wtorek, 25 stycznia 2022 napisz DONOS@
Polityka

 Nowy temat  |  Spis tematów  |  Przejdź do wątku  |  Szukaj  |  Zaloguj   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
honorowi obywatele miasta w komży

Honor?Co to jest honor? W obecnych czasach można mieć honor jankowskiego z gdańska ,można liczyć po samobujstwie kleryka w komży na czas,jak liczy stepnowski że ludzie pogadają i zapomną a na tablice w katedrze się wpisze można liczyć jak stefanek honorowo na to że przepadnie wiedza i michaś synek....Koka i nowy ślad
Pewien obywatel Łomży wpadł w Wenezueli na próbie transferu do Polski niemal tony narkotyków. Siedzącego w więzieniu przemytnika wspomaga finansowo pewien kapłan diecezji łomżyńskiej. Twierdzi, że wykonuje jedynie polecenie swojego biskupa…

Rankiem 16 listopada 2005 roku trzej smutni panowie odwiedzili na plebanii parafii w N. (diecezja łomżyńska) ks. wikariusza Janusza M. Była to specjalna delegacja białostockiego Zarządu Centralnego Biura Śledczego Komendy Głównej Policji w osobach nadkomisarza Jarosława J. oraz komisarzy Sławomira J. i Arkadiusza W. Panowie oficerowie okazali kapłanowi postanowienie z 9 listopada 2005 r., którym prokurator Tadeusz Marek, naczelnik V Wydziału Śledczego Prokuratury Okręgowej w Łomży (w lutym 2008 r. awansowany na stanowisko szefa Prokuratury Okręgowej w Białymstoku), nakazał „dokonać przeszukania pomieszczeń mieszkalnych i gospodarczych zajmowanych przez Janusza M(…) oraz samochodu Mitsubishi Carisma nr rej. WOS(…) użytkowanego przez Janusza M. (…) w celu znalezienia rzeczy mogących stanowić dowód w sprawie” oznaczonej sygnaturą V Ds. 6/05/S.

Wielebny zbladł, gdy w uzasadnieniu owego postanowienia przeczytał, że „w toku prowadzonego śledztwa ustalono, iż utrzymywał kontakt za pomocą urządzeń elektronicznych z osobami, które mogą mieć związek z usiłowaniem przemytu narkotyków z Wenezueli przez Albina K.(…)”, i uprzytomnił sobie, że ani chybi był od dłuższego czasu śledzony, a nawet podsłuchiwany.

Całkiem zaś osłabł, czytając dalej, że zabiorą mu i przekopią w kryminalistycznym laboratorium „komputer, telefon komórkowy i inne urządzenia, które mogły być wykorzystywane do przekazywania wiadomości elektronicznych”.

# # #

Prawie 40-letni ks. Janusz M. nie miał sukcesów w kapłaństwie. Kilkakrotnie przerzucany z jednej wiejskiej parafii do nie mniej zapadłej drugiej, dopiero w październiku 2004 r. osiadł na przyzwoitej placówce w N., nieopodal powiatowej Ostrołęki, gdzie oprócz zbierania tacy, ordynariusz łomżyński biskup Stanisław Stefanek dał mu jeszcze robotę nauczyciela religii w miejscowym gimnazjum.

Ks. Janusz uchodzi w diecezji za marzyciela i poetę. Parafianie wiedzą o nim jedynie tyle, że kocha psy (mieszkania pilnuje mu owczarek niemiecki Gwidor) i lubi pisać wiersze. Czytelnicy tygodnika katolickiego „Niedziela” znają go z publikacji, w których naucza m.in., że „pobożności uczy się nie z nakazów modlitwy i obecności w kościele, ale patrząc, jak się rodzice modlą, w jaki sposób i jak często uczestniczą we Mszy św. Nie nauczy się szacunku do modlitwy i miejsca, jakim jest kościół, ani nie zrozumie nawet tego, co się tam dzieje, dziecko, które widzi tatusia kucającego zamiast klękającego, czy żującego gumę w kościele, a tym bardziej gdy widzi go pod kościelnym ogrodzeniem zamiast w kościele”.

A jaki ksiądz jest prywatnie?
– Bardzo miły człowiek, jak to się mówi: „luzak”, niestroniący od papierosów i alkoholu. Gościłem u niego w N. wraz z kolegą, też dziennikarzem. Byliśmy zaproszeni na uroczystość, która miała odbyć się nazajutrz w Ostrołęce z udziałem biskupa Tadeusza Zawistowskiego. Ksiądz Janusz, główny organizator tej imprezy, zaprosił nas do siebie na kolację. Częstował wódką, a ja – będąc kierowcą – spożycie uzależniłem od możliwości przenocowania. Bez wahania zaproponował lokum na plebanii. Pod koniec pierwszej butelki przeszliśmy na „ty”, a Janusz zaczął opowiadać o rzekomo homoseksualnych upodobaniach niektórych biskupów. W pewnym momencie jemu samemu puściły hamulce: próbował przytulanek i usiłował najpierw mnie, a później koledze wkładać rękę w spodnie. Żeby wybrnąć z niezręcznej sytuacji, rzuciłem hasło udania się „na dziewczyny”. Janusz wskazał nam pobliską stację benzynową jako ich punkt zborny. „Ale mnie przyprowadźcie chłopaczka” – poprosił. Ostatecznie woleliśmy zaryzykować spotkanie z policją i jeszcze tej samej nocy wróciliśmy samochodem do Łomży – wspomina korespondent jednej z polonijnych gazet.

Nasz rozmówca dodaje:
– Gdy nazajutrz pojawiliśmy się na uroczystości w Ostrołęce, Janusz był szalenie zmieszany. Uspokoiłem go, że incydent puściliśmy w niepamięć. W rewanżu usadowił nas w kościele na miejscach dla VIP-ów i oficjalnie przedstawił zgromadzonym jako „honorowych gości z chicago”.

# # #

Podczas wizyty policjantów na plebanii w N. ks. Janusz M. był nieporównywalnie bardziej zmieszany. Gdy ochłonął na tyle, żeby zrozumieć, co się do niego mówi, dowodzący ekipą z CBŚ nadkomisarz Jarosław J. zapytał, czy życzy sobie świadka, który mógłby patrzeć policjantom na ręce, aby broń Boże czegoś paskudnego mu nie podrzucili. Duchowny wolał jednak świadka rewizji nie mieć i odparł, że rezygnuje.

Funkcjonariusze zabezpieczyli komputer, zaś w toku dalszego przeszukania znaleźli i zarekwirowali rozmaite tajemnicze zapiski oraz:
# kopie przekazów pieniężnych – każdorazowo kilkusetdolarowych – wysyłanych Albinowi K. do Wenezueli za pośrednictwem Western Union, z datami 7 i 18 października, 8 listopada, 7 grudnia 2004 r., a później 4 stycznia i 24 lutego 2005 r.;
# telefon komórkowy z trzema kartami pre-paid o znanych nam numerach, których dla dobra śledztwa ujawniać nie będziemy.

Ks. Janusz zapewnił policjantów, że, owszem, jedna z kart należy do niego, a kupił ją tylko po to, żeby… wysłać SMS-a. Karta z drugim zaś numerem jest własnością jego siostry, natomiast jeśli chodzi o tę trzecią, to on nie ma bladego pojęcia, do kogo mogłaby należeć.

Mówi niedawny powiernik księdza Janusza M.:
– Po tym policyjnym nalocie zwierzał mi się, że faktycznie wysyłał do więzienia w Wenezueli pieniądze swojemu koledze – jak go określał – Albinowi, który wpadł na próbie przemytu do Polski ponad tony kokainy. Kilkakrotnie jednak napomykał, że pomagał temu człowiekowi na życzenie biskupa Stefanka, a pieniądze dostawał z kasy kurialnej, bo przecież jego samego nie byłoby na to stać. Wyraźnie bał się gniewu biskupa, ale miał też do niego ogromny żal za wmanewrowanie w tę sytuację. Mówił: „On i tak się z tego wyplącze, wystawiając kogoś innego na odstrzał”. Bał się też o własną skórę i szukał dobrego, dyskretnego adwokata. Chodziło mu też o to, że w zatrzymanym przez policję komputerze miał trochę pornografii i nie miał pewności, czy aby nie przekracza ona granicy, za którą kwalifikowana jest już jako
pedofilia.

# # #

Śledztwo dotyczące usiłowania przemytu narkotyków z Wenezueli do Polski zostało zawieszone 30 grudnia 2005 r.
– Wymusiła to długotrwała przeszkoda uniemożliwiająca dalsze prowadzenie postępowania. Podejrzany Albin K. odbywa właśnie w Wenezueli karę dziesięciu lat pozbawienia wolności. Dalsze czynności i decyzje wobec jego ewentualnych wspólników zostaną podjęte dopiero wówczas, gdy uzyskamy możliwość przesłuchania podejrzanego w Polsce – wyjaśnia prokurator Maria Kudyba z Prokuratury Okręgowej w Łomży.

No cóż, prokuratury najwyraźniej nie stać na wydatkowanie 4 tys. zł, za którą to kwotę można kopnąć się do Wenezueli i z powrotem…
– Mieliśmy różne, bardziej i mniej wiarygodne sygnały, że ludzie Kościoła pojawiają się w tle przemytu narkotyków. Czy znany w podlaskim półświatku Albin K. może mieć na ten temat jakąś wiedzę? Prawdopodobnie tak, skoro duchowny umilał mu życie w więzieniu przekazami pieniężnymi. Wydaje się jednak, że ksiądz Janusz M. był w tym procederze jedynie płotką – trudno powiedzieć, na ile świadomą. W każdym razie to, co na niego zebraliśmy, nie pozwalało na postawienie zarzutów. Nie pozostaje teraz nic innego, jak tylko czekać na powrót Albina do Polski, co zapewne nastąpi już po przedawnieniu ścigania. Jeśli zaś chodzi o zawartość komputera księdza, to, owszem, były tam ślady ostrej pornografii, ale nie miały jednoznacznie pedofilskiego charakteru – zauważa zbliżony do śledztwa policjant z CBŚ.

Naszemu dziennikarzowi udało się też zamienić kilka słów z samym ks. Januszem M.
– Czy mógłby ksiądz wyjaśnić tło znajomości z Albinem K(…)? – zagadnęliśmy kapłana po rytualnej wymianie „pochwalonych”.
– Nie udzielam na ten temat żadnych informacji – odparł wielebny.
– A czy prawdą jest, że finansowo wspomagał go ksiądz w więzieniu w Wenezueli na życzenie swojego biskupa?
– Wszystko, co miałem w tej sprawie do powiedzenia, zeznałem stosownym organom. To nie jest temat dla mediów – uciął ks. Janusz M.
Dlaczego po prostu nie zaprzeczył…?

[2008] FaktyiMity.pl Nr 20(428)/2008

Anatol M.

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: honorowi obywatele miasta w komży

Horror,bucowanie,lewizna...Nad diecezją łomżyńską zawisła jakaś klątwa. Afera narkotykowa, ksiądz oskarżający biskupa o próbę zabójstwa, policyjny pościg za proboszczem uciekinierem ze szpitala psychiatrycznego…

W maju br. ujawniliśmy powiązania bardzo znanego w diecezji łomżyńskiej księdza Janusza M. ze skazanym w Wenezueli na długoletnie więzienie Albinem K., schwytanym tam w 2004 r. podczas organizowania transferu narkotyków do Polski
(„Koka i nowy ślad” – „FiM” 20/2008). Przypomnijmy, że „w toku prowadzonego śledztwa V Ds. 6/05/S ustalono, iż Janusz M. utrzymywał kontakt za pomocą urządzeń elektronicznych z osobami, które mogą mieć związek z usiłowaniem przemytu narkotyków”. Tak to określiła prokuratura, a podczas przeszukania mieszkania księdza na plebanii parafii w N. funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego znaleźli m.in. kopie sześciu przekazów pieniężnych (każdy kilkusetdolarowy) wysyłanych do Wenezueli.
– Po tym policyjnym nalocie zwierzał mi się, że faktycznie wysyłał do więzienia pieniądze swojemu koledze, który wpadł na próbie przemytu do Polski ponad tony kokainy. Kilkakrotnie jednak napomykał, że pomagał temu człowiekowi na życzenie biskupa Stefanka (na zdjęciu), a pieniądze dostawał z kasy kurialnej, bo przecież jego samego nie byłoby na to stać. Wyraźnie bał się gniewu biskupa, ale miał też do niego ogromny żal za wmanewrowanie w tę sytuację – relacjonował „FiM” były powiernik duchownego.

Ten nie zaprzeczył, gdy zapytaliśmy go, czy faktycznie wspomagał finansowo Albina K., spełniając wolę swojego biskupa, ale nie chciał rozmawiać o szczegółach:
– To nie jest temat dla mediów, a wszystko, co miałem do powiedzenia w sprawie, zeznałem stosownym organom – uciął ks. Janusz.

Również prokuratura ma niewiele do powiedzenia, bowiem śledztwo dotyczące usiłowania przemytu narkotyków z Wenezueli zostało zawieszone z powodu „długotrwałej przeszkody uniemożliwiającej dalsze prowadzenie postępowania”.
– Dalsze czynności i decyzje wobec ewentualnych wspólników Albina K. zostaną podjęte dopiero wówczas, gdy prokuratura uzyska możliwość przesłuchania podejrzanego w Polsce – wyjaśniła „FiM” prokurator Maria Kudyba z Prokuratury Okręgowej w Łomży.

###

Po długich poszukiwaniach dotarliśmy do matki 25-letniego dziś Albina K. Pokazała nam drogę, która zawiodła ciężko niegdyś pracującego na czesne studenta wyższej szkoły w Łomży do więzienia w Wenezueli.
– Albin studiował oraz jeździł na taksówce, bo samotnie wychowując trójkę dzieci, w żaden sposób nie mogłam mu pomóc finansowo. Kiedyś wiózł tego księdza do domu i tak się poznali, a wkrótce zaprzyjaźnili. Po jakimś czasie syn zrezygnował z wynajmowanej w Łomży stancji i zamieszkał u księdza na plebanii. Najpierw w Sz., a od 2004 roku w N., dokąd biskup Stefanek przeniósł księdza Janusza – wspomina kobieta.

Związawszy się z wielebnym, młodzieniec zaczął podróżować po świecie i czasem nawet przez dwa tygodnie nie dawał matce znaku życia.
– Gdy się w końcu spotykaliśmy, okazywał bardzo dobrą znajomość różnych osób z kurii. To było jego jedyne towarzystwo. Rzucał jak z rękawa nazwiskami biskupów i księży, opowiadał o nich anegdoty, snuł plany przeniesienia się na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Dla jakiegoś bardzo wysoko postawionego księdza szukał nawet w naszej wsi nieruchomości, którą tamten chciał kupić.

Ostatni raz widziała syna latem 2004 r. Przyjechał pomóc jej w gospodarstwie, gdy nagle zatelefonował ksiądz Janusz M.
– Zakomunikował, że Albin musi pilnie przyjechać do Łomży, a on nie może go odebrać, bo właśnie jedzie z Panem Jezusem do chorego. Syn zgodził się. Był uległy, wręcz dawał się za rękę prowadzić. Zawiozłam go żukiem do miasta. Wysiadł na ulicy Sikorskiego, niedaleko kurii biskupiej. „Mamusiu, tylko nic nie rób, ja za tydzień przyjadę i skończę rąbać ci to drzewo” – powiedział na pożegnanie. Długo się nie odzywał, więc po dwóch, trzech tygodniach zaczęłam go szukać. Ksiądz twierdził, że nie ma pojęcia, co się z Albinem dzieje. Już chciałam zawiadomić policję, ale ona przyszła do mnie. Dwóch policjantów z CBŚ. Powiedzieli, że Albin siedzi w Wenezueli za narkotyki…

Obarczała całą winą ks. Janusza, który wcześniej nie odstępował jej syna na krok i wprowadził go na kościelne salony. Gdy po wizycie policjantów zatelefonował, pytając z głupia frant, co się z Albinem dzieje, nie wytrzymała: „Ty sukinsynu, utopiłeś mi dzieciaka i udajesz, że nie wiesz, co się z nim dzieje?!”. Po kilku godzinach kapłan zatelefonował powtórnie.
– Mówił, że to nie jego wina, żebym się nie martwiła, bo wszystko będzie załatwione i Albin za miesiąc szczęśliwie wróci do Polski. Później byłam kilka razy w kurii. Wykrzyczałam im całą tę historię z moim synem oraz księdzem M. i jego kurialnymi przyjaciółmi. Twierdzili, że chyba coś mi się w głowie pomieszało, bo to nie jest ksiądz z diecezji łomżyńskiej. Okazało się, że bezczelnie kłamali w żywe oczy, chcąc pozbyć się mnie i kłopotów – dziś już wie matka.

Wkrótce dostała od Albina list: „Mamo, bardzo cię proszę, nie próbuj dochodzić tego, jak to się stało”– nalegał. Czyżby mieli z nim kontakt?

Zażądała spotkania z biskupem Stefankiem. Długo czekała na audiencję i traf chciał, że ordynariusz przyjął ją dopiero po naszej pierwszej publikacji:
– Byłam u niego w środę 3 września. W zasadzie nie zamierzałam rozmawiać o Albinie. Upłynęło sporo czasu, moje rany trochę się już zagoiły. Miałam i mam straszne problemy osobiste, przez co razem z najmłodszym, uczącym się jeszcze synem, jesteśmy w tej chwili bezdomni. Ponieważ pojawiła się szansa na uzyskanie w Łomży maleńkiego mieszkania komunalnego, chciałam prosić biskupa, który tu przecież wszystkim rządzi, o jakieś wstawiennictwo.

„Jakiż to ma pani problem, skoro po wsiach stoi tyle opuszczonych domów?” – skonstatował szczerze rozbawiony hierarcha, gdy opowiedziała mu o swojej sytuacji. Zapytała, czy to oznacza, że nie może liczyć na żadną z jego strony pomoc. „No proszę pani, gdybym ja się tak zaczął przejmować problemami ludzi, to nie miałbym czasu na pacierz”– grzecznie potwierdził biskup Stefanek.
– Wtedy powiedziałam mu, że jestem matką Albina. Zrobił się maleńki niczym krasnoludek, gdy dodałam nazwisko. Nie musiałam nic więcej wyjaśniać. Był wyraźnie zatrwożony, ale szybko doszedł do siebie i popychając, doprowadził mnie do
drzwi. „No nic, nic. Proszę wyjść, nie możemy rozmawiać” – mamrotał. Już mu nie było tak wesoło – zauważa kobieta.

Ku pokrzepieniu matczynego serca dodajmy, że kilku panom w sukienkach wkrótce będzie całkiem smutno, bo jesteśmy coraz bliżej organizatorów operacji zepsutej przez ich ulubionego Albina…

###

Bardzo nam się spodobało, że biskup Stefanek otula pasterską troską wyrzucone z zakonu niewiasty, udostępniając jedną ze swoich posiadłości i pozwalając zamieszkać w niej grupie odesłanych do cywila betanek, które wypięły się na wszelkie władze kościelne z Watykanem na czele, za co siłą wyeksmitowano je z klasztoru w Kazimierzu Dolnym. Razem z byłymi mniszkami cieszyliśmy się, gdy opowiadały nam, że ordynariusz łomżyński obiecał im rychłą „decyzję Stolicy Apostolskiej o możliwości powrotu do zakonu” („Anioły i demony” – „FiM” 32/2008).

Nieco trudniej było nam zrozumieć, dlaczego przyjął do diecezji i dał ciepłą robotę wikariusza w Długosiodle oraz nauczyciela religii w tamtejszej szkole księdzu Romanowi K. – przywódcy buntu w Kazimierzu, karnie usuniętemu z zakonu franciszkanów; facetowi, który już na pierwszych zajęciach z ministrantami zaczął wypędzać z nich diabła ukrytego w liczbach i znaczkach na koszulkach.

Ale dlaczego łomżyński pasterz poświęca tyle troski obcym czarnym owcom, eliminując z kierdla swoje własne, już odchowane? Popatrzmy:
# Ksiądz Zygmunt K. ma 44 lata, z których 15 spędził w kapłaństwie. Najlepiej czuje się, niosąc pociechę chorym, dlatego też biskup powierzał mu w ostatnich latach funkcję kapelana w szpitalach. Pracował w Ostrowii Mazowieckiej, a jeszcze przed miesiącem był w Wyszkowie, gdzie mieszkał przy bardzo ekskluzywnej tamtejszej parafii św. Wojciecha. I nagle pierdykło…
– Odkryłem w wyszkowskiej służbie zdrowia grube nieprawidłowości, można by nawet rzec: kryminalne machlojki. Nie poleciałem z tym do prokuratury, ale zawiadomiłem biskupa Stefanka, żeby coś z tym zrobił, bo będzie afera. Zbagatelizował sprawę. Jakiś czas później zacząłem odczuwać silne dolegliwości zdrowotne. Lekarz nie wiedział, co mi jest. Stołowałem się – w zależności od okazji – w szpitalu lub w parafii. Proszę nie myśleć, że jestem szalony, ale byłem święcie przekonany, że jestem czymś systematycznie podtruwany. Zacząłem jadać na mieście – pomogło. Wybrałem się na rozmowę do pasterza. Pytam go: „Czemu mnie, draniu, trujesz?”. Dalej było bardzo ostro, a nawet na „***** mać”. Nie patyczkowałem się, bo przecież tu chodziło o moje życie. No i jestem teraz za burtą, odwołany z wszystkich funkcji kościelnych. Ale ślady trucizn tak szybko z organizmu nie znikają. Właśnie wybieram się na kompleksowe specjalistyczne badania i jeżeli moje przypuszczenia się potwierdzą, diecezja zadrży w posadach – obiecuje „FiM” ksiądz Zygmunt.
– Zadrży, jeżeli nieopatrznie wypuszczą go z tych badań – komentuje jeden z łomżyńskich proboszczów.

# W pierwszych dniach września br. trafił do szpitala na oddział psychosomatyczny 47-letni ksiądz Zbigniew K., proboszcz pewnej parafii w powiecie ostrołęckim. Według tubylców, ks. Zbigniew ostro popijał, a nawet zdarzyło mu się odprawiać mszę w stanie „silnie wskazującym” i ubiorze kapłańskim cokolwiek niekompletnym. Po kilku dniach leczenia proboszcz uciekł ze szpitala, by wziąć udział w parafialnym odpuście. Skandal był okropny, gdy policja przy ludziach ścigała zbiega wokół plebanii, żeby doprowadzić go z powrotem do psychiatryka.
– Księdza Zygmunta wykończyli tak naprawdę kurialni. Ludzie z parafii już od lat sygnalizowali, że proboszcz ma problemy i trzeba mu pomóc. „Wy nie będziecie nam prowadzić polityki kadrowej” – słyszeli w odpowiedzi. Aż wreszcie coś w nim pękło i dopiero wówczas ordynariusz kazał zamknąć go w szpitalu… – mówi policjant z Ostrołęki.
– Jeszcze trochę tu poleżę, ale na pewno wrócę do parafii i dalej będę proboszczem. Biskup Stefanek mi to obiecał – przekonywał nas ks. Zbigniew w rozmowie telefonicznej.
– On tu jeszcze długo poleży… – tak stan zdrowia pacjenta ocenił lekarz.

Abstrahując od tych dwóch nieco kuriozalnych przypadków: dochodzą nas z okolic Watykanu słuchy, że wkrótce polegnie też spiritus movens kłopotliwych wpadek i niegodziwości…

[2008] FaktyiMity.pl Nr 40(448)/2008

Anatol M.

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: honorowi obywatele miasta w komży

Można uznać za swoiste ewenementum,iż portret petza wisi(być może jest pół bustwem dla kogoś)a to trąci o sexktomafijne układy które nie mają żadnych prawowitych z Watykanu od Papieża Franciszka ,oraz e.p. choć ksTadeusz Isakowicz Zaleski z nowej huty mówi głośno o tym ....Nasze publikacje o skandalach w archidiecezji gdańskiej wywołały oburzenie księży z innych regionów. Twierdzą, że pasjonujemy się Głódziem i jego „Actimelkiem”, tracąc z oczu pozostałych władców. Najwięcej protestów otrzymaliśmy z diecezji łomżyńskiej.

– Swoistym signum temporis naszej diecezji jest portret wiszący na honorowym miejscu w jednym z gabinetów biskupa Janusza Stepnowskiego (na zdjęciu). Schodami na pierwsze piętro i w lewo. Zwykłych interesantów tam nie przyjmuje, bo tuż obok tronu wisi słynny molestant kleryków abp Juliusz Paetz. Dobroczyńca, patron i czuły opiekun Stepnowskiego w początkach jego kariery. Żadnych innych obrazów tam nie ma. Nawet papieża – podkreśla ksiądz A.

Paetz, który – po piętnastu latach pracy w Watykanie – w styczniu 1983 r. otrzymał sakrę i posadę biskupa łomżyńskiego (sprawował ten urząd do kwietnia 1996 r.), osobiście wyświęcał Stepnowskiego. Kleryk musiał przypaść szefowi do gustu, skoro natychmiast po ukończeniu seminarium (1985 r.) dostał od niego ofertę wyjazdu na studia do Hiszpanii. Ksiądz Janusz zakończył je w 1988 r. doktoratem z prawa kanonicznego. Pojechał następnie do Włoch, gdzie przez rok uczył się języka, by od listopada 1989 r. dostać etat w watykańskiej Kongregacji ds. Biskupów. Miał wówczas zaledwie 31 lat.
– Dzięki swoim układom Paetz cały czas go pilotował. Dzisiaj widać, że bardzo skutecznie, skoro niemający żadnego doświadczenia duszpasterskiego Stepnowski został od razu ordynariuszem. Byłem świadkiem rozmowy, w której ks. prof. Witold J (…) twierdził, że w tamtych czasach na studia zagraniczne i do pracy w Rzymie szli niemal wyłącznie młodzi i bardzo przystojni, „żeby dziadkowie mieli z kim się bawić”. W okresie rządów [bp. Stanisława] Stefanka Juliusz miał szlaban na wizyty w Łomży. Teraz dostał „wizę wjazdową” i chętnie odwiedza byłych wychowanków – ironizuje ks. B.

Mówi ksiądz C: – Jestem głęboko przekonany, że w diecezji istnieje lobby gejowskie. Świadczy o tym m.in. fakt, że choć zdecydowana większość żyje w różnych formach konkubinatu hetero-, to jednak najważniejsze stanowiska i najbardziej dochodowe parafie otrzymują księża mający wyraźne preferencje homoseksualne.

Duchowny sypie nazwiskami niczym z rękawa, ale powtarzać ich z oczywistych względów nie będziemy. Opowiada m.in. o wpadce pewnego infułata, który kupił rodzicom molestowanego ministranta mieszkanie, żeby wyciszyć skandal. Wspomina o utrzymankach silnie eksponowanego w katolickich mediach prałata, błyskotliwej karierze kanonika przeniesionego z sąsiedniej diecezji za uleganie „skłonnościom”. Mówi o byłym przełożonym seminarzystów, a obecnie proboszczu widzianym niedawno w towarzystwie swojego wikarego w warszawskim klubie gejowskim. Opowiada o dyrektorze instytucji diecezjalnej zwanym przez kolegów „dziwką łajdaczącą się po wszystkich diecezjach” oraz o dwóch księżach Andrzejach szczególnie blisko związanych z Paetzem. Mówi też o kochanku kardynała z Kurii Rzymskiej…

Ksiądz D: – Jak ognia unikam teorii spiskowych, ale niektóre zaskakujące awanse wręcz idealnie do nich, niestety, pasują. Przykładowo: pół roku temu niczym niewyróżniający się wykładowca naszego seminarium duchownego, 45-letni (wygląda jednak zdecydowanie młodziej) ks. Sławomir Ś (…), został nagle osobistym sekretarzem 65-letniego… niemieckiego abp. Müllera, nowego prefekta Kongregacji Nauki Wiary, która jest jedną z najważniejszych instytucji w Kościele. Jakim cudem prefekt go wypatrzył? Ano takim, że zaraz po wyświęceniu (sic!) w 1995 r., oczywiście przez Paetza, został skierowany na studia do Monachium, gdzie ks. prof. Müller wykładał teologię dogmatyczną. No i bardzo się tam zaprzyjaźnili mimo różnicy wieku. Gdy Müller dostał sakrę i biskupstwo Ratyzbony, bodajże dwa razy odwiedził Łomżę, a ks. Sławek z kolei jeździł często do Niemiec. Gdy w lipcu 2012 r. Niemiec został arcybiskupem i szefem Kongregacji, dyskretne spotkania stały się praktycznie niemożliwe, więc ściągnął przyjaciela do siebie. Jak komentowano to w naszej diecezji, nie muszę chyba tłumaczyć…

###

Spostrzeżenia i oceny łomżyńskich duchownych nie ograniczają się do lobbingu.
– Wisi mi, kto z kim sypia oraz za co awansuje, bo dla mnie o wiele bardziej dokuczliwym problemem jest bezwzględne zdzierstwo. Wizytacja kanoniczna biskupa w parafii rozpoczyna się od 10 tys. zł w górę. Gdy włożysz do koperty mniej, to od razu padają uwagi, że chyba nie dajesz sobie rady. Wcześniej przyjeżdżają kurialne dziady zwane „wizytatorami wizytacji wstępnej”, którym trzeba zapłacić co najmniej 1 tys. zł za „odebranie świadectwa wiary”. To samo dzieje się przed bierzmowaniem. Jeśli biskup wpadnie na kolędę, zainkasuje 2 tys. zł. Gdy Stepnowski obejmował diecezję, obowiązywała jednorazowa danina po 800 zł od każdego księdza. Dostał więc w sumie około 240 tys. zł. W październiku 2012 r. rozpoczął się Rok Wiary i znowu trzeba było płacić po 800 zł od łebka. Teraz nakazał, żeby księża katecheci pracujący w szkołach oddawali co roku jedną pensję. Całe szczęście, że można ją wpłacać ratalnie. On jeździ wypasionym audi A8, emeryt Stefanek ma audi i opla omegę, a drugi emeryt, bp Tadziu Zawistowski, poczciwy chłop – skodę superb. Stefanek przed odejściem kazał wydzielić sobie cztery mieszkania w nowym domu emeryta. Połączył je w jeden apartament o powierzchni około 200 mkw. Całą rodzinę wyposażył. Infułat Jan (…) kupił sobie trzecie mieszkanie, kanonik Tadeusz (…) jest właścicielem stacji benzynowej w Ostrowie Mazowieckim, dziekan Zbigniew (…) wybudował wspólnie z bratem prywatną klinikę… Podobnych przykładów mogę wam podać na pęczki. Trzymając sztamę z szefami, można żyć jak pączek w maśle, a później to już samo się nakręca, bo jak cię wywindują, to przecież masz z czego płacić – tłumaczy ks. E.
– Źródłem pokaźnych wpływów pasterzy są też księża umoczeni w jakieś afery. Dasz, to żyjesz dalej, dopóki sprawy nie nagłośnią media. Nie dasz, idziesz od razu na aut – dodaje ks. A.

Każdego z naszych rozmówców (spotykaliśmy się indywidualnie) pytaliśmy, dlaczego nie pojadą do Warszawy, żeby poskarżyć się watykańskiemu ambasadorowi abp. Celestinowi Miglioremu. Wszyscy jednomyślnie orzekli, że nie są kamikadze, skoro w nuncjaturze „pierwszym po Bogu” jest ks. infułat Karol Ł., rodak z diecezji łomżyńskiej, pracujący w tej placówce od ponad 20 lat…

[2013] FaktyiMity.pl Nr 18(687)/2013

Anatol M.

Odpowiedz na tę wiadomość
 Spis działów  |  Wyświetlaj drzewo   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 


 Logowanie użytkownika
 Imię (nazwa) użytkownika:
 Hasło:
 Pamiętaj mnie:
   
Nie masz konta? - Zarejestruj się
 Nie pamiętasz hasła?
Podaj Twój e-mail albo nazwę użytkownika poniżej a nowe hasło zostanie wysłane na e-mail skojarzony z Twoim profilem.


Posty, których jedynym celem jest kopiowanie artykułów prasowych lub reklama - będą kasowane

Ogłoszenia płatne


Formatowanie tekstu
Za treść wpisów odpowiedzialność ponoszą ich autorzy.
phorum.org
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0