Gdy zawyje syrena, wszystko inne przestaje być ważne. Sto lat OSP Podgórze.
W kuchni Marcina Cerana zawsze czekają skarpetki, spodenki, koszulka i buty. Wszystko ułożone tak, żeby po alarmie stracić jak najmniej czasu. – Zawyje syrena, rzucam wszystko i jadę pomagać ludziom – mówi naczelnik OSP Podgórze. Podczas obchodów 100-lecia jednostki te słowa znalazły wyjątkowo dosłowne potwierdzenie. Część druhów opuściła uroczystość i ruszyła do Bacz Suchych, gdzie drzewo przewróciło się na dom.
Marcin Ceran, wiceprezes i naczelnik OSP Podgórze oraz komendant gminny OSP Gminy Łomża, strażakiem został w 1998 roku. Miał wtedy 16 lat. Od tego czasu dzień i noc pozostaje czujny na dźwięk syreny, a dziś także na alarm przychodzący przez telefon.
– W kuchni zawsze leżą gotowe skarpetki, spodenki, koszulka i buty, by w razie alarmu w moment się ubrać i wybiec do remizy – opowiada.
Tak wygląda codzienność ochotnika. Nie ma dyżuru w jednostce, z którego po ośmiu czy dwunastu godzinach można wrócić do domu. Strażakiem jest się także przy rodzinnym obiedzie, podczas pracy w ogrodzie, na zakupach czy w czasie lokalnego festynu. Gdy przychodzi wezwanie, inne plany muszą poczekać.
– Bycie strażakiem dla mnie to ciągła gotowość do wyjazdu. Zawyje syrena, ja rzucam wszystko i jadę pomagać ludziom. Myślę, że większość strażaków ochotników tak to odczuwa – mówi Ceran.
W jego rodzinie strażacka służba stała się wspólnym zajęciem. Od 12 lat na akcje jeździ razem z żoną, która także jest czynną strażaczką, a od pięciu lat dołącza do nich syn.
– Na początku byliśmy my, mężczyźni. Dziewczyny zamiast szukać nas po remizie, przyszły do straży i już tak zostało – żartuje.
Dziś w OSP Podgórze jest 29 członków czynnych, czterech wspierających i dwóch honorowych. Wśród członków jednostki jest dziewięć kobiet, a pięć druhen posiada odpowiednie wyszkolenie i bierze udział w działaniach ratowniczych.
Cztery pokolenia pod jednym sztandarem
Sto lat OSP Podgórze to historia kilku pokoleń mieszkańców. Jednostka została założona w 1926 roku z inicjatywy Stanisława Kalisty. Po II wojnie światowej została reaktywowana, a w 1953 roku rozpoczęła się budowa strażnicy. Pieniądze pochodziły m.in. ze składek, ale ogromną część pracy wykonali społecznie sami mieszkańcy.
Powstał piętrowy budynek. Na dole mieścił się garaż dla samochodu pożarniczego, a na piętrze sala taneczna, która przez lata służyła jako miejsce spotkań i wydarzeń całej wsi. Pierwszym kierowcą strażackiego Stara 25 był Leon Bąkowski.
Historia jednostki nie była jednak wyłącznie pasmem rozwoju. Na przełomie lat 60. i 70. działalność osłabła, by ponownie ożyć w 1979 roku. Kolejny trudny okres przyszedł w latach 90. Brakowało nowych druhów i sprzętu, pogarszał się również stan remizy.
Przełom nastąpił w 1997 roku. Ówczesny wójt gminy Łomża, druh Kazimierz Dąbkowski, zwołał zebranie wiejskie.
– Przyszła pełna remiza ludzi. Zapytałem: „Czy w Podgórzu potrzebna jest straż pożarna?” – wspominał podczas jubileuszu.
Odpowiedź mieszkańców była jednoznaczna. Wybrano nowy zarząd, pojawili się nowi członkowie i rozpoczął się okres odbudowy jednostki.
W 2002 roku ruszyła rozbudowa remizy, a w styczniu 2004 roku odnowiony obiekt uroczyście otwarto i poświęcono. Wtedy też odznaki i legitymacje otrzymało 11 członków Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej. W 2005 roku jednostka otrzymała samochód ratowniczo-gaśniczy Star 244, rok później nadano jej sztandar, a w 2010 roku do służby trafił Jelcz.
Jedną z najważniejszych dat w najnowszej historii OSP Podgórze był 2 lipca 2012 roku, kiedy jednostkę włączono do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. W 2018 roku jej możliwości znacznie zwiększył nowy samochód ratowniczo-gaśniczy MAN. Obecnie jednostka dysponuje także lekkim Mercedesem i quadem zakupionym w 2024 roku.
„Od pradziadów ta historia trwa”
– Do zadań jesteśmy przygotowani i sprzętowo, i kadrowo – mówi prezes OSP Podgórze Kamil Galanek.
Podkreśla, że współczesna straż pożarna nie mogłaby się rozwijać bez pomocy samorządu, sponsorów i darczyńców. Szczególnie dziękował działającej w Podgórzu Ubojni Rytel, która pomagała jednostce w pozyskaniu cennego wyposażenia.
Jednocześnie prezes zwraca uwagę, że coraz większym wyzwaniem staje się pozyskiwanie młodych ludzi.
– Druhowie i druhny poświęcają swój prywatny czas dla społeczności lokalnej, dla drugiego człowieka. Ratujemy życie i mienie innych ludzi. To poświęcenie, ale daje nam ono wysokiego ducha – mówił.
Sam liczy, że wielopokoleniowa tradycja będzie kontynuowana.
– Od pradziadów ta historia trwa w Podgórzu. Myślę, że moje dzieci pójdą w ślady taty, tak jak ja poszedłem w ślady swojego.
O tym samym mówił wójt gminy Łomża Piotr Kłys.
– To są cztery pokolenia. Wiem, że w tej jednostce są rodziny, w których służba w mundurze strażackim ma tradycję pokoleniową. Są tu rodziny, w których rytm życia codziennego nadaje syrena strażacka – podkreślał.
Dziękował druhom za to, że gmina może na nich liczyć nie tylko podczas pożarów i wypadków, ale także przy wielu przedsięwzięciach społecznych.
Od pożarów po wichury i śnieżyce
Zakres zadań współczesnej OSP jest znacznie szerszy niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Strażacy wyjeżdżają do wypadków, połamanych drzew, podtopień, miejscowych zagrożeń czy skutków gwałtownych zjawisk pogodowych.
W Podgórzu przeciętnie jest około 40 wyjazdów rocznie. Kiedy jednak pojawiają się silne burze, wichury lub śnieżyce, liczba interwencji potrafi wzrosnąć do około 60.
Zastępca podlaskiego komendanta wojewódzkiego PSP st. bryg. Marcin Wierel podkreślał podczas uroczystości znaczenie OSP dla całego systemu bezpieczeństwa.
– Bez waszego wsparcia nie byłoby możliwe tak skuteczne i tak dobre działanie. Wasze jednostki są blisko mieszkańców – mówił.
Przypominał też o nowych zadaniach związanych z ochroną ludności i obroną cywilną.
– Będziemy wzmacniali ten system, a wy jesteście tutaj lokalnymi liderami. Wszyscy będą na was patrzyli, jeżeli będzie potrzebna pomoc. Musicie pomagać, instruować i edukować.
Na znaczenie ochotników zwracał również uwagę nadleśniczy łomżyński Dariusz Godlewski. Podkreślał, że to właśnie lokalne OSP często jako pierwsze docierają do pożarów lasów.
– Takie jednostki jak wasza są dla nas bliskie, a wręcz niezbędne – mówił, wskazując, że zmiany klimatyczne przynoszą coraz większe zagrożenie rozległymi pożarami.
Złoty Znak Związku na stulecie
Jubileusz rozpoczął się od mszy świętej w miejscowym kościele. Następnie uczestnicy przeszli w uroczystym orszaku na boisko przy szkole. Pochód prowadziły młodzieżowa orkiestra dęta OSP oraz mażoretki z Suchowoli. Podczas apelu OSP Podgórze została uhonorowana Złotym Znakiem Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP. Medale i odznaczenia za wieloletnią służbę oraz zasługi dla pożarnictwa otrzymali licznie druhny i druhowie z Podgórza.
„Historii polskiej wsi i miasteczek nie sposób w pełni zrozumieć bez docenienia ochotniczych jednostek pożarniczych stojących na straży ich bezpieczeństwa” – napisał prezydent RP Karol Nawrocki, którego list odczytał zastępca wójta gminy Łomża Cezary Zborowski.
Gratulacje składali także m.in. prezes Zarządu Oddziału Wojewódzkiego ZOSP RP Andrzej Koc, starosta łomżyński Lech Szabłowski, prezes Zarządu Oddziału Powiatowego OSP Adam Niebrzydowski, poseł RP Bogumiła Olbryś oraz przedstawiciele ministra rolnictwa i rozwoju wsi.
„My jedziemy ratować ludzkie życie”
Marcin Ceran jest także kierowcą samochodu ratowniczo-gaśniczego. Przy okazji jubileuszu zwracał się z ważnym apelem do kierowców. Prosi, żeby patrzeć w lusterka, i gdy się w nim dostrzeże zbliżający się na sygnałach wóz strażacki, pozwolić mu bezpiecznie przejechać: nie przyspieszać, nie hamować nagle, a zjechać i usunąć się z jego drogi. Problem pojawia się również w korkach, kiedy kierowcy ustawiają się tak ciasno, że nadjeżdżający samochód ratowniczy nie ma miejsca na przejazd. Dlatego tak ważne jest wcześniejsze tworzenie korytarza życia, a tak dzieje się w wielu krajach zachodniej Europy.
– My jedziemy ratować ludzkie życie – przypomina Ceran.
I podczas obchodów stulecia OSP Podgórze nie trzeba było długo czekać, aby przekonać się, że nie jest to tylko jubileuszowe hasło.
W trakcie uroczystości nadeszło wezwanie do Bacz Suchych, gdzie silny podmuch wiatru przewrócił drzewo na budynek mieszkalny. Część strażaków opuściła plac, choć przy remizie rozchodziła się woń pieczonego mięsa. Jeszcze przed chwilą stali w galowych mundurach, białych koszulach i krawatach, uczestnicząc w uroczystości, by na sygnał pobiec do samochodów i na sygnałach ruszyć do akcji. Już na miejscu na galowe mundury zakładali ubrania specjalne do działań ratowniczych i przystępowali do pracy. Wezwanie to priorytet
Bo właśnie na tym polega strażacka służba, o której przez cały dzień mówili goście w Podgórzu. . Sto lat historii, sztandar, medale i galowy mundur mają znaczenie, ale kiedy ktoś potrzebuje pomocy, najważniejsza staje się syrena. Wtedy druh rzuca wszystko i jedzie.
Ps. Redakcja 4lomza.pl dziękuje za otrzymaną statuetkę św. Floriana.




















































































