Przejdź do treści Przejdź do menu
niedziela, 12 lipca 2026 napisz DONOS@

Pamięć koniunkturalna?

Buty ofiar mordu w Lesie Jeziorkowskim
Buty ofiar mordu w Lesie Jeziorkowskim

Prezydent Łomży chce, aby powstające rondo u zbiegu ulic Sybiraków i Kazańskiej nosiło nazwę „Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej”. Można powiedzieć: piękny gest i potrzebne upamiętnienie. Można też powiedzieć coś mniej wygodnego: historia znów została wyciągnięta jak kij, do popychania w politycznym dryfie.

Bo przecież nie o Wołyń tutaj chodzi. Ofiary zbrodni wołyńskiej, jak każdej zbrodni, zasługują na pamięć, szacunek i prawdę. To nie podlega dyskusji. Zapytam inaczej: dlaczego w Łomży łatwiej przychodzi pamięć o tragedii odległej geograficznie, choć bolesnej dla polskiej historii, niż pamięć o tych, którzy byli stąd? O tych, którzy chodzili łomżyńskimi ulicami, mieszkali w łomżyńskich domach, pracowali, modlili się, prowadzili sklepy, uczyli dzieci, leczyli chorych, stanowili tkankę tego miasta.

W Lasach Giełczyńskim i Jeziorkowskim mordowano mieszkańców Łomży i ziemi łomżyńskiej. W Giełczynie zginęło około 12 tysięcy ludzi: Żydów z łomżyńskiego getta i okolicznych miejscowości, Polacy, przedstawiciele lokalnej inteligencji. W Jeziorku mordowano pensjonariuszy domu opieki, zakładników spośród inteligencji Łomży, a także Żydów. W miejskiej, codziennej przestrzeni Łomży trudno wskazać równie mocny i widoczny znak ich pamięci.

I właśnie dlatego propozycja nazwania ronda ofiarami Wołynia tak mocno zgrzyta. Nie dlatego, że Wołyń nie zasługuje na pamięć. Zgrzyta dlatego, że Łomża przez dekady nie potrafiła stworzyć w swojej miejskiej przestrzeni równie mocnego, codziennego, widocznego znaku pamięci o własnych ofiarach. O ludziach, którzy zniknęli z tego miasta. O mieszkańcach tego grodu, którzy budowali jego historię.

Są mogiły, leśne pomniki i małe rocznicowe uroczystości. Są społecznicy, pojedynczy strażnicy pamięci, ale gdzie jest mocny znak pamięci miasta? Gdzie rondo, skwer, plac, ulica, która codziennie przypominałby łomżyniakom, że cmentarz łomżyniaków nie musi znajdować się przy głównej ulicy, żeby był częścią naszej tożsamości? Gdzie stałe, godne, czytelne upamiętnienie tych, których wywożono z domów i mordowano kilka kilometrów od miasta?

Kto ma o nich pamiętać, prezydent Chełma, na którego powołuje się prezydent Mariusz Chrzanowski? Kto ma o nich mówić, żeby w Łomży zauważono ich ofiarę? Kto, jeśli nie samorząd?

Łatwiej jest sięgnąć po temat nośny, ogólnopolski, politycznie rozdmuchany. Łatwiej jest pokazać się w roli obrońcy historii narodowej niż zmierzyć się z pytaniem, dlaczego własna, lokalna historia nadal nie została należycie upamiętniona. 

Trudno o inny wniosek niż ten, że mamy do czynienia z działaniem koniunkturalnym. Takim, które pojawia się wtedy, gdy może przynieść polityczny efekt. A pamięć nie jest od tego, żeby poprawiać polityczne publicity. Nie jest dekoracją, nie jest sposobem na pokazanie, kto jest bardziej patriotyczny. Pamięć jest zobowiązaniem, wobec zmarłych i wobec żywych, by taka historia już się nie powtórzyła. Jeśli staje się narzędziem doraźnej polityki, traci powagę i w gruncie rzeczy szacunek dla ofiar.

Czy mieszkańcy Łomży zamordowani w Giełczynie, Jeziorku czy Treblince znajdą swoich rzeczników, by zgłosić alternatywną nazwę ronda? Można oczywiście powiedzieć, że jedno nie wyklucza drugiego. Że można upamiętnić i Wołyń, i Giełczyn, i Jeziorko. To prawda, tylle tylko, że ta prawda od lat pozostaje wygodnym usprawiedliwieniem bezczynności. Bo skoro jedno nie wyklucza drugiego, to dlaczego to drugie ciągle czeka? Dlaczego odległa zbrodnia szybciej trafia na rondo niż pamięć o ludziach, którzy byli częścią Łomży i tworzyli ponad 600 letnią historię. Zginęli w tych samych niespokojnych czasach co zamordowani na Wołyniu.

„Historię należy znać i o niej pamiętać, lecz nie można wikłać jej w politykę” - mówił Władysław Bartoszewski, polski polityk, dyplomata, historyk, oficer Armii Krajowej, działacz Żegoty, więzień KL Auschwitz. 

Jeśli władze Łomży chcą budować wspólnotę pamięci, powinny zacząć od własnych ofiar. Od tych, których ślady prowadzą z łomżyńskich ulic do lasów pod miastem. Rondo pamięci ofiar Wołynia może powstać., ale jeśli powstanie szybciej niż trwały, widoczny, miejski znak pamięci o ofiarach Lasu Giełczyńskiego i Lasu Jeziorkowskiego, będzie trudno obronić się przed zarzutem koniunkturalizmu politycznego.

Marek Maliszewski

https://miastolomza.pl/prezydent-lomzy-chce-upamietnic-ofiary-rzezi-wolynskiej/


 
 

W celu świadczenia przez nas usług oraz ulepszania i analizy ich, posiłkujemy się usługami i narzędziami innych podmiotów. Realizują one określone przez nas cele, przy czym, w pewnych przypadkach, mogą także przy pomocy danych uzyskanych w naszych Serwisach realizować swoje własne cele i cele ich podmiotów współpracujących.

W szczególności współpracujemy z partnerami w zakresie:
  1. Analityki ruchu na naszych serwisach
  2. Analityki w celach reklamowych i dopasowania treści
  3. Personalizowania reklam
  4. Korzystania z wtyczek społecznościowych

Zgoda oznacza, że n/w podmioty mogą używać Twoich danych osobowych, w postaci udostępnionej przez Ciebie historii przeglądania stron i aplikacji internetowych w celach marketingowych dla dostosowania reklam oraz umieszczenia znaczników internetowych (cookies).

W ustawieniach swojej przeglądarki możesz ograniczyć lub wyłączyć obsługę plików Cookies.

Lista Zaufanych Partnerów

Wyrażam zgodę