Od kwietnia drożej za śmieci, ale czy tak być musi?
Od 1 kwietnia obowiązują wyższe stawki za odbiór i utylizację odpadów. Od dziś każda osoba w Łomży mieszkająca w zabudowie wielolokalowej zapłaci 26 złotych, a w jednorodzinnej – 35 złotych. Opłaty za śmieci nie muszą jednak rosnąć – uważa radny Wojciech Michalak i proponuje zmianę systemu.
Śmieci, czyli odpady, są nieodłączną cechą gospodarki opartej na konsumpcji. „Ludzie kupują oczami”, więc producenci prześcigają się w wymyślaniu opakowań, a sterty odpadów rosną. Ważna jest przy tym ich prawidłowa segregacja, która powinna pomóc w osiągnięciu odpowiedniego poziomu recyklingu. Miasto Łomża, podobnie jak inne samorządy, ma z tym problem, przez co musi płacić kary.
W lutym Rada Miejska Łomży, głosami radnych większości prezydenckiej, poparła podwyżkę opłat za śmieci przygotowaną przez prezydenta Łomży. Decyzję uzasadniano koniecznością zbilansowania systemu.
Nie wszyscy płacą, wszyscy odczuwają skutki
W Łomży podatek śmieciowy płaci około 49 tysięcy mieszkańców. Prawie 37 tys. mieszka w blokach, a prawie 12 tys. w domach jednorodzinnych. Już na pierwszy rzut oka widać, że znaczna część mieszkańców nie płaci w ogóle, czym obciąża tych, którzy opłaty uiszczają regularnie. Próby podejmowane przez urzędników miejskich, by uszczelnić system, są co najmniej niezadowalające. Choć mimo spadku liczby ludności miasta liczba płacących lekko wzrasta, to i tak widać, że skala problemu jest duża.
Lutowa sesja, na której uchwalono podwyżkę, pokazała, że najłatwiej sięga się do kieszeni mieszkańców, szczególnie tych, którzy płacą.
– Opłaty za śmieci nie muszą rosnąć – przekonuje Wojciech Michalak, radny Klubu Radnych Przyjaznej Łomży i prezes Łomżyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, który proponuje zmianę systemu naliczania. Jak mówi, swoim pomysłem wielokrotnie dzielił się bezskutecznie z władzami miasta.
Naliczanie opłaty za śmieci zgodnie z ustawą możliwe jest według zużycia wody, powierzchni mieszkania, liczby osób lub od gospodarstwa domowego. Każda z tych metod ma swoje zalety i wady. W Łomży opłatę za odbiór i utylizację odpadów wnosi się od osoby. Wadą tego rozwiązania jest łatwość unikania płacenia. Wystarczy złożyć deklarację, a miasto nie ma wielu narzędzi, aby ją skutecznie zweryfikować. To właśnie dlatego system od lat budzi pytania o jego rzeczywistą szczelność.
Wojciech Michalak proponuje system mieszany, tj. naliczanie opłat od powierzchni mieszkania i od osoby. Uważa, że wbrew obawom niektórych i oporowi rządzących może on być tańszy dla mieszkańców. Oto dlaczego.
Koszty gospodarki odpadami można podzielić na dwie kategorie: stałe, niezależne od ilości odpadów, oraz zmienne, zależne od ilości śmieci. Koszty stałe obejmują odbiór i transport, bo śmieciarki jeżdżą do wiat śmietnikowych niezależnie od tego, czy ktoś wyrzuca śmieci, czy nie. Podobnie koszt zarządzania systemem nie ma związku z ilością odpadów. Przy około 15 milionach złotych kosztu całej gospodarki odpadami koszty stałe wynoszą około 30 proc.
System mieszany
Radny Michalak proponuje, aby tę część kosztów dzielić na podstawie powierzchni, bo są one ponoszone na każde mieszkanie, niezależnie od tego, ile śmieci generuje. Miasto Łomża pobiera podatek od nieruchomości, zatem zna – albo powinno znać – powierzchnię mieszkań, nawet tych zgłaszanych jako niezamieszkałe. Rozbicie kosztów stałych na wszystkie mieszkania w Łomży doprowadziłoby do spadku ceny jednostkowej. Po drugie, uszczelniłoby to system. Na dotychczasowych zasadach, czyli od osoby, pozostałoby rozliczanie odpadów faktycznie odebranych.
W ocenie radnego mieszany sposób wyliczania opłaty śmieciowej mógłby nawet obniżyć cenę płaconą przez mieszkańców. Według niego takie rozwiązanie byłoby także bardziej sprawiedliwe, bo obejmowałoby wszystkich właścicieli nieruchomości, a nie tylko tych, którzy złożyli deklaracje. Wartym rozważenia jego zdaniem jest pomysł włączenia w system gospodarki odpadami lokali użytkowych.
W czasach rosnących kosztów życia mieszkańcy mają prawo oczekiwać nie tylko kolejnych podwyżek, ale także realnych działań na rzecz uszczelnienia systemu. Być może więc zanim znów sięgnie się do kieszeni łomżan, warto najpierw sprawdzić, czy obecne zasady naliczania opłat nie wymagają po prostu gruntownej zmiany.

