PiS atakuje dyrektora łomżyńskiego szpitala. Domasiewicz: „Stek bzdur i pomówień”
Zadłużenie Szpitala Wojewódzkiego w Łomży oraz łączenie przez jego dyrektora kilku funkcji zawodowych stały się tematem konferencji polityków Prawa i Sprawiedliwości. Dariusz Domasiewicz pojawił się na miejscu, nagrał wystąpienia swoich krytyków, a następnie odpowiedział: – To prymitywny polityczny atak.
We wtorek 21 lipca przed łomżyńskim szpitalem wystąpili radni sejmiku województwa podlaskiego Artur Kosicki, Marek Olbryś i Robert Jabłoński oraz poseł PiS Sebastian Łukaszewicz. Przekonywali, że sytuacja podlaskiej ochrony zdrowia jest najgorsza w historii samorządu województwa, a zobowiązania podległych mu placówek osiągnęły rekordowy poziom.
Najwięcej uwagi poświęcili jednak Dariuszowi Domasiewiczowi, który od 2025 roku kieruje Szpitalem Wojewódzkim w Łomży.

„Cztery funkcje w ciągu 24 godzin”
Artur Kosicki zarzucił obecnemu zarządowi województwa obsadzanie ważnych stanowisk osobami związanymi politycznie. Przypominał, że Domasiewicz kandydował do Sejmu z listy Polski 2050, a jego żona należy do Platformy Obywatelskiej.
– Ludzie w naszej ocenie niekompetentni i powiązani politycznie zarządzają tak wrażliwym obszarem jak służba zdrowia – mówił były marszałek z PiS.
Politycy PiS wyliczali, że Domasiewicz jest jednocześnie dyrektorem szpitala, radnym Rady Miejskiej Łomży, pracownikiem prywatnej firmy, a także otrzymywał wynagrodzenie przy realizacji projektów finansowanych z Krajowego Planu Odbudowy.
– To wszystko w ramach 24-godzinnego czasu funkcjonowania – komentował Kosicki.
Zapowiedział interpelacje dotyczące czasu pracy i wynagrodzeń dyrektorów podlaskich placówek. Chce także wyjaśnień, kiedy Domasiewicz wykonuje obowiązki na rzecz szpitala, a kiedy pracuje dla prywatnego przedsiębiorstwa.
Poseł Sebastian Łukaszewicz ocenił, że „podlaskie szpitale toną w długach”, podczas gdy osoby związane z obecną koalicją rządzącą urządziły sobie „finansowe eldorado”.
– Nie może być tak, że 24 godziny da się podzielić na cztery etaty – mówił.
Olbryś: łomżyński szpital potrzebuje fachowca
Marek Olbryś, wieloletni członek rady społecznej szpitala, ocenił, że łomżyńska placówka potrzebuje doświadczonego menedżera znającego realia ochrony zdrowia i współpracy z Narodowym Funduszem Zdrowia.
Przywołał rozmowę z jednego z posiedzeń rady społecznej. Jak relacjonował, zapytał wówczas Domasiewicza, jak zamierza godzić zarządzanie szpitalem z pracą w prywatnej firmie.
– Pan dyrektor odpowiedział, że mógłby jeszcze na jednym etacie pracować i nie byłoby żadnego uszczerbku dla działalności szpitala. Dodał też: „Nie będę pracował w szpitalu za miskę ryżu” – mówił Olbryś, zaznaczając, że słowa znalazły się w protokole.
Zatrudnienie Domasiewicza nazwał błędem, choć nie kwestionował jego doświadczenia w biznesie.
– Niektórzy w Łomży twierdzą, że pan Dariusz jest mesjaszem i zrobi wszystko co trzeba bez uszczerbku na innej działalności. … Ja czekałem pół roku, że zrobi wszystko, niestety minęło i szpital wygląda tak jak wygląda. Nadal zadłużenie się powiększa i z tym się nie zgadzam – stwierdził.
Dyrektor: wszystko było jawne
Dariusz Domasiewicz przysłuchiwał się konferencji i nagrywał wystąpienia polityków. Następnie przekonywał dziennikarzy, że jego zatrudnienie od początku było jawne, a zarząd województwa wiedział o pracy w prywatnej firmie i wyraził na nią zgodę.
– Moja praca w szpitalu od pierwszego dnia jest transparentna. Wszystko jest jawne – mówił.
Zarzuty o polityczne powiązania nazwał „stekiem bzdur i kłamstw”. Przypominał, że od dziesięciu lat jest radnym miejskim, składa oświadczenia majątkowe, a na stanowisko dyrektora został wybrany w konkursie.
– Zero polityki. To był prymitywny polityczny atak na dyrektora, który nie jest związany z żadną partią – odpowiadał.
Domasiewicz tłumaczył, że jako dyrektor nie zajmuje się wykonywaniem zabiegów medycznych. Od spraw medycznych, pielęgniarskich oraz techniczno-administracyjnych ma zastępców.
– Jestem osobą, która spaja szpital. Mam mieć wizję jego rozwoju i poprawy finansów – mówił.
Spór o straty szpitala
Dyrektor przypominał, że „za kadencji tych państwa” zamknięto szpital na trzy lata. Jak podawał po otwarciu za 2023 rok strata wyniosła 5 mln zł, za 2024 – ponad 27 mln zł, i za 2025 rok – ponad 27 mln zł. Zaznaczył jednak, że na wynik za 2025 rok wpływ miało około 12 mln zł niezapłaconych przez NFZ nadwykonań.
– Gdyby odjąć te 12 mln zł, po dziewięciu miesiącach mojej pracy wynik był już lepszy – przekonywał.
Politycy PiS wskazywali natomiast, że zadłużenie nadal rośnie, dlatego zarząd województwa powinien dokładnie przyjrzeć się pracy dyrektora i zdecydować, czy może on nadal łączyć kilka zawodowych funkcji.

„Excel można sprawdzać wieczorem”
Domasiewicz potwierdził, że od 21 lat pracuje w międzynarodowej firmie, gdzie odpowiada za sprzedaż. Odrzucał określanie tego zatrudnienia jako pracy w „hurtowni mrożonek”.
– Zarządzanie sprzedażą to między innymi patrzenie w Excel. Nie muszę tego robić w dzień. Robię to po południu i w weekendy – tłumaczył.
Jak zapewniał, w szpitalu ma nienormowany czas pracy i często wykonuje obowiązki znacznie dłużej niż przez 35 godzin tygodniowo.
– Jestem tutaj i tę misję wypełniam na 200 procent – podsumował. Dyrektor szpitala odpowiadał, że jego zatrudnienie jest zgodne z prawem, a pracę należy oceniać na podstawie inwestycji, zmian organizacyjnych i wyników placówki.
Wtorkowa konferencja to zapowiedź ostrego sporu, który czeka nas przed nadchodzącymi wyborami.
Interpelacja w przedstawionych wyżej kwestiiach w środę ma trafić do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego.


