Łomżyniak na transatlantyku
Tadeusz Trepanowski z Łomży wyruszył do Boca Raton niedaleko Miami na Florydzie w USA. Zaproponowaliśmy Podróżnikowi Genealogowi, aby podzielił się wiedzą, jak wyglądały podróże za Ocean Atlantycki dawniej i dziś. Ciekawość była tym większa, że Łomżyniacy Polacy i Żydzi często za wielką wodą szukali szczęścia i znajdowali perspektywy dla siebie, rodziny, firmy. Ale jak ich wyprawy, czasem w jedną stronę, wyglądały w praktyce przed wiekami i 25. lipca 2026? Jeśli kartki z podróży za wielką wodę podobają się Państwu, możecie zaproponować swój temat.
Tadeusz Trepanowski siedział w samolocie, który przez większą część trasy leciał nad oceanem. Kapitan polecił zapiąć pasy i poinformował, że samolot mierzący 63 m długości waży 235 ton, a w zbiornikach ma zatankowane 70 ton paliwa. Małe parowce emigracyjne w latach 1880 – 1895 spalały w kotłach od 80 do 120 ton węgla na dobę. Czas rejsu przez Atlantyk wynosił zwykle 10 – 14 dni, łącznie zużywano więc od około 900 ton do nawet 1 500 ton węgla – na jednym statku!
Emigranci z Polski przybyli do USA około 1608 r.
Łomżyniak uświadomił sobie, jak wiele zmieniło się w sposobie podróżowania do Ameryki na przestrzeni ostatnich 100 – 150 lat. Od 7 lat zajmuje się badaniem losów dawnych emigrantów z Ziemi Łomżyńskiej do USA, więc interesowało go, jak wyglądały podróże w różnych okresach, począwszy od pojawienia się pierwszych Polaków na kontynencie amerykańskim aż do okresu międzywojennego. Historia podróży rodaków do Ameryki zaczyna się od legendy, która głosi, że przed Kolumbem na kontynencie jako pierwszy postawił nogę żeglarz Jan z Kolna. Kto chce, ten niechaj wierzy, kto nie chce, niech nie wierzy... Faktem jest, że emigranci z Polski przybyli do Ameryki już w czasach kolonialnych - około 1608 r. Trasę przez ocean pokonywano wtedy na żaglowcach, a podróż trwała około miesiąca albo dłużej, w zależności od pogody i pory roku.
Pamiątki i modlitewniki w drewnianych kufrach
- Pierwsza znacząca grupa imigrantów z Polski przybyła do Ameryki po I rozbiorze Polski przez Prusy, Rosję, Austrię – opisuje wydarzenia po 1772 r. Tadeusz Trepanowski. Wpośród nich byli: Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski. W 1854 r. ksiądz Leopold Moczygemba sprowadził grupę ok. 800 Polaków ze Śląska do Teksasu, gdzie założyli miasteczko Panna Maria. Stało się ono miejscem zorganizowanego osadnictwa Polaków w Stanach Zjednoczonych. Podróże do Ameryki na przełomie XIX i XX w. związane były z szukaniem lepszych warunków życia oraz pracy i były trudnymi decyzjami dla rodzin. Od 1880 do 1914 r. z ziem polskich wyemigrowało około 3 – 3, 5 miliona osób, głównie do Stanów Zjednoczonych, ale także do Kanady, Brazylii i Argentyny. Większość emigrantów pochodziła ze wsi. Od około 1838 r. podróże odbywały się na statkach, napędzanych silnikami parowymi. Statki te wyposażone były dodatkowo w maszty z żaglami - na wypadek awarii silników. Traktowano je również jako napęd wspomagający przy wietrznej pogodzie, chcąc oszczędzić węgla lub skrócić czas podróży. W podróż zabierano tylko najpotrzebniejsze rzeczy: odzież, pościel, dokumenty, żywność na pierwsze kilka dni, rodzinne pamiątki i modlitewniki. Bagaż przewożono w dużych drewnianych kufrach lub skrzyniach.
Ile kosztował rejs do Ameryki przed stuleciem...?
Na początku XX wieku koszt biletu III klasy równał się kilku miesięcznym zarobkom robotnika rolnego. - Aby zdobyć pieniądze na wyjazd, emigranci sprzedawali część majątku albo zaciągali pożyczki u rodziny – wyjaśnia Genealog. - Wielu otrzymywało bilety „szyfkarty” lub pieniądze od krewnych z Ameryki. Po przybyciu do portu emigranci przechodzili kontrolę dokumentów, badania lekarskie, dezynfekcję bagażu. Agenci linii okrętowych pomagali załatwić formalności i odnaleźć właściwy statek. Zdarzali się oszuści, wykorzystujący niewiedzę podróżnych i każący sobie za wszystko słono płacić. Statki posiadały luksusowe kabiny dla pasażerów I klasy i trochę skromniejsze dla pasażerów II klasy, a zdecydowana większość Polaków podróżowała klasą III.
Polacy i Żydzi w „pływających trumnach”
Pasażerowie trzeciej kategorii podróżowali na międzypokładziu - w pomieszczeniach określanych „steerage”, przez które poprowadzono urządzenia sterowe statku. Skromne warunki nie zapewniały prywatności. Wieloosobowe sale, piętrowe prycze, wspólne toalety, ograniczone możliwości mycia. Na starszych statkach w jednej sali mogło podróżować nawet ponad sto osób. Liczba pasażerów III kl. dochodziła nawet do około 2 000 osób. We wczesnym okresie emigracji pasażerów przewożono w opróżnionych ładowniach, adaptowanych do przewozu osób. Statki z Ameryki do Europy wypełnione były towarami, a w drodze powrotnej balast stanowili emigranci na piętrowych pryczach. Pomieszczenia były słabo wentylowane, dlatego przy lepszej pogodzie pasażerowie III klasy czas spędzali na pokładzie. Złe warunki powodowały, że niektórzy z nich nie przeżyli podróży, zatem statki, na których ludzie umierali, nazywano pływającymi trumnami. W trakcie rejsu posiłki podawano regularnie. Były one bardzo proste - z reguły zupy, ziemniaki, mięso wołowe, śledzie, ryż, owsianka, chleb, kawa, herbata. Pierwsze dni były najtrudniejsze dla emigrantów. Większość pasażerów cierpiała na chorobę morską, szczególnie podczas sztormów.
na statku emigracyjnego płynącego
z Liverpoolu do Nowego Jorku około 1896 roku.
Jak długo trwała podróż marzeń za ocean...?
- Cała wyprawa, począwszy od wyjazdu z rodzinnej wsi do chwili dotarcia do Ameryki, trwała zwykle 2 – 3 tygodnie, choć przy niesprzyjających warunkach atmosferycznych i opóźnieniach mogła zająć ponad miesiąc – mówi Pan Tadeusz. Podróż składała się z kilku etapów: dotarcie do dworca kolejowego, a później 2 – 5 dniowa podróż koleją do portu za granicą, z którego płynęły statki do Ameryki. Najczęściej wybierano porty niemieckie, w Hamburgu i w Bremie, albo port holenderski w Rotterdamie i belgijski w Antwerpii. Podróżowano także z Anglii, Francji, Łotwy, z portu w Lipawie. Następnie oczekiwano w porcie na wypłynięcie statku, czasem nawet przez 7 dni. Dla wielu osób była to pierwsza w życiu podróż koleją, pierwszy kontakt z wielkim miastem i pierwsze zetknięcie z morzem. Rejs przez Atlantyk trwał od 10 do 14 dni. Większość statków przypływała do Nowego Jorku. Dla emigrantów pierwszym widokiem w Ameryce była Statua Wolności - symbol nadziei na nowe życie. Później transportowano ich do centrum imigracyjnego na Ellis Island - wyspa Ellis, gdzie przechodzili badania lekarskie, kontrolę dokumentów, krótkie przesłuchanie o celu podróży, ilości posiadanych pieniędzy i miejscu docelowym. Zdecydowana większość emigrantów była wpuszczana do USA, choć niewielki odsetek odsyłano do Europy z powodu chorób lub niespełnienia wymogów imigracyjnych. Aby być wpuszczonym na stały ląd, należało mieć kupione bilety do miejsc, gdzie mieszkali krewni i znajomi, do których przybyli.
Planowany czas lotu około 11 godzin 15 minut
Rozwój techniki sprawił, że zaprzestano rejsów morskich, ze względu na koszty i czas trwania podróży. Czy ktoś rok po locie lotu drugiego Polaka w Kosmos pamięta jeszcze 2 transatlantyki polskie, zbudowane we Włoszech...? MS Batory pływał w latach 1936 – 1969, zaś MS Piłsudski zaledwie od 1935 do 1939, bo zatonął (może od miny). Dzisiaj środkiem transportu w podróżach międzykontynentalnych są nowoczesne samoloty. - Podróż na Floridę rozpocząłem od zakupu biletu w Biurze Podróży Aviarest na lot do Miami z Lotniska Chopina w Warszawie, zwanego Okęciem – wraca do współczesności Pan Tadeusz. - Po odprawie bezpieczeństwa, polegającej na „prześwietleniu” pasażera i jego bagażu podręcznego oraz odprawie granicznej, w ustawionych maszynach sczytujących dane z paszportu, zająłem swoje miejsce na pokładzie dwusilnikowego szerokokadłubowego odrzutowca Boeing 787-9 Dreamliner. Personel samolotu składał się z 10 osób załogi. 3 osoby to obsługa kokpitu: kapitan, drugi pilot i mechanik pokładowy. Pozostałe 7 osób to 5 stewardess i 2 stewardów. Pasażerów przywitał kapitan informując, że drugim pilotem jest Konrad Przybyłowski. Na monitorach, zamontowanych w tyle oparć siedzeń, wyświetlono film instruktażowy, jak postępować na wypadek awaryjnego lądowania czy wodowania. Start samolotu miał się odbyć planowo o godz. 12 : 25, lecz ruszyliśmy dopiero o godz. 12 : 52. Przed nami na pasie oczekiwał inny samolot. O 13 : 10 start: pilot rozpędzał maszynę, silniki wyły na wysokich obrotach, po minucie poczułem, że samolot oderwał się od ziemi. Aż trudno uwierzyć, że taki kolos tak szybko i z taką łatwością może wzbijać się w przestworza. Kapitan powiedział, że planowany czas lotu wynosi około 11 godzin 15 minut. Za oknami słoneczna pogoda, białe, kłębiaste chmury, oświetlone promieniami słońca. Przejrzyste niebo umożliwiało obserwowanie pięknych widoków pozostającej za nami Warszawy. Temperatura na zewnątrz samolotu – 9° C. Po 7 minutach lotu znaleźliśmy się nad Sochaczewem. Do pokonania 8 927 km, czyli 5 542 mil.
Paszport z wizą, rozmowa, odciski palców i decyzja
- Przelatując nad Łowiczem znajdowaliśmy się na wysokości 15 830 stóp (w przybliżeniu 4 825 km) i lecieliśmy z prędkością 771 km / h – relacjonuje Podróżnik. - O godz.13 : 45 stewardessy zaczęły podawać napoje. Znajdowaliśmy się 10 363 m nad ziemią. Około 14 : 30 podano obiad. Do wyboru pierogi lub kurczak. Później przyciemniono oświetlenie, dla odpoczynku. Około 19. kolejny raz podano napoje i przekąski na życzenie. Około 21. drugi, lżejszy posiłek. Około 22 : 30 samolot znajdował się w rejonie Bahamów i południowej Florydy. Pilot rozpoczął zniżanie lotu i podał komunikat, że na lotnisku w Miami panuje temperatura 28° C i pada deszcz. Przylot i lądowanie nastąpiło ok. 17 : 12 czasu Miami. Zanim samolot dotarł do rękawa, a ja do miejsca kontroli paszportowej, gdzie „odstałem swoje” w długiej kolejce do jednego z oficerów US CBP (US Customs and Border Protection), czyli do funkcjonariuszy służby granicznej, obsługujących pasażerów, minęło bez mała dwie godziny. Podczas kontroli paszportowej kontakt oficera CBP z podróżnym sprowadza się głównie do czterech punktów: 1. sprawdzenie paszportu i wizy lub autoryzacji ESTA; 2. rozmowa dotycząca celu podróży i planowanego czasu i miejsca pobytu; 3. pobranie danych biometrycznych (odciski palców i zdjęcie); 4. podjęcie decyzji o wpuszczeniu na terytorium Stanów Zjednoczonych. Po kontroli, która przebiegła bardzo sprawnie, mogłem spokojne opuścić lotnisko i zacząć korzystać z florydzkiego ciepełka – podsumowuje relację z podróży w czasie i przestrzeni wybitny łomżyński genealog Tadeusz Trepanowski.
Jeśli te opisy i refleksje Globtrotera spodobały się Państwu, możecie zaproponować tematy następnych relacji.
Mirosław R. Derewońko
tel. red. 696 145 146
-
Łomżyńska Księga Pamięci... Żydów -
Rodzinne historie odkryte i przypomniane -
W Archiwum w Łomży możesz odnaleźć utraconą tożsamość -
Łomżyńscy hallerczycy i bezcenne odkrycia -
Zielone bilety szczęścia
-
Alexander zdobył nagrodę Golden Dozen w Nowym Jorku -
Łomżyńskie historie i nazwiska na stronie Wagów -
Szczęśliwe i tragiczne losy łomżyńskich emigrantów -
Korzenie potomków z Ziemi Łomżyńskiej oplatają świat -
Księgi pamięci gmin żydowskich odczytane w Łomży








