piątek, 24 listopada 2017 napisz DONOS@

OBLACI BENEDYKTYŃSCY



Drugi Sobór Watykański przypomniał, że do świętości powołani są wszyscy nie tylko osoby konsekrowane, ale także świeccy. Każdy człowiek, mniej lub bardziej świadomie, szuka Boga nie wiedząc, że to Bóg pierwszy go woła i prowadzi.


Życie po benedyktyńsku – dziedzictwo we współczesności ( prof. Wil Derkse - oblat benedyktyński z Holandii )

============================================================

============================================================

Reguła nie tylko dla mnichów

Drugi Sobór Watykański przypomniał, że do świętości powołani są wszyscy nie tylko osoby konsekrowane, ale także świeccy. Każdy człowiek, mniej lub bardziej świadomie, szuka Boga nie wiedząc, że to Bóg pierwszy go woła i prowadzi. Święty Benedykt z Nursji (ok. 480–547) proponuje, aby z całą świadomością i zdecydowaniem podjąć to zasadnicze dążenie i uczynić z niego program życia. Kandydatom zgłaszającym się do klasztoru stawia tylko jedno pytanie: Czy prawdziwie szukają Boga? Ci, którzy nie mają powołania monastycznego, ale pragną na swej drodze życia podjąć ten sam program, mają możliwość zostać oblatami benedyktyńskimi (oblatio = oddanie, ofiarowanie, poświęcenie). Jest to forma życia, w której człowiek, nie zmieniając swego stanu, ale wiążąc się przyrzeczeniami z konkretną wspólnotą benedyktyńską, kieruje się w codzienności tą samą Regułą, co mnisi żyjący w klasztorze.

============================================================

Modlitwa oblata tynieckiego:

Boże, nasz Ojcze,

Dziękujemy Ci za to, że nas powołałeś do szczególnego uczestnictwa w duchowej rodzinie św. Benedykta. Pragniemy, posłuszni Jego Regule, prawdziwie Ciebie szukać, dążyć wytrwale do Ciebie za przewodem Ewangelii i niczego nie stawiać wyżej nad miłość Chrystusa.

Naucz nas modlitwy. Niech ona skłania nasze serca do słuchania Ciebie i przyjmowania Twojej Woli. Pomóż nam często znajdować czas na modlitwę. Niech nic nie będzie ważniejsze od Służby Bożej.

Powierzamy Twojej dobroci nasze rodziny i naszych bliskich, wszystkie wspólnoty benedyktyńskie, naszą Ojczyznę i cały Kościół oraz tych, którzy w tej chwili najbardziej potrzebują Twojej pomocy.

Pragniemy szanować wszystkich ludzi i służyć im z pokorą, jak samemu Chrystusowi.

Niech nasza praca i wszystko, co czynimy, służy naszym bliźnim i Twojej chwale, abyś we wszystkim był uwielbiony i aby świat wokół nas stawał się lepszy.

W trudach i przeciwnościach, przez cierpliwość, pragniemy stać się uczestnikami Męki Chrystusa, Który oby nas doprowadził do życia wiecznego.

Przyjmij nas, Panie, według Słowa Twego, a żyć będziemy, i nie zawiedź naszej nadziei.

Najświętsza Matko Boża, prowadź nas drogą pokory do Twojego Syna.

Święty Benedykcie, módl się za nami.

Amen.


=========================================

---------------------------------------

Życie po benedyktyńsku

– dziedzictwo we współczesności

( prof. Wil Derkse - oblat benedyktyński z Holandii )

Witalność i atrakcyjność

Jedna z moich studentek opowiadała z entuzjazmem w przerwie między wykładami o swoich wspaniałych wakacjach, które spędziła w miłym hotelu położonym na wybrzeżu w pobliżu opactwa benedyktyńskiego Maria Laach. Zdziwiła się, gdy usłyszała, że właśnie tam napisałem moją uniwersytecką orację w 2002 roku. Jeszcze większą niespodzianką było dla niej, gdy powiedziałem, że jestem związany z opactwem św. Willibrorda w Doetinchen,jako oblat. „To tam też jest w Holandii opactwo?” – spytała zdumiona. Zwróciłem jej uwagę na adres internetowy www.monasteria.org, gdzie jest przedstawionych ponad czterdzieści klasztorów wielkiej benedyktyńskiej rodziny, na którą składają się wspólnoty męskie i żeńskie – benedyktynów, cystersów i trapistów w samych tylko Niderlandach. Często spotykam się z reakcją zdziwienia, gdy ludzie dowiadują się, że takich jak ja – świeckich oblatów – jest w moim opactwie ponad sześćdziesięciu, natomiast mnichów jest aktualnie w moim opactwie ośmiu. Życie monastyczne jest postrzegane najczęściej jako zagadnienie muzealnicze, związane z zanikającym dziedzictwem, lub zupełnie wymarłe.

Natomiast życie monastyczne pozostaje wciąż uparcie witalne. 1500-letnia Reguła Benedyktyńska wciąż nadaje orientacje życiową dla dziesiątek tysięcy mnichów i mniszek na całym świecie. Tyleż samo, a nawet więcej – co warto zauważyć: wciąż coraz więcej – jest ludzi żyjących poza klasztorami, ale związanych z nimi jako oblaci lub w innych sposób. Reguła Benedyktyńska jest dla nich czymś, co kieruje ich życiem, nie chodzi o naśladowanie życia mnichów, ale o wykorzystanie jej wskazówek w ich życiu. Można nawet powiedzieć o coraz większym zainteresowaniu duchowością monastyczną i opartym na niej życiu. Duchowość ta przyciąga ludzi, czasami w sensie dosłownym. Podczas otwartego dnia klasztorów w 2006 roku, nasze małe opactwo odwiedziło ponad 2500 osób. Opactwo Maria Laach, swoisty monastyczny magnes nad przepięknym jeziorem Gentian Eifel, przyciąga rocznie ponad milion odwiedzających. Niektórzy przyjeżdżają tu tylko dla smakowitych produktów żywnościowych, które można nabyć w przyklasztornym sklepie, inni do galerii sztuki, ale wszyscy – chociażby na chwilę – zachodzą do doskonale utrzymanego średniowiecznego kościoła.

Podczas Liturgii Godzin w kościele zawsze gromadzi się dużo ludzi. Człowieka porusza nawet krótki kontakt z duchowością monastyczną. Widziałem to będąc z grupą 24 studentów, z którymi spędziłem weekend w opactwie św. Willibrorda.Wizyta ta była częścią programu zajęć poświęconych doświadczeniom religijnym. W zajęciach tych swoje wykłady prowadził specjalista od fizjologii mózgu, psycholog religii, ekspertw dziedzinie duchowości oraz wybitny matematyk, który uczył także medytacji Zen. Ja wygłosiłem wprowadzenie do duchowości benedyktyńskiej oraz towarzyszyłem grupie, wraz z pozostałymi wykładowcami, podczas innych zajęć w opactwie. Ponieważ istotą zajęć było religijne doświadczenie, studenci zostali zaproszeni do pełnego udziału w „monastycznym rytmie dnia”: pięć razy dziennie Liturgia Godzin (pierwsza o 6.15 rano), medytacje (Zen), udział we Mszy Świętej, czytanie mistycznego tekstu Ruysbrecka pod kierunkiem 85-letniego wówczas ojca Gerarda Helwiga, wspólne posiłki, rekreacja, wykłady oraz udanie się na spoczynek o wyznaczonej godzinie. Z dwudziestu czterech moich studentów tylko czterech uczestniczyło dotąd w życiu Kościoła, jako członkowie chóru, lektorzy i ministranci, pozostali mieli z Kościołem kontakt raczej sporadyczny – na zasadzie „od przypadku do przypadku” – mając z nim związki jedynie podczas ważnych wydarzeń rodzinnych.

Uczestnictwo w zajęciach miało jednak wpływ na wszystkich. Podczas pierwszych nieszporów w piątkowe popołudnie tylko niektórzy studenci śpiewali przez cały czas. Po niewiele ponad dziesięciu wspólnych modlitwach, w niedzielę popołudniu, śpiewali już wszyscy „zrywając się na nogi” przy przedostatnim wersie psalmu, kiedy przyszła pora na skłon podczas „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu…”. Nucących psalmy studentów słyszałem nawet na korytarzach domu gości. Coś się z nimi wszystkimi stało. Podczas podsumowującej zajęcia konwersacji, kilka tygodni później, wszyscy bez wyjątku stwierdzili, że zajęcia w opactwie były dla nich najważniejszym punktem roku akademickiego. Zdecydowali się też pisać listy do braci w klasztorze na temat swoich doświadczeń; ich kopie umieściłem w klasztornej bibliotece. Jedna ze studentek napisała w liście, że po powrocie do domu z zajęć w opactwie natychmiast uporządkowała rozgardiasz w swoim pokoju. Żyjąc zaledwie przez kilka dni w pięknym, uporządkowanym i harmonijnym środowisku, ujrzała kontrast między nim, a tym z czym miała do czynienia w domu rodzinnym. Monastyczny porządek – nawiązując do opinii Ojca Denisa Huerre, opata z La Pierre-qui vire – nie jest znamieniem luksusu, ale potrzebą, tym bardziej ważną, jeśli ludzie dostrzegają w tym Boże działanie.

 

Dla innej studentki, chociaż był to męczący weekend, co wiązało się z całodzienną dyscypliną i porządkiem, pobyt w opactwie okazał się ważny z innego powodu. Jest wdzięczna za to, że odkryła, że pięknie śpiewa, i w konsekwencji zapisał się do grupy chóralnej. Tak więc, to nie tylko monastyczne zaproszenie, ale monastyczny porządek uczy, że można żyć (choćby trochę) inaczej. Monastyczne życie oferuje gościnność i pokoje dla wielu. Charakterystyczne dla monastycznego życia „szukanie Boga”, które jest w opactwach kultywowane, jest otwarte w sensie „ponad wyznaniowym”. Uczestnicząc w życiu monastycznym ludzie uwrażliwiają się - ukazał to między innymi Leo Fijen w serii filmów poświeconych życiu klasztornemu, wyprodukowanych przez Holenderską Katolicką Stację Radiową i Telewizyjną. Ponad trzy miliony telewidzów w Wielkiej Brytanii obejrzało serie filmów dokumentalnych: „Klasztor” oraz „Zakon”, w których przedstawiono mężczyzn i kobiety żyjących duchowością benedyktyńską.

 

Książki Anzelma Grüna oraz innych autorów monastycznych są czytane z zainteresowaniem na całym świecie przez trudną nawet do określenia liczbę ludzi. Ponadto coraz więcej ludzi próbuje głębiej zapoznać się z duchowością monastyczną, przystępując do oblatów świeckich, po roku lub dłuższym okresie nowicjatu (jak to ma miejsce u Cystersów). Nasza wspólnota oblacka, na przykład, w ciągu dziesięciu lat powiększyła się dwukrotnie. Lewicowo-liberalna gazeta Vrij Nederland w styczniu 2006 roku opublikowała poważnie udokumentowany raport na temat „Życie nemedyktyńskie poza klasztornymi murami”. Nie ma jednak życia benedyktyńskiego bez naszej znajomości, jak i czym żyją monastyczne wspólnoty mnichów i mniszek. Pomagają temu odwiedziny na odpowiednich stronach internetowych, jakkolwiek nie jest to najważniejsze. Wspólnoty monastyczne zmieniają się. Niektóre łączą się ze sobą, inne przenoszą się do domów starców, inne inwestują na przykład w powiększanie domów dla gości, dzięki czemu rozrastają się. Jak pisałem we wstępie do swojej książki, nawet te najstarsze ciągle jeszcze są żywotne. Aktualna sytuacja życia monastycznego w skali światowej nie sprawia wrażenia umierającej. Na świecie funkcjonuje dziś ponad 1300 wspólnot monastycznych, około 35 tysięcy mnichów i mniszek oraz dziesiątki tysięcy związanych z tymi wspólnotami oblatów żyjących zgodnie z Regułą św. Benedykta liczącą 1500 lat. Najwyraźniej Reguła jest wystarczająco elastyczna, by wpływać na wspólnotowe życie religijne w XXI wieku. Sieć monastycznego życia na kształt fali ogarnia cały świat w modlitewnym śpiewie. Kiedy w Europie Zachodniej mnisi i mniszki kończą dzień śpiewając kompletę, w opactwie św. Jana w Minnesocie jest najprawdopodobniej czas seksty (śpiewanej modlitwy popołudniowej), to w Wietnamie (siedem godzin wcześniej) mnisi i mniszki zaczynają dzień laudesami.

Aktualnie bez problemu można odwiedzać strony internetowe poświęcone życiu monastycznemu. Główna strona – www.osb.org – jest prowadzona przez opactwo św. Jana. Można w niej doświadczyć „wirtualnej gościnności”, którą oferuje wiele żeńskich i męskich wspólnot monastycznych, w tym: benedyktyni, cystersi i trapiści. Strony monastyczne są odwiedzane przez wielu ludzi. Dziesiątki tysięcy odwiedzających dziennie z całego świata mogą, dzięki tej stronie, przeczytać ostatnie kazanie Opata, uczestniczyć w liturgii godzin w opactwach, zamawiać literaturę duchową oraz rezerwować miejsca w domach gości prowadzonych przez różne wspólnoty monastyczne. Miejsca w takich domach bez problemów można rezerwować, również w Niderlandach i we Flandrii. Tak więc, życie monastyczne nie jest umierającym, zanikającym reliktem, śladem dorobku historyczno-kulturowego. Światowa sieć klasztorów benedyktyńskich wciąż rozwija się jest aktywna i pełna witalności. Można stwierdzić po prostu, że „tu i teraz” monastycznego życia, jego żywotność, należy rozumieć jako znak współczesnych czasów.

Przebywający przez jakiś czas w angielskim opactwie trapistów aktor Alec Guiness napisał, że dzięki swojemu pobytowi poczuł że zetknłą się z „duchową turbiną”, zdolną napędzać świat. Ważne jest w związku z tym dowiedzieć się, co światu oferuje życie monastyczne. Przede wszystkim odwołuje się ono do duchowych oczekiwań naszych czasów – nie tylko zresztą naszych – oferując nie-ezoteryczny, ale sprawdzony przez kilkanaście wieków model duchowego wzrostu. Taka koncepcja wzrostu duchowości nie pojawia się wraz z jakimś chwilowym trendem. „Proszę poruszyć w Pańskim wystąpieniu problem z duchowości!” – w taki niejasny, nieokreślony sposób jestem najczęściej telefonicznie zapraszany na wykłady. Potem okazuje się, że chodzi o pragnienie pobudzenia człowieczeństwa. Duchowość temu właśnie służy: pokazuje prawdziwy smak życia, życiową orientację, styl życia oraz przyczynia się do podjęcia ważnych życiowych przemian. W wielu religiach i kultach kładziony jest nacisk na stworzenie fundamentów życia duchowego w nawiązaniu do ludzkich pragnień i oczekiwań. Duchowość benedyktyńska jest jedną z wielu, ale oparta jest na solidnych, historycznych podstawach, ze „starą metryką” a wciąż witalna.

Porządek i elastyczność

Święty Benedykt pisał na Monte Cassino swóją Regułę dla trzeciej z rzędu wspólnoty, której przewodził oraz – prawdopodobnie – dla niektórych wspólnot żyjących w sąsiedztwie. Pisząc miał już za sobą trzydzieści lat doświadczeń monastycznego życia, w którym nie brak było wzlotów i upadków. Niektóre reguły zakonne powstały już wcześniej, na przykład reguła św. Augustyna, żywy dokument, z którego mogły korzystać rodziny augustiańskie i norbertańskie. Pisząc swoją, św. Benedykt korzystał z reguły nieznanego mnnicha, która została nazwana Regułą Mistrza. Niektóre rozdziały Benedykt skopiował dosłownie. W innych miejscach odszedł jednak od pierwowzoru, zmieniając go i łagodząc, a także uzupełniając. Świętemu Benedyktowi chodziło o uczynienie Reguły bardziej życiową, aby obowiązki jakie nakłada na braci były wykonalne, przewidział też sytuacje, które mogą przerastać ich możliwości. Prawdopodobnie w początkach przewodzenia wspólnotom miał zbyt srogie wymagania wobec braci. W tekście Reguły nie brak surowości, jest to jednak łagodna surowość, albo – inaczej rzecz ujmując – surowa łagodność. Szczególnie w tych rozdziałach, które były pisane przez niego, okazywał wrażliwość, zrozumienie, a także uznanie faktu, że ludzie mogą się od siebie różnić. Charakteryzująca Regułę roztropność i elastyczność jest zawarta nie tylko w samych jej przepisach, ale również w jej realizacji, podczas kierowania wspólnotami.

Oto dwa przykłady takiej postawy: rozdział 40 Reguły: „O mierze napoju” i jej rozdział 18 „Jak powinna wyglądać kolejność psalmów”. Pierwszy przykład dotyczy tego, w jaki sposób św. Benedykt zwraca uwagę na to, ile wina może spożyć mnich w zależności od miejscowych warunków? Po pierwsze, w Regule nie ma jednoznacznego wskazania na to, ile wina można wypić, ponieważ ludzie są różni, podobnie jak okoliczności. W sumie Benedykt uwzględnia jednak pewne uwarunkowania, na przykład słabość chorych. Ogólnie proponuje jednak, „że jedna emina (mniej więcej pół litra) na dzień wystarczy dla każdego”. Uwzględniając pewne niuanse, św. Benedykt pisze: „Gdyby warunki miejscowe, praca albo skwar letni kazały pić więcej, niech decyduje o tym przełożony, zwracając wszakże uwagę, by nie dochodziło nigdy do przesytu lub zgoła pijaństwa”. Przepisy i ich wypełnianie muszą zatem uwzględniać określony kontekst sytuacyjny. W konkluzji omawianego rozdziału, w Regule zapisano: „Gdzie zaś warunki miejscowe są tego rodzaju, iż nie można znaleźć nawet wyżej określonej miary wina (…) niech, ci, którzy tam mieszkają, błogosławią Pana i nie szemrają”.

Drugi przykład elastyczności przepisu dotyczy kolejności Psalmów – vide rozdział 18 Reguły. I tak, Reguła ustala, że „w ciągu tygodnia powinien zostać odśpiewany cały psałterz w pełnej liczbie 150 psalmów (…) z uwzględnieniem określonej sekwencji, zmian niedzielnych, świątecznych itd. Poświęcone jest temu wiele stronic, ale w podsumowaniu rozdziału znajduje się następująca, prawie humorystyczna, uwaga: „Pragniemy wszakże wyraźnie zaznaczyć, że jeśliby komuś ten układ psalmów nie odpowiadał, może rozdzielić je inaczej, w sposób, jaki uzna za lepszy (…)”. W przepisie tym chodzi bowiem tylko o to, by wszystkie 150 psalmy były odmówione w ciągu tygodnia.

Tłumacząc przedstawione oraz inne propozycje św. Benedykta, widać, że uwzględnia on w inteligentny sposób kontekst związany z fundacją wspólnoty, jej specyfiką oraz naturalną mozaiką społeczną, istotnymi cechami, przy jednoczesnym pozostania w ramach benedyktyńskiej duchowości. Na tym polega uwzględnienie w Regule wielowymiarowości i sytuacyjnego kontekstu w kierowaniu wspólnotami. W opactwie Monte Cassino podaje się wino w refektarzu popołudniu w niewielkich ilościach. Z kolei w opactwie św. Willebrorda, pije się wodę, chyba, że jest to ważny dzień świąteczny. W opactwie Benedictusberg w Vaal mnisi nie mając obowiązków związanych na przykład z prowadzeniem szkoły czy też inną aktywnością, śpiewają psalmy sześć razy w ciągu dnia. Natomiast, w opactwie św. Jana w Minnesocie, robią to trzy razy dziennie. Nie oznacza to z pewnością, że w Minnesocie Benedyktyni powierzchownie traktują liturgię godzin. To właśnie tam znajduje się bowiem prawdziwie silne, promieniujące na cały świat i przynoszące owoce, centrum dbałości o liturgię, modlitwę oraz studia. Chodzi tu zwłaszcza o działalność wydawnictwa The Liturgical Press. Jak mówi trapista Michael Casey, Reguła nie jest ograniczona ścisłymi granicami kanonów. Dla wszelkiego kanonu najważniejsza jest statyczność, natomiast Reguła Benedyktyńska oferuje ukierunkowaną, ale dynamiczną strukturę. Można też powiedzieć, że Reguła nie jest zakończona, podobnie życie monastyczne jest wciąż nieustającym, kształtującym się doświadczeniem. W rozdziale 3. Reguły: „O zwoływaniu braci na radę”, zaznaczono, że młodsi bracia odgrywają ważną rolę, „(…) gdyż Pan często komuś młodszemu objawia to, co jest lepsze”. Dla cytowanego już Michaela Caesya przykładem otwarcia się na orzeźwiający wpływ zewnętrznych źródeł są też pierwsze wersy rozdziału 61. Reguły „Jak należy przyjmować obcych mnichów”. „Jeśli przybywa obcy mnich z dalekich okolic i chce jako gość mieszkać w klasztorze, i nie będzie wnosił do klasztoru niepokoju (…), ale zadowoli się po prostu tym, co zastanie, można go przyjąć na tak długo, jak tego pragnie. Gdy rozumnie i z pokorną miłością coś zgani lub coś zaproponuje, niechaj opat rozważy starannie jego słowa, bo może Pan przysłał go właśnie w tym celu”.

Dzięki współistnieniu ładu i elastyczności, duchowość benedyktyńska jest nieustannie żywą tradycją. Zazwyczaj mówiąc o tradycji, myślimy o czymś statycznym i najczęściej już zamkniętym. Tymczasem łacińskie słowo tradere w rzeczywistości oznacza dynamiczną aktywność, czego przykładem jest znaczenie angielskiego słowa – trade – zajęcie. Żywa tradycja jest jak rzeka. Tak jak rzeka, tradycja ma swoje źródła, w tym między innymi: ludzi, stare teksty, symbole i rytuały. Takich źródeł jest wiele, mają one także różnorodne formy. To dotyczy również tradycji benedyktyńskiego życia.

Aby pozostać wciąż żywą i świeżą, tradycja musi mieć ciągły kontakt ze swoimi źródłami, inaczej zamieni się w pustynię. Tradycja benedyktyńska kształtuje się w długotrwałym procesie historycznym. Benedyktyńska rodzina, w ubiegłym półwieczu włożyła wiele wysiłku w odnowienie i uporządkowaniec swojej tradycji. Podkreślono związek Reguły ze Źródłami Monastycznymi pochodzącymi od Ojców Kościoła, , z początkami monastycyzmu w Egipcie i Syrii, z celtycką kulturą monastyczną. Przyczynkiem do tradycji były reformy Bernarda oraz wzbogacające i użyźniające ją dzieła Hildegardy z Bingen, oraz mnichów mistyków. Rzekę tradycji wspomagają też inne nurty, w tym spuścizna religijna myślicieli pochodzących z innych kultur. Niektórzy mnisi, jak też mniszki, otwierają się na przykład na Słowo Boże poprzez praktyki medytacyjne Zen. Pod duchowym kierownictwem, w niektórych klasztorach wnika się we współczesną psychologię. W opactwach afrykańskich, na przykład, znaczącą rolę w liturgii odrywa taniec i rytmiczne dźwięki, z czym nie spotkamy się chociażby w klasztorach szwedzkich.

Podobnie jak każda rzeka, tradycja ma swoje koryto ukształtowane przez formę i kształt, jakkolwiek nie są one niezmienne. Koryto może zmienić swoje miejsce oraz swoją formę. Opactwo, z którym jestem związany, utrzymywało się między innymi dzięki działalności gospodarczej polegającej na hodowli bydła. Ze względów logistycznych, gospodarstwo zostało zlikwidowane. Aktualnie, młodzi mnisi otrzymali zadanie zorganizowania tam centrum konferencyjnego oraz ośrodka na dni skupienia dla grup poszukujących monastycznych doświadczeń duchowych. Mamy oto kolejny przykład elastyczności polegającej na łączeniu różnorodności form pracy mnichów z porządkiem. Kultywowanie doświadczeń monastycznych staje się, w ten sposób dla ludzi świeckich, źródłem przeżyć duchowych wyznaczającym dalszy kierunek życia.

Kilka charakterystycznych cech duchowości benedyktyńskiej

Święty Benedykt był doskonale wykształcony w zakresie retoryki, tak więc każde użyte przez niego słowo było przemyślane. Pierwsze słowo zawarte w jego Regule jest też słowem najważniejszym. Tak samo najważniejsze jest pierwsze zdanie, będące czymś w rodzaju „jądra”, całego programu benedyktyńskiego życia: „Słuchaj, synu nauk mistrza i nakłoń [ku nim] ucho swego serca. Napomnienia łaskawego ojca przyjmuj chętnie i wypełniaj skutecznie (…)”.

„Słuchaj”! W języku łacińskim – ausculta. Czasownik ten w oryginalnym łacińskim brzmieniu w sposób uprzejmy zachęca do zwrócenia uwagi, do pozytywnej postawy i reakcji słuchającego. Tak właśnie lekarz „osłuchuje” swojego pacjenta używając stetoskopu. Nie czyni tego w sposób niecierpliwy czy też z ciekawości. Robi to natomiast rozważnie, by zbadać wnętrze pacjenta, a jeśli jest on chory, przepisać odpowiednie lekarstwa, ewentualnie skonsultować się z innymi specjalistami lub podjąć dalsze kliniczne badania. Celem benedyktyńskiego słuchania jest rozpoznanie czekających nas zadań i znalezienie odpowiedniej odpowiedzi.

Ważne jest tu, użyte w pierwszym zdaniu Reguły, sformułowanie dotyczące nakłonienia serca do słuchania. Określenie „nakłanianie” – po angielsku inclining, po łacinie inclina, od bezokolicznika inclinare – prowadzi nas do kogoś, do bliższego, głębszego poznania kogoś, kto chce być przez ciebie zrozumiany, a zarazem chce cię zrozumieć. To może być przełożony, brat, gość, pacjent, kolega, uczeń, sytuacja, cała grupa ludzi czy też tylko jej część. Nie chodzi tu jednak o uzyskanie informacji, ale na słuchanie w odpowiedzi na czyjąś prośbę. W świetle Reguły słuchanie musi wypływać z serca, mówimy „tak”, gdy serce usłyszy wezwanie. Pewien doświadczony opat opowiadał mi kiedyś o swoim zwyczaju dotyczącym rozpoznawania tego, czy serce mnicha skłonne jest do słuchania. Zadawał na przykład pytanie dotyczące odpowiedzialnego zadania: „Czy chcesz przygotowywać się do tego, żeby zostać kantorem”? Gdy wyczuł najmniejszy nawet opór, opat rezygnował, mówiąc: „Lepiej jeszcze nie teraz”. Jeśli ktoś rozpoczyna jakiś projekt, ale jego serca w tym nie ma, oznacza to, że nie jest jeszcze gotowy, by to czynić. Pierwsze zdanie Reguły zwraca uwagę na to, że aby każda praca przebiegała gładko i bez przeszkód; niezbędna jest autentyczna gotowość do działania. Być gotowym, dać odpowiedź adekwatną do oczekiwań, zależy to od tego, czy człowiek słucha i czy to słuchanie pochodzi z serca. Postawa taka, oczywiście, może być praktykowana również poza murami klasztoru.

Znany mi oblat, gdy został dyrektorem szkoły, przed nowym rokiem szkolnym udał się do opactwa, by tam przygotowywać się do swoich nowych obowiązków. Jego intencją było przeniesienie związków z duchowością benedyktyńską do nowego kontekstu swojej pracy. Koncentrując się na zrozumieniu sensu pierwszego słowa Reguły zdecydował, że przede wszystkim będzie dyrektorem wsłuchującym się w szkołę, że będzie liderem szkolnej społeczności, pracującym ze „stetoskopem”. To jest piękny i fascynujący cel, ale jak go realizować? W przypadku nowego dyrektora szkoły, polegało to na tym, że jako jeden z pierwszych przychodził do pracy, poświęcał swój czas na „nakłanianie uszu” i wsłuchiwanie się w opinie kolegów, jakie wyrażali podczas przerw i spotkań przy kawie czy herbacie. Oczywiście nie postępował jak szpieg, ale starał się reagować na słabe nawet sygnały, w sposób aktywny, ale i z wyczuciem serca. Kontynuując metaforę medyczną, „kiedy usłyszał w swoim stetoskopie najmniejszy nawet szmer”, zapraszał odpowiedniego nauczyciela na osobistą rozmowę podczas kolejnej przerwy, by w sposób rozważny, wspólnie rozwiązać nawet niewielki problem. Ponieważ jeśli szybko nie zareagujesz na najmniejsze nawet szmery w organizmie, nadejdzie „suchy kaszel”. Jeśli poczekasz jeszcze dłużej, wszyscy twoi współpracownicy zachorują na dobre i pozostaną w domu przez kilka miesięcy.

W przypadku kolegi oblata w słuchaniu podczas spotkań przy kawie nie chodzi tylko o niewielkie sygnały znamionujące niepokój, problemy czy niesnaski. Chodzi tu również o małe pragnienia oraz o sygnały związane z możliwościami wzrostu. Istotne są też potrzeby o charakterze oczywistym, wymagające konkretnych odpowiedzi, dotyczących chociażby takich spraw, jak: czy starczy pieniędzy na zakup nowego sprzętu DVD niezbędnego dla przeprowadzenia kursu lub prelekcji; czy też problemu, jak zmotywować wykładowcę, który długo przygotowuje nowy temat, aby go to cieszyło. W Regule – określenie ausculta – odnosi się również do opata oraz do jego pracy „jako menedżera”, podczas której pragnie postępować z wyczuciem i dyskrecją. Są one niezbędne, by i mocni mieli to, czego pragną i słabi nie uciekali.

Trzy monastyczne śluby – stałość (stabilitas),

przemiana życia (conversio morum)

oraz posłuszeństwo (obedientia)

Pierwsze zdanie Reguły św. Benedykta jest istotne dla każdego owocnego życia duchowego, ponieważ zespala ze sobą dwa jego kierunki –pionowy i poziomy. Niezbędna jest w związku z tym czujność na każde słowo, które „przychodzi z góry”. Może ono równie dobrze pochodzić z ust innego człowieka, i w każdym takim przypadku należy – „patrząc w górę” – udzielać odpowiedzi w sposób konkretny i aktywny.

Poprzez trzy monastyczne śluby, dwa kierunki życia – wertykalny i horyzontalny – łączą się ze sobą w szukaniu Boga oraz podążaniu za Chrystusem we wspólnocie (słowa: „poszukiwanie” i „podążanie” są tu pisane kursywą, by podkreślić dynamikę monastycznego życia). Czytając to, ktoś nie rozumiejący istoty rzeczy mógłby sądzić, że ludzie żyjący w opactwie, szukając Boga mogą Go w końcu nie znaleźć. Jednak jest to zrozumienie błędne. Dynamika monastycznego życia ma wymiar perspektywiczny, tak więc niezbędna jest wytrwałość, stałość, którą należy doskonalić każdego dnia. To właśnie jest celem trzech ślubów – stabilitas, conversio morum et obedientia.

Stabilitas, czyli stałość, polega na wytrwałym mówieniu „tak”, nawet, jeśli przychodzi to z trudem. W ujęciu negatywnym, stałość jest sztuką nie odchodzenia od podjętych zobowiązań. Istnieje naprawdę o wiele więcej subtelnych sposobów ucieczki, niż tylko fizyczne oddalenie się od jakiegoś miejsca. Stosując metaforę ogrodniczą, stabilitas polega na wytrwałości do kwitnięcia tam, gdzie jako kwiat zostałeś zasadzony, nie wykluczając różnych okoliczności wynikających z dynamiki życia. Tylko tam, nigdzie indziej. Z kolei w ujęciu pozytywnym, stabilitas jest wytrwałością intencji, by niczym trwała roślina „rosnąć ku górze”, w sposób autentyczny być tu i teraz. Należy jednak pamiętać, że stałość nie może być utożsamiana z jałowym bezruchem, ze staniem w miejscu, gdy twoja aktywność jest aktywnością wytrenowanego biegacza.

Conversio morum, czyli przemiana życia (w niektórych manuskryptach określana jest jako conversatio), może być rozumiana jako „zmiana stylu życia”, albo też jako stopniowy wzrost w stronę monastycznego stylu życia. Z taką zmianą kojarzą się nam radykalne doświadczenia przypominające „przewrócenie wszystkiego do góry nogami”. Nie na tym jednak polega conversio morum. Przemianę tą należy rozumieć raczej jako codzienne, wytrwałe odkrywanie nowych możliwości w zakresie takich „mikro-przewrotów”, jak: sposób prowadzenia rozmowy telefonicznej, niewielkie chociażby „rozjaśnienie” ponurej miny, odrobina życzliwości i wyrozumiałości wobec twoich braci, którzy mylą się podczas śpiewu, przeczytanie dwóch pięknych wierszy przed snem zamiast „przerzucania” pilotem kanałów telewizyjnych itp. Jeden z braci, który przez długi czas pracował w Stanach Zjednoczonych porównał conversio morum do codziennego wyrzucania z życia „śmieci” i koncentrowaniu się jednocześnie na tym, co jest w nim „skarbem”.

Obedientia, czyli posłuszeństwo jest też ściśle związana z pierwszym zdaniem Reguły, czyli ze słuchaniem. Słowo to pochodzi od zwrotu ob-audiare, co oznacza „słuchanie ze szczególną uwagą”. Chodzi tu jednak o szerokie, a nie ograniczone rozumienie tego pojęcia. W „wąskim” ujęciu podążasz za poleceniami swojego przełożonego. Ale chodzi też o to, abyś umiał słuchać jako przełożony. I tak, profesor może traktować swoją studentkę jako przełożony albo też traktować ją tak, jak matka traktuje swoją córkę. Wówczas z uwagą, a nawet uczuciem, próbujesz zrozumieć to, czego ktoś od ciebie oczekuje. Jeśli wieczorem, przed snem spojrzysz w takiej perspektywie na mijający dzień, zapytaj siebie: czy byłem dziś posłuszny? Nie chodzi tu o pytanie: czy podążałeś za poleceniami swojego przełożonego. Spytaj raczej czy życzliwie i uważnie słuchałem pytań mojej studentki? Czy z życzliwością próbowałem je zrozumieć, czy udzieliłem szczerej odpowiedzi?

Jest rzeczą oczywistą, że omawiane trzy perspektywy – stałość, przemiana życia i posłuszeństwo – w znaczący i głęboki sposób oddziałują na siebie, przyczyniając się zarazem do nowej jakości życia. W swojej książce „Błogosławione życie. Benedyktyński przewodnik dla tych, którzy pragną przeżywać dobre dni” w sposób dogłębny i konsekwentny staram się odkrywać, na czym polegają fundamenty postawy opierającej się na wymienionej triadzie. Mam nadzieje, że pokażę, że postawa ta może być owocna nie tylko w kontekście życia monastycznego.

Duchowość benedyktyńska – zaczyn we wszystkim, a nie ozdoba

Podstawowa dla duchowości benedyktyńskiej jest zasada, „Aby we wszystkim Bóg był uwielbiony – ut in omnibus Deus glorificetur”. Mnich benedyktyński nie robi różnicy, czy na jednym polu należy stosować tę zasadę, a na drugim nie. Stosuje ją zarówno podczas modlitwy (na przykład podczas liturgii godzin), jak i podczas innych czynności (na przykład podczas obierania ziemniaków w kuchni). Nie musi wybierać, bo na wszystkich polach aktywności, zawsze, istnieje możliwość by błogosławić Boga. Zadanie to jest równie łatwe, jak trudne. Należy zauważyć, że to benedyktyńskie motto znajduje się w bardzo przyziemnym kontekście w rozdziale 57. Reguły – „O rzemieślnikach klasztornych” , gdzie zacytowane jest zdanie z Pierwszego Listu św. Piotra: „aby we wszystkim Bóg był uwielbiony” (1 P 4,11). Ten fragment Reguły dotyczy ustalania cen za towary wyprodukowane przez mnichów. Jak napisał Benedykt: „Przy ustalaniu zaś ceny nie trzeba dopuszczać do głosu złej chciwości (…). Lepiej jest zawsze sprzedawać nieco taniej, niż to mogą czynić ludzie świeccy, (…) aby we wszystkim Bóg był uwielbiony”. Kupowanie i sprzedawanie może zatem być czynnością uświęconą lub zdesakralizowaną. Nawiązując do współczesnych teorii zarządzania, św. Benedykt postępuje według koncepcji TQM (Total Quality Management), gdzie jakość dotyczy całego naszego zadania. Według Benedykta, nasza jakość pochodzi ze Źródła (pisanego przez duże „Ź”), ale dotyczy także ostatecznego Celu (pisanego przez duże „C”). Nawiązując do Księgi Rodzaju: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1, 31).

Znaczenie służebnej postawy przy wykonywaniu najmniejszej nawet czynności zostało przez św. Benedykta podkreślone zwłaszcza w rozdziale 31. – „Jaki powinien być szafarz klasztorny” – gdzie przedstawia sposób podejścia do odpowiedzialności za gospodarowanie materialnym mieniem klasztoru. Według św. Benedykta: „(…) Wszelkie przedmioty i w ogóle wszystko, co stanowi własność klasztoru, powinien szafarz traktować tak, jak gdyby były to naczynia święte z ołtarza. Nic nie wolno mu zaniedbywać (…)”. Z taki samym respektem należy podchodzić do szczotki do mycia naczyń, jak i do mszalnego kielicha. Wszystkie rzeczy materialne mają wartość sakralną. Jak mówią ludzie z Brabancji: „Nawet marnotrawienie obierek z zepsutych ziemniaków jest grzechem”.

Postawa taka jest niezbędna do starannej organizacji czasu i przestrzeni, co jest szczególnie widoczne w środowisku monastycznym. Można tu oddychać szczególnym rodzajem piękna, do czego przyczynia się także związany z tym ład i fakt, że każda rzecz jest na swoim miejscu. Każdy, kto chociaż przez krótki czas tu przebywał pragnie od razu przenieść ten porządek do swojego domu, jak to zdarzyło się z jedną z moich studentek, o czym wspomniałem wcześniej. Ponadto ludzie uczą się dzielić swój dzień, porządkować według porządku dnia swoje myśli oraz pragnienia. Uczymy się na przykład odpoczywać, dzieląc ten czas na przebywanie w samotności oraz na bycie z innymi ludźmi. Klasztorny dzwon regulujący porządek dnia w klasztorze, podobnie jak każdy dźwięk innego dzwonka, powoduje, że ćwiczymy się w sztuce prawdziwego zaczynania, tak samo jak prawdziwego kończenia. Istotna jest tu też sztuka wypełniania wszystkiego, co jest pomiędzy początkiem a zakończeniem, pomiędzy postawą odpoczynku a postawą działania, pomiędzy tym, co jest tu i teraz, a tym co nas czeka. Uwzględnianie tego aspektu benedyktyńskiego życia może być niezwykle owocne również po przeniesieniu wynikających z niego inspiracji do codzienności poza-monastycznej. Tam również możemy regulować nasze życie i naszą pracę.

Podsumowując – należy zwrócić uwagę na dwie jeszcze rzeczy, a mianowicie na benedyktyński styl przywództwa w połączeniu z najpoważniejszym grzechem życia klasztornego, czyli z szemraniem i narzekaniem. Rozdziały Reguły – „Jaki powinien być opat” (2) oraz „Jaki powinien być szafarz klasztorny” (31) – zasługują na szczególną uwagę, dotyczą bowiem osób, które ponoszą szczególną odpowiedzialność. W świetle Reguły, opat musi być przykładem osoby, która łączy w sobie porządek i elastyczność. Wbrew popularnemu powiedzeniu: „tacy mnisi, jakie kaptury” opat powinien traktować wszystkich podległych mu braci w sposób zróżnicowany, co nie oznacza, że kogokolwiek powinien wyróżniać. Jednych musi zatem traktować z łagodną dobrocią, innym udzielać reprymendy, wobec jeszcze innych stosować siłę perswazji, zgodnie z naturą i możliwościami każdego z nich. Opat nie może więc, poprzez swoje postępowanie, krzywdzić powierzonej mu społeczności, ale działać dla jej dobra i duchowego wzrostu. Innymi słowy, brak elastyczności w kierowaniu wspólnotą prowadzi do szkód, natomiast adaptacja do zróżnicowanych uwarunkowań jest zaletą, dzięki której wspólnota się rozwija. Wiążąc takie podejście z pierwszym zdaniem Reguły, opat, ze względu na powierzoną mu odpowiedzialność, powinien posiadać talent wsłuchiwania się w głos serca oraz udzielania konkretnych odpowiedzi na płynące stamtąd głosy. Jeszcze raz należy podkreślić, że elastyczność nie oznacza wcale zaniku stanowczości, a wręcz z niej wynika.

Według osądu św. Benedykta, jednym z najpoważniejszych grzechów we wspólnocie monastycznej jest szemranie. Dwanaście razy w sposób stanowczy ostrzega przed murmuratio. Jednocześnie św. Benedykt zaznacza w sposób szczególny, że okazje do szemrania stwarzają często przywódcy. Nie należy przez to rozumieć, że mnisi nie mogą wyrażać swoich poglądów w sposób szczery i otwarty. Święty Benedykt jest natomiast zdecydowanie przeciwny zatruwającemu życie wspólnoty szemraniu i narzekaniu. Szemranie działa, jak trucizna o powolnym działaniu, która przenika cały organizm wspólnoty. Niezadowoleni szukają się na wzajem i wspierają jeden drugiego. Można je porównać do „duchowej komórki rakowej”, która wciąż dzieli się na następne, co powoduje rozwój „choroby” we wspólnocie. Czy jest na to jakieś antidotum? „Balsamem na duszę” może być w takiej sytuacji dobre słowo oraz dodawanie otuchy w pracy. Pogoda ducha jest zaraźliwa i pomaga w wypełnianiu trudnych zadań, które mogą wydawać się niemożliwe do wykonania. Łatwo można przytoczyć przykłady ludzi, którzy nawet w najtrudniejszych sytuacjach potrafili odpowiednio zmotywować innych do wymagającej i aktywnej pracy – gdy zrzędy potrafią popsuć nawet dobrą sytuację czy misję i zatruć je.

Duchowość benedyktyńska uczy nas też, jak należy uważać na nasze słowa. Możemy wypowiadać złe słowa, maledicere, które prowadzą innych do choroby, upokarzają, a nawet potrafią zabić. Możemy jednak też wypowiadać dobre słowa, benedicere, które uzdrawiają, dają poczucie pełni, przywracają sens życia, błogosławią. Temat ten jest rozwinięty w mojej nowej książce.

Można zatem powiedzieć, że tak wewnątrz, jak na zewnątrz monastycznego świata, duchowość benedyktyńska nie jest pięknym, ale umarłym już reliktem widocznym tylko w muzeach, ale jest błogosławieństwem. Pozostaje wciąż jeszcze żywą i atrakcyjną ofertą zapraszającą nas do uczynienia życia pięknym i urozmaiconym.

Na zakończenie chciałbym zwrócić uwagę na kilka cech postawy benedyktyńskiej, które mogą okazać się owocne poza murami klasztoru w codziennym życiu osób świeckich. Cechy te pozostają w kontraście z cechami, które opisują współczesną codzienność , a zwłaszcza ze współczesną kulturą. Można powiedzieć, że przywracają one naszej współczesnej kulturze wartości, których brak.

1. Kultywowanie klimatu ciszy i odpoczynku. W kulturze współczesnej narażeni jesteśmy na hałas i nadmiar zewnętrznych bodźców. Powinniśmy zatem zwrócić uwagę na ciszę jako podstawę strukturalnego planowania i kierowania naszym rozwojem.

2. Poważny (ale relaksujący) stosunek do codziennej pracy i nauki. W kulturze współczesnej żyjemy pod presją pracy, która przez wielu traktowana jest jako zło konieczne, a ludzie żyją i pracują w oczekiwaniu na weekend, urlop czy wręcz emeryturę. Święty Benedykt uczy nas, że praca jest „koniecznym dobrem”, podczas której rozwija się nasza duchowość, a w konsekwencji rozwija się nasza kreatywność, dzięki czemu „kwitną” ludzie oraz wspólnoty. W kulturze szybkich, ale tylko powierzchownych strumieni informacji, którymi jesteśmy zalewani, monastyczny obyczaj codziennej i systematycznej lektury (co dotyczy wszystkich nie tylko intelektualistów) również przyczynia się do ożywiania i otwarcia duszy.

3. Przypominanie nam o cnocie pokory, którą etymologicznie tłumaczy się jako „odwaga do służenia”. W warunkach kultury rozpadu wartości, nieograniczonych niczym ambicji, priorytetów oraz dostrzegania tylko tych spraw i powinności, które mogą przynosić korzyści, św. Benedykt uczy nas realistycznego humanizmu, który uwzględnia kruchość człowieka, jego ograniczenia, ale zarazem uświadamia nam nieograniczone możliwości rozwoju. Rozwój ten jest optymalny wówczas, gdy ukierunkujemy nasze życie na służenie innym z szacunkiem.

4. Dowartościowanie cnoty gościnności, opieki, dobrego i owocnego zarządzania, uprzejmości, cichej cierpliwości itd. Cechy te są przeciwstawne kulturze wyobcowania, cynizmu, rozwiązłości, instrumentalnego traktowania nauki itd.

5. Zrozumienie bezsensu tych aspektów współczesnej kultury, które opierają się na takich postawach, jak: kult zabawy, indyferentna tolerancja, konsumpcjonizm itp. Święty Benedykt proponuje nam zarazem inne, pozytywne podejście do przeżywania radości.

6. Uwrażliwienie na znaczenie dobrych słów, tak w brzmieniu, jak i w intencji.

Wszystkie te cechy oraz wynikające z nich postawy mogą być kultywowane poza murami klasztoru jako „szkoła służby Pańskiej”.

(tłumaczenie: dr hab. Dariusz Waldziński)

---------------------------------------

=========================================

====================================================

Warto zajrzeć na stronę o oblatach :

http://www.tyniec.benedyktyni.pl/pl/wspolczesny/oblaci.asp

============================================================

Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
S. Stefania OSB
wt, 18 listopada 2008 10:56
Data ostatniej edycji: pt, 10 lipca 2009 20:53:15

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0