Łomżyńska wystawa Michała Rostkowskiego
Oryginalną, pełną symboli i niedopowiedzeń twórczość Michała Rostkowskiego można już oglądać w Galerii Sztuki Współczesnej Muzeum Północno-Mazowieckiego. Absolwent Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych im. Wojciecha Kossaka w Łomży oraz Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku zaprasza widzów do własnego świata, złożonego z jedynych w swoim rodzaju martwych natur oraz nieoczywistych, dalekich od banału, portretów.
Michał Rostkowski już od początku nauki w liceum plastycznym zwracał uwagę niebywałym talentem i rozległością artystycznych zainteresowań. Szybko dostrzegli to nauczyciele, z Teresą Adamowską na czele, pod kierunkiem której zgłębiał tajniki malarstwa. Odnosił sukcesy, również ogólnopolskie oraz nieustannie rozwijał się i artystycznie, i warsztatowo. Kolejnym etapem były studia na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, gdzie szybko wypatrzył go prof. Maciej Świeszewski. Był to etap wielu wyzwań, ciężkiej pracy i dalszego rozwoju, chociaż sam artysta podkreślał podczas wernisażu, że studia nie dały mu niczego poza tytułem magistra, ponieważ właściwie wszystkiego nauczył się z książek i z internetu.
Na przełomie 2023 i 2024 roku wziął udział w wystawie zbiorowej „Pejzaż malarstwa polskiego” w warszawskiej Zachęcie - Narodowej Galerii Sztuki, a po blisko trzech latach zaprezentował w Galerii Sztuki Współczesnej wystawę indywidualną.
To w pewnym sensie wystawa podsumowująca dotychczasowy dorobek 28-letniego artysty, gdyż pokazuje w salach przy ulicy Długiej 13 nie tylko najnowsze prace z dwóch ostatnich lat, ale również starsze, aż do roku 2020. Można w nich prześledzić rozliczne fascynacje Michała Rostkowskiego, od klasycznego malarstwa holenderskiego XVI i XVII wieku, przez realizm, aż do surrealizmu – jak opowiadał, już jako sześciolatek zobaczył słynny obraz „Płonąca żyrafa” Salvadora Dalego i był to początek jego fascynacji malarstwem jako takim.
W pierwszej sali galerii można oglądać właściwie same sceny figuralne i martwe natury.

To udana próba stworzenia czegoś własnego i uniwersalnego, bez oglądania się na trendy i tendencje panujące w sztuce. Autor nie szuka tanich efektów, nie stosuje też rozwiązań uniwersalnych, czyli tak naprawdę nijakich. Jego postrzeganie i świata, i piękna jest indywidualne, przefiltrowane przez własną wrażliwość, co składa się na osobistą, niezwykle wyrazistą, również dzięki niesamowitemu skupieniu na każdym detalu olejnych prac, opowieść o zagubieniu współczesnego człowieka, gdzie dosłowność ludzkiego bytu zderza się z czymś nieoczywistym. Jest to szczególnie dostrzegalne w trzeciej już dekadzie XXI stulecia, kiedy wszystko to, co wartościowe stało się względne, nastąpił generalny krach wszelkich wartości, autorytety przestały nimi być, a kryzys wiary, czy też szerzej duchowości, też jest faktem. Obrazują to prace wypełnione plastikowymi lalkami i zabawkami, czytelnym nawiązaniem do ery wszechobecnej tandety i rozbuchanego konsumpcjonizmu, ale nie tylko. Centralnymi postaciami szeregu obrazów, nawiasem mówiąc istnych ołtarzyków, np. „Maryja w plastiku” czy „Plastic Jesus”, są bowiem ich gipsowe figurki, czytelne ukazanie duchowego zagubienia w tym chaosie tandety.
Można się tymi obrazami zachwycić, można je odrzucić lub nawet ich nie zrozumieć, ale fakt jest niezaprzeczalny, nie da się obok nich przejść obojętnie, bo to sacrum i profanum w jednym, nierozerwalnie splecione tak, jak w ludzkim życiu.
Równie wyraziste są portrety i autoportrety, eksponowane w drugiej sali galerii. Rostkowski nie upiększa swych modeli, ani tym bardziej siebie, nie są to wizerunki typowego, portretowego sortu, to jest pozytywne, urokliwe i sympatyczne. Przeciwnie, ci wszyscy ludzie zostali uchwyceni w określonym momencie swego życia, na portrecie niczym dokumentalnej fotografii, zadumani, zamyśleni – niby bliscy, ale jednak odlegli, bo żyjący we własnym świecie. A on, zwłaszcza plastikowe zabawki, piękne kobiety oraz ich włosy, na których igra światło, jest wciąż dla Michała Rostkowskiego nieustanną inspiracją, tak więc pewnie w przyszłości nieraz nas jeszcze zaskoczy. Póki co jego wystawę w Galerii Sztuki Współczesnej można oglądać do 25 sierpnia.
Wojciech Chamryk














