bardzo atakowana przez różne literackie autorytety i środowisko związane z Piłsudskim – zauważa Ewa Dałkowska. – Zaczęto opowiadać bzdury, że Iłłakowiczówna kochała się w Marszałku, co przecież nie było prawdą, a to tylko dlatego, że napisała bardzo osobiste wspomnienia, napisane dla jej siostrzenic, którym chciała opowiedzieć, co robiła przez dziewięć lat. 
Praca sekretarza Marszałka nie była bowiem łatwa: każdego roku otrzymywał on około 30 tysięcy listów, gdzie każdy musiał doczekać się odpowiedzi i reakcji, jeśli sprawa tego wymagała. Były też sytuacje wyjątkowe, bo np. w 1931 roku na imieniny Marszałek otrzymał aż 2,5 tony listów i życzeń; zlecał też swej sekretarce wiele innych zadań, w tych choćby negocjację honorariów za teksty, które później i tak przeznaczał na potrzeby ubogich. Nic dziwnego, że słuchacze zapomnieli o wszystkim, słuchając przez półtorej godziny tych barwnych opowieści, a samej aktorce atmosfera spotkania skojarzyła się z czasami, gdy w mrocznych czasach stanu wojennego ludzie też z takim zainteresowaniem chłonęli spektakle założonego przez nią Teatru Domowego. 
– Wtedy też spotykaliśmy się w takim kameralnym gronie, najczęściej w domach – wspomina Ewa Dałkowska. – Czasem jednak tej publiczności było dużo, aż się po ścianach rozklejali. Było to wtedy ludziom bardzo potrzebne, bo byli zdezorientowani, rozproszeni, narażeni na inwigilację, a zagraliśmy wtedy aż trzysta spektakli... Teraz mamy już zupełnie inne czasy, ale wciąż dobrze jest spotkać się w takim przyjaznym gronie i wspomnieć tak zasłużone dla Polski osoby jak Józef Piłsudski i Kazimiera Iłłakowiczówna! 

Wojciech Chamryk


 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0