wtorek, 20 lutego 2018 napisz DONOS@

Dwa „najpierwsze” jachty w historii Portu Łomża

W dwa miesiące od oficjalnego otwarcia Portu Łomża nareszcie przypłynęły prawdziwe jachty z prawdziwymi żeglarzami z Warszawy! Dwie zgrabne łodzie żaglowe typu Sasanka 620 (długość w cm) od godz. 14. w niedzielę do 16.50 w czwartek pokonały Narwią pod prąd ze wspomaganiem żaglowym 170 km z Portu Jadwisin nad Zalewem Zegrzyńskim, aby przez Ostrołękę i Nowogród dotrzeć do bezpiecznej przystani przy bulwarze. - Jesteśmy odkrywcami nowych miejsc i na pewno od nas inni żeglarze się dowiedzą, w jakiej miłej, ładnej i wartej odwiedzenia okolicy gościliśmy – chwali Port Łomża Beata Janiak, która wybrała się w rejs z mężem Mariuszem i zaprzyjaźnionym małżeństwem emerytów: Hanną i Tadeuszem Stecami. - Zwykle żeglarze z Warszawy wpływają z Narwi w Pisę w Nowogrodzie po drodze na Mazury, a my odkryliśmy nowy zachwycający szlak!

- To moment historyczny dla Portu Łomża – mówi z dumą wzruszony kapitan Ryszard Nawrocki, którego marzenie powoli się spełnia: wreszcie do przekonania stołecznego środowiska żeglarskiego dotarła wieść o ciekawym miejscu nad Narwią w Łomży. - Mam nadzieję, że jachtów przybędzie!
Tadeusz Stec, emerytowany pracownik obsługi jednej z warszawskich szkół, pływa jachtami od 19 lat. O istnieniu nowego Portu Łomża dowiedział się z wiadomości telewizyjnych i już od wiosny planował z miłośnikami żeglarstwa rejs dziewiczym szlakiem. Szczegółów w Internecie poszukał Mariusz Janiak, pływający rekreacyjnie po jeziorach mazurskich od 40 lat. I tak dotarli na bulwar.

Wybijanie szklanek i kelner bez notesika
- Byliśmy bardzo miło zaskoczeni, gdy o poranku powitały nas wybijane szklanki – entuzjazmuje się Tadeusz Stec. - Tradycja w portach zanika, nawet w Mikołajkach szklanek nie usłyszysz. Tylko raz w Wierzbie na Bełdanach słyszałem szklanki, a po latach dopiero w Porcie Łomża. Wspaniale! 
- W kulturze i tradycji marynistycznej jest zwyczaj, że wszystkie komendy wydaje się gwizdkiem, po czym następuje wolne podniesienie bandery na maszcie portowym z jednoczesnym wybijaniem czterech szklanek o godzinie ósmej rano i potem wieczorem o zachodzie słońca, kiedy opuszcza się banderę, dlatego w kapitanacie mamy dokładną rozpiskę zachodu słońca każdego dnia – przybliża szczegóły Ryszard Nawrocki. - Szklanka to dwa klangi, czyli donośne uderzenia w dzwon portowy.
Warszawscy żeglarze jeden przez drugiego chwalą przyjęcie w Łomży: prawie nigdy dotąd im się nie zdarzało, żeby na powitanie wychodził sam kapitan portu. - Tutaj było to szczególnie miłe, bo jesteśmy po raz pierwszy i nie czujemy się intruzami – wyjaśnia wagę tego mini ceremoniału Beata Janiak, która jest koordynatorem działań Ośrodka Sportu i Rekreacji Targówek w Warszawie. Mają znakomite opinie o kapitanie: że przeuroczy, dowcipny, „na poziomie” i znający się na żeglarstwie. 
Co jeszcze podoba im się w Porcie Łomża...? Super uprzejmy personel, mało łódek, mało ludzi, cisza, spokój, niewiele mostów i linii wysokiego napięcia nad Narwią, zmuszających do składania masztów, czystość oraz – jak to zgodnie wszyscy określają - „odrobina cywilizacji”, infrastruktury na postoju w postaci pryszniców i toalet. Czego im zabrakło, to wyraźnej informacji, gdzie mogą pójść na obiad. Nie chcieli skorzystać z restauracji hotelowej, tylko w mieście, i tak trafili na Stary Rynek. Po krótkiej dyskusji na rogu Długiej z Farną przy ławeczce pomniku Hanki Bielickiej (1915 – 2006) rozpoznali najsłynniejszą łomżyniankę świata i odnaleźli Restaurację Na Farnej. - Tam nas zaskoczyło najbardziej, że elegancki kelner zapamiętał wszystkie potrawy i rodzaje piwa, po czym bezbłędnie podał każdemu, co zamawialiśmy – dodaje Hanna Stec, która pracowała w administracji stołecznej szkoły. - Kelnera bez notesika, a z dobrą pamięcią do gości, w Warszawie nie spotkałam.     

Na polu namiotowym „everything is perdect”
Warszawiacy narzekają, że od 40 lat nabrzeże Narwi w Ostrołęce wciąż straszy betonem z długimi śrubami stalowymi – zatrzymują się tylko, żeby dokupić paliwa i wody; w Nowogrodzie z kolei brzeg błotnisty, porośnięty chaszczami... Za to trasa do Łomży z cudownym krajobrazem. - Jestem w Łomży po raz pierwszy, zawsze przejeżdżało się szybko po drodze na Mazury – mówi Mariusz Janiak, pracownik Warszawskich Ośrodków Wodnych Wisła. - Dostałem przewodnik od kapitana, więc wrócimy. Popłyniemy jeszcze za Wiznę, pięć kilometrów dalej jest ujście Biebrzy do Narwi, ale do Biebrzańskiego Parku Narodowego nie wpłyniemy, bo obowiązuje zakaz żeglugi z silnikiem.
Jednak silnik nie każdego ogranicza. Saku Tiainen (lat 39) wyruszył trzy tygodnie temu w podróż po Europie z żoną Hanną i dwójką dzieci: synek Jimi skończył dziewięć lat, zaś córeczka Laila – trzy. To pierwsza podróż w pełnym składzie rodziny z miasta Kouvola w Finlandii, ok. 140 km na wschód od stolicy Helsinek. Oboje są nauczycielami – ona kształci kelnerów, on uczy automatyków i elektryków. Jadą samochodem osobowym z wielką i długą przyczepą kempingową, przemierzając Estonię, Łotwę, Litwę, Polskę, Słowację, Węgry i Czechy. W Polsce odwiedzili Warszawę, Kraków i Zakopane, natomiast w podróży powrotnej przez kraj Lachów – Częstochowę, skąd dojechali do Łomży. I nie zatrzymaliby się na polu namiotowym w Porcie Łomża, gdyby nie spostrzegawczość Hanny, która wypatrzyła znak kierujący na bulwar nad Narwią. - Cudowne miejsce, czysto, cicho spokojnie, uwielbiamy takie zakątki – ocenia Saku po angielsku. - Woda z kranu dobra, prysznice i toalety zadbane, wszystko dobrze funkcjonuje. Bliziutko jest dobrze wyposażony plac zabaw dla dzieci, siłownia dla kondycji młodzieży i dorosłych. Everything is perfect in this wonderful place!

Mirosław R. Derewońko


 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0