Rocznica „ataku umarłych” nad Biebrzą. Jedna z najbardziej niezwykłych historii I wojny światowej wydarzyła się niedaleko Łomży
111 lat temu, 6 sierpnia 1915 roku, niemieckie wojska zaatakowały gazem broniącą przepraw nad Biebrzą Twierdzę Osowiec. Kiedy wydawało się, że obrońcy zostali unicestwieni, z chmury gazu wyszli ciężko zatruci rosyjscy żołnierze i ruszyli do kontrataku. Wydarzenie przeszło do historii jako „atak umarłych” i z czasem obrosło legendą.
Latem dolina Biebrzy kojarzy się przede wszystkim z ciszą, przyrodą i turystycznymi wyprawami. Trudno sobie wyobrazić, że ponad sto lat temu ten sam krajobraz wypełniały huk ciężkich dział, dym i trujący gaz. To właśnie tutaj, w Twierdzy Osowiec, rozegrało się jedno z najbardziej niezwykłych starć I wojny światowej.
Twierdzę wznieśli Rosjanie pod koniec XIX wieku. Cztery forty miały strzec ważnego szlaku komunikacyjnego prowadzącego przez bagna Biebrzy i zabezpieczać zachodnie rubieże Imperium Rosyjskiego przed uderzeniem z Prus Wschodnich. Naturalną obroną umocnień były rozlewiska, mokradła i nieliczne drogi, po których można było przemieszczać większe oddziały. Niemcy próbowali zdobyć Osowiec już od jesieni 1914 roku, używając także ciężkiej artylerii, ale kolejne ataki nie przynosiły rezultatu.
Przełom miał nastąpić o świcie 6 sierpnia 1915 roku. Przy sprzyjającym wietrze Niemcy wypuścili w stronę rosyjskich pozycji chmurę gazu bojowego. Obrońcy nie dysponowali skutecznymi maskami przeciwgazowymi. Próbowali osłaniać twarze zwilżonymi fragmentami materiału, ale gaz powodował duszenie, poparzenia dróg oddechowych i śmierć wielu żołnierzy.
Po przejściu chmury gazowej niemiecka piechota rozpoczęła natarcie. Żołnierze mieli spodziewać się, że przed sobą znajdą już jedynie martwych albo niezdolnych do walki obrońców. Zamiast tego naprzeciw nich ruszyli ci, którzy przeżyli.
Ciężko zatruci Rosjanie kaszleli, krwawili i mieli twarze zasłonięte prowizorycznymi opatrunkami. Ich wygląd musiał robić wstrząsające wrażenie. Kontratak jednej z kompanii poprowadził podporucznik Władimir Kotliński. Został śmiertelnie ranny, a dowodzenie przejął Władysław Strzemiński – późniejszy wybitny polski malarz awangardowy i twórca teorii unizmu. Udział Strzemińskiego w walkach potwierdzają badania rosyjskich materiałów archiwalnych.
Niemieckie oddziały zaczęły się cofać, a obrońcy odzyskali utracone wcześniej pozycje. W popularnych opowieściach pojawia się obraz kilkudziesięciu półżywych żołnierzy, którzy swoim wyglądem przestraszyli kilka tysięcy Niemców. Rzeczywisty przebieg starcia był jednak bardziej złożony.
Do kontrataku skierowano kilka rosyjskich pododdziałów, a bardzo ważną rolę odegrała artyleria twierdzy. Jej ogień uderzył w nacierające wojska oraz utrudnił Niemcom wprowadzanie kolejnych sił. Część atakujących miała również znaleźć się w zasięgu własnego gazu. O odwrocie zdecydowało więc połączenie zaskoczenia, kontrataku piechoty, ostrzału artyleryjskiego oraz chaosu na polu walki – nie tylko przerażający wygląd zatrutych obrońców.
Niepewne są również podawane w różnych publikacjach liczby. Najczęściej mówi się o 60–100 uczestnikach najbardziej znanego kontrataku oraz kilku tysiącach żołnierzy niemieckich zaangażowanych w całą operację. Historyczne opracowania wskazują, że oddziały nacierały na kilku kierunkach, a szczegóły i straty obu stron do dziś są przedmiotem sporów.
Nazwa „atak umarłych” oddaje grozę wydarzenia, ale została utrwalona przede wszystkim przez późniejsze opisy. Niektóre z nich przedstawiają żołnierzy odkrztuszających fragmenty płuc albo Niemców uciekających na sam widok nadchodzących postaci. Trudno do takiego obrazu podchodzić bezkrytycznie. Pewne jest natomiast, że po silnym ataku gazowym ciężko poszkodowani obrońcy byli jeszcze zdolni do przeprowadzenia skutecznego kontruderzenia.
Sukces nie uratował twierdzy na długo. Kilkanaście dni później Rosjanie rozpoczęli jej ewakuację. Nie był to jednak skutek przegranej pod Osowcem. Wobec odwrotu całego frontu i zagrożenia okrążeniem utrzymywanie umocnień straciło znaczenie. Wycofujące się wojska wysadziły część obiektów, a Niemcy zajęli opuszczoną twierdzę.
Historia „ataku umarłych” jest dziś znana na całym świecie, pojawia się w książkach, filmach internetowych, grach i utworach muzycznych. Nie zawsze pamięta się jednak, że jej miejscem nie były odległe pola Francji czy Belgii, ale bagna i lasy nad Biebrzą.
Ślady dawnej twierdzy nadal można odnaleźć w terenie. Biebrzański Park Narodowy wskazuje między innymi edukacyjną ścieżkę „Góra Skobla”, rozpoczynającą się w pobliżu siedziby parku. Prowadzi ona obok pozostałości osowieckich umocnień, w tym schronu baterii artylerii wybudowanego przed I wojną światową. Wakacyjna wyprawa nad Biebrzę może być więc nie tylko spotkaniem z przyrodą, lecz także z historią i legendą.
Źródła: A.A. Cherkasov, A.A. Ryabtsev, V.I. Menjkovsky, „Dead Men Attack (Osovets, 1915): Archive Sources Approach”, „European Researcher” 2011; S.A. Chmielkow, „Bor’ba za Osowiec”, Moskwa 1939; materiały Biebrzańskiego Parku Narodowego oraz Muzeum Sztuki w Łodzi.
https://bbpn.gov.pl/twierdza-osowiec?utm_source=chatgpt.com#first
