poniedziałek, 19 lutego 2018 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 530

Gwiezdne wojny

„- Uwalnianie emocji i uczuć pozwala nam zachować zdrowie psychiczne panie Spok. - Zdrowe uwalnianie bywa niezdrowe dla otoczenia Kapitanie.” Do tej, jakże poważnej w swej wymowie, wymiany spostrzeżeń doszło w roku dwadzieścia tysięcy którymś, gdzieś w połowie sagi o przygodach Star Trek'a i dzielnej załogi kosmicznego statku. Swoją drogą to niebywałe, jak seriale stają się podręcznikami do wychowania do życia w świecie. Zwłaszcza, w naszym kraju widać tempo postępujących zmian.

Zawsze uważałem, że to życie niesie prawdziwe scenariusze, ale na naszych oczach rodzi się sprzężenie zwrotne. Otępiani kulturową papą zaczynamy powielać zachowania podawane nam w gwiezdnych tańcach telewizyjnych i serialowych mądrościach. Ciekawe, ilu z nas okazując złość zastanawia się, czy swój potępieńczy wyraz twarzy utrzymał na tyle długo, by zrobić takie wrażenia na żonie jak Enrike na Rozalindzie, kiedy nakrył ją na zdradzie. Wrzucała do zupy zwykłą cebulę, a miał być szlachetny por. 
Zastanawianie się nad tym prowadzi do prostych skojarzeń. Czy my potrafimy jeszcze zachowywać się naturalnie? Oddzielić to, co istotne, od tego, co nie ma zbyt dużej wagi dla funkcjonowania większości z nas? Autentycznie podchodzić do życia. Bo to, jakie jest podejście ludzi do rzeczywistości w tej chwili, nie należy do jakichś wyjątkowych tajemnic. Głównie ludzi mediów, ludzi władzy i tych ludzi, którzy znają albo przynajmniej im się wydaje, że mają klucz do funkcjonowania tych pierwszych. Drzewo poznania „dobrego i złego” potrzebne jest, oczywiście, do tego, żeby ten mechanizm wykorzystać. Dobrze + źle < źle. Wszelkiego rodzaju pozytywy mamy w odwrocie. Że czarnowidztwo, mówicie. Prosty przykład. Bohoniki nieopodal Sokółki i starcie lokalnych muzułmanów pochodzenia tatarskiego z obrońcami praw zwierząt pochodzenia trójmiejskiego. To pierwsze chyba święto Ofiarowania, które przy meczecie w naszym kraju zgromadziło tylu dziennikarzy, tak wile ekip telewizyjnych i radiowych. Niestety, wątek teologiczny, choć ciekawy, nie jest powszechnie poruszany. A przecież nasz judeochrześcijański Ambracham to ich Ibrahim, jego syn Izaak to ich Ismael. Ciekawa sprawa, że świętują to w całym świecie Koranu, a później niektórzy zapominając o tych związkach chcą bić niewiernych, a Żydów zwłaszcza. W Bohonikach, kością niezgody nie stają się różnice narodowościowe. To starcie dwóch światopoglądów z oddalonych od siebie galaktyk. Problem wyniknął w związku z wiekową tradycją muzułmanów. Jedni chcieli zabić barana, jak każe tradycja, drudzy wołali, że zabijanie bez ogłuszenia, to okrucieństwo. Walka na argumenty trwała kilka godzin. Efekt – żaden. Oprócz, oczywiście poruszenia nieba i ziemi w tym kraju.
Animalsi lubią krzyczeć. W ich oczach widać radość. Tam nie ma zasady: „Najpierw spróbuj pomóc, później rzucaj kamieniami.” Gdzieś bardziej lub mniej świadomie lubią taką robotę. Władza wciąga i pociąga. Że niby oni nie mają żadnej władzy!? W kilka godzin działania grupy kilku osób wywołały do tablicy członków parlamentu i ministrów rządu średniej wielkości państwa na świecie, które wprawdzie ma kłopot, żeby ograć Anglików w piłkę, ale planów nie zaniechuje. Sprawą zajmują się największe media w Polsce (uboju rytualnego, a nie piłkarskiego), przez kolejne dni.
Muzułmanie, gdyby świętowali po cichu, bez odtrąbienia wcześniej w mediach zamiarów dokonania uboju, zrobiliby swoje. Chcą odzyskać swoje interesy – krzyknął ktoś. Być może, są przecież specjalistami od ichniejszego koszernego. Zapewne znają się na robocie i liczeniu zysków. 
W całej tej sprawie zasady religijne są tylko środkiem do osiągnięcia celu dla jednych, albo przeszkodą dla drugich. Ciekawy będzie również efekt tego starcia tytanów. Dzisiaj wszelkiego rodzaju mniejszości z jednej, a zieloni z drugiej strony to prawdziwa polityczna ciężka artyleria.

Mariusz Rytel


 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0