Metalowy reset w pubie „Pod ratuszem”
Łomżyński kwintet Hard Reset zagrał w pubie „Pod ratuszem”. Był to koncertowy debiut składu z nowym basistą Dominikiem Gatyńskim, a zespół został entuzjastycznie przyjęty przez liczną i zróżnicowaną wiekowo publiczność. Grupa zapowiada następne koncerty, regularnie publikuje też na swoim kanale kolejne utwory.
Łomżyńska scena metalowa rozwijała się bardzo dynamicznie od wczesnych lat 90., co dało efekty w postaci koncertów i nagrań demo licznych zespołów, choćby Unpunished, Scream Of The Dark, Memembris, Internal Thorn, Redemptor, Midnight Thunder czy Bohort. Funkcjonowały też zespoły coverowe, jak The Four Horsemen i Mechanica, ale po roku 2015 po większości z nich pozostało już tylko wspomnienie – do dziś funkcjonują Redemptor, ale już jako zespół krakowski oraz Internal Thorn, publikujący kolejne materiały, ostatnio demo „Dead Lord”. Sytuacja poprawiła się w ostatnich latach, głównie dzięki powstaniu blackowego Valefora oraz łączącego thrash z death metalem Hard Reset. Oba zespoły zostały dostrzeżone podczas kolejnych edycji Przeglądu Muzycznego Zespołów Rockowych „ŁOMOT!” w Hali Kultury i z powodzeniem koncertowały, nie tylko w Łomży. Ale tak, jak Valefor działał cały czas, nie tylko live, ale publikując też dwa materiały demo, o Hard Reset zrobiło się ciszej. Aż do teraz, bo najpierw na oficjalnym kanale grupy na YouTube pojawiły się trzy utwory, po czym ogłoszono koncert – to efekt powrotu do pełnej aktywności po zmianie basisty, gdyż Łukasza Grądzkiego zastąpił Dominik Gatyński.

– Było ryzyko, że zespół się rozpadnie, bo opuścił nas basista – mówi gitarzysta Krzysztof Jodłowski. – Gdybyśmy więc tego nie ratowali, to poszłoby to w złą stronę, ale udało nam się zwerbować nowego kolegę i Gatyń bardzo się stara. I to był taki punkt zwrotny – uznaliśmy, że będziemy grać, bo szkoda czasu na siedzenie w piwnicy.
– Uznaliśmy, że czas, który poświęciliśmy na przygotowywanie tych utworów i generalnie wyobrażenia tego, jak chcieliśmy, żeby to wyglądało, nie może pójść na marne – potwierdza wokalista Bartosz Rafałowski. – Solidnie to wszystko przygotowaliśmy, również swój wizerunek i chcieliśmy wrócić w odpowiednim momencie. Pojawienie się w składzie Dominika Gatyńskiego było tym impulsem, dodało nam świeżości. Dlatego uznaliśmy, że trzeba znowu zacząć koncertować – najpierw na scenie łomżyńskiej, później na innych.

Piątkowy koncert w pubie na Starym Rynku potwierdził, że zespół powrócił z tarczą, nie na niej. Hard Reset zaprezentowali zwarty, trwający blisko godzinę, set, oparty na zróżnicowanych i robiących wrażenie utworach. Thrash/death metal w ich wykonaniu to połączenie brutalności i techniki, wyrazisty groove oraz wpływy nie tylko klasyki, ale też tego, co wydarzyło się w heavy metalu w ostatnim ćwierćwieczu. Stąd w programie koncertu zarówno długie, rozbudowane i zróżnicowane utwory jak „Wendol”, ale też krótsze, bardziej intensywne, w tym „Toxic Element” i „Sapphire Eyed”, oparte na szybkiej i precyzyjnej grze perkusisty Tomasza Kruszewskiego. Nowy basista Dominik Gatyński wpisał się w to wszystko bardzo dobrze i czuł się na scenie na tyle swobodnie, że utwór „Jedno słowo” zakończył solowym popisem. Bartosz Rafałowski po raz kolejny potwierdził wokalną wszechstronność, podobnie jak gitarowy, dobrze zgrany duet Jodłowski/Bączek. Grupa wykonała aż 11 utworów, które są dziełem zespołowym, a muzykę dopełniły wizualizacje.
– Nad riffami i liniami melodycznymi gitar pracują Krzysztof Jodłowski i Bartłomiej Bączek, bo są to bardzo doświadczone osoby – wyjaśnia Bartosz Rafałowski. – Ja instrumentalistą nie jestem, pracuję nad tekstami i liniami melodycznymi wokalu. Tematyka tekstów jest bardzo różna: kilka zahacza o wojnę, są też piosenki dotyczące wewnętrznej walki człowieka, o sytuacji geopolitycznej na świecie. Jest też jeden, z którego jesteśmy bardzo dumni, odnoszący się do tematyki mitologiczno-fantastycznej, ale oparty na prawdziwych wydarzeniach. Mamy już sporo utworów, dlatego na tę chwilę nie myślimy o kolejnych, skupiamy się na d tym, żeby prezentować je na scenie, docierać do szerszej publiczności, a do tego stopniowym wypuszczaniem naszej muzyki w wersji cyfrowej.
– Zasadniczo jest to demo, które nagraliśmy niespiesznie, angażując własne środki i poświęcając na to sporo czasu – podsumowuje Krzysztof Jodłowski. – Dobór utworów też wyglądał tak, że nie nagraliśmy może tych najlepszych, ale takie, które najlepiej nam podeszły na początek – tak na próbę, żeby zobaczyć, jak uda nam się osadzić brzmienie, jak to wszystko wyjdzie. Jest to więc próbka naszych możliwości – wydaje mi się, że teraz pozostało już tylko zapisać resztę utworów. Jest więc szansa na pełny materiał, ale teraz raczej płyt się już nie pisze, będziemy więc to kontynuować w dotychczasowy sposób, publikując pojedyncze utwory, albo pakietami, nie cały krążek z okładką, bo jest to obecnie najlepszy kierunek.
Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Rafał Mikołaj Krasucki



