Łomżyńska oligarchia samorządowa
Podmuch woli ludu zdmuchnął prezydenta Krakowa z podwawelskiego tronu. Czy ów wiatr ma szansę dotrzeć do Łomży? Cóż, odległość spora, a i herosa, który miałby płuca zdolne wzbudzić taki pęd powietrza, na razie nie widać. Choć pewne podobieństwa do grodu Kraka są.
Do referendum dotyczącego odwołania prezydenta Krakowa poszło 29,99% uprawnionych do głosowania. Według medialnych doniesień zmobilizowała ich przede wszystkim Strefa Czystego Transportu, choć niezadowolenie budziły także zadłużenie miasta, zarzuty nepotyzmu i kolesiostwa oraz koszty życia w stolicy Małopolski.
W Łomży też powinniśmy zorganizować referendum — zachęca działacz Prawa i Sprawiedliwości „starego zakonu”. W jego ocenie obecny prezydent doprowadził do ogromnego zadłużenia miasta, a co jeszcze ważniejsze, mieszkańcom zamierza zafundować rozległą Strefę Płatnego Parkowania.
Strefa Czystego Transportu w Krakowie była systemem ograniczeń wjazdu dla najstarszych i najbardziej emisyjnych samochodów. Miasto uzasadniało ją walką ze smogiem komunikacyjnym i poprawą jakości powietrza, ale społecznie stała się jednym z symboli niezadowolenia z władz miasta. Choć dla mieszkańców Krakowa przewidziano szerokie zwolnienia, to część z nich oraz osoby dojeżdżające odbierały ją jako dodatkowy koszt, ograniczenie mobilności i decyzję wprowadzoną mimo silnego sprzeciwu części kierowców.
Spore poruszenie i sprzeciw wśród mieszkańców Łomży wywołał pomysł wprowadzenia Strefy Płatnego Parkowania. Za parkowanie na około tysiącu miejsc tutejsi i przyjezdni mieli płacić całkiem sporo. Wyraz swojemu niezadowoleniu dali podczas konsultacji społecznych, skutkiem czego obiecano, że kilka ulic wypadnie ze strefy płatnego parkowania. Na razie niezadowolenie ucichło, choć może wrócić w momencie ustawiania parkomatów. Ciągle ponad 500 miejsc parkingowych w Łomży ma być płatnych.
Trudno natomiast spodziewać się, by społeczność miejską tak samo „zapaliło” zanieczyszczenie powietrza, choć na początku roku bywało ono bardzo wysokie. W kwestii zadłużania miasta większość mieszkańców ma już wyrobioną opinię, a niektórzy dodają prezydentowi Chrzanowskiemu przydomek „zadłużyciel”.
Czy w Łomży mamy do czynienia z nepotyzmem, chociażby w miejskich spółkach? Można zapytać inaczej: czy ktoś słyszał o otwartych konkursach na najważniejsze stanowiska w tych spółkach?
Jest jednak coś, w czym Łomża przebija Kraków — lokalny układ samorządowy czyli oligarchię samorządową. Przewodniczącym Rady Miasta Krakowa jest przedstawiciel rządzącej większości, ale jednym z jej wiceprzewodniczących jest przedstawiciel opozycyjnego klubu radnych z PiS. W Krakowie w prezydium rady jest więc przynajmniej symboliczne miejsce dla opozycji.
Łomżyńskiej Rady Miejskiej najwyraźniej nie stać na takie „demokratyczne gesty”. Przewodniczący Wiesław Grzymała z PiS ma dwóch zastępców związanych z obecną większością: Leszka Konopkę z Klubu Radnych Mariusza Chrzanowskiego i Huberta Marka Norowskiego z Łomżyńskiego Klubu Samorządowego. Oba kluby wiernie popierają w głosowaniach prezydenta Mariusza Chrzanowskiego
To nie wszystko. Łomża poszła jeszcze dalej w swojej oligarchicznej demokracji. Stanowiska przewodniczących i wiceprzewodniczących w komisjach, a więc także dodatkowo płatne, pozostają pod kontrolą aktualnego układu większościowego. Jakie miasto, taka oligarchia — ale pieniądze w obrocie są. Jedną z pierwszych decyzji obecnej większości w Radzie Miejskiej były przecież podwyżki diet, także dla funkcyjnych w komisjach, czyli de facto dla samych siebie. Mieszkańcy także dostali podwyżki, np. podatków od nieruchomości do maksymalnych stawek.
Łomżyński układ samorządowy pokazał swoją twardość także po wyjściu radnego Piotra Modzelewskiego z klubu PiS. Został on pozbawiony funkcji w komisjach: przewodniczącego Komisji Skarg, Wniosków i Petycji oraz zastępcy przewodniczącego Komisji Gospodarki Komunalnej.
Inicjatywa referendalna w Krakowie przedstawiała się jako obywatelska, oddolna i niepartyjna, choć jednym z jej liderów był przewodniczący Rady i Zarządu Dzielnicy I Stare Miasto, Jan Hoffman. Szybko jednak do kampanii włączyły się środowiska polityczne oraz lokalna opozycja wobec prezydenta Aleksandra Miszalskiego.
Warto przypomnieć, że drugi w krakowskich wyborach był Łukasz Gibała, który z odwołanym później prezydentem przegrał o niewiele ponad dwa punkty procentowe. Potencjał do politycznej „walki” był więc oczywisty. W Łomży sytuacja jest inna: prezydent Mariusz Chrzanowski bezapelacyjnie wygrał w pierwszej turze, więc „opozycja społeczna” jest znacznie skromniejsza.
Związek Miast Polskich przypomina, że w referendach lokalnych z ostatnich 20 lat tylko w około 13% przypadków udało się odwołać władze miasta lub gminy. Kraków jest więc pewnym wyjątkiem, a nie regułą.
Mieszkańców do referendum mobilizuje przede wszystkim poczucie, że władze lokalne przestały reprezentować ich interesy i podejmują decyzje sprzeczne z oczekiwaniami społeczności. Najsilniej działają sprawy bezpośrednio dotykające codziennego życia: koszty, transport, podatki, szkoły, usługi publiczne i sposób zarządzania miastem. Jednak samo niezadowolenie, czasem podskórne, nie wystarczy. Potrzebna jest jeszcze sprawna organizacja, liderzy inicjatywy, widoczna kampania i przekonanie, że odwołanie władz jest realne.
Czy w Łomży tacy ludzie są?
Marek Maliszewski
