Pożegnanie karnawału, Wiesław Ochman i wspaniała skrzypaczka
Orkiestra Filharmonii Kameralnej im. Witolda Lutosławskiego p/d Jana Miłosza Zarzyckiego wyjątkowym koncertem zakończyła tegoroczny karnawał. Jego gwiazdą był, świętujący sześć dni wcześniej 89 urodziny, legendarny tenor Wiesław Ochman. Drugą solistką była znana już w Łomży mezzosopranistka Renata Dobosz, ale koncert miał też trzecią gwiazdę. Jako solistka zaprezentowała się również koncertmistrzyni, Izabela Bławat-Leofreddi, która oczarowała publiczność natchnionym i błyskotliwym wykonaniem Zapateado z Tańców hiszpańskich op. 23 Sarasatego.
Wiesław Ochman 6. lutego tego roku skończył 89 lat, ale ciągle sprawia wrażenie, że czas się go nie ima, a werwy i głosu mogą mu pozazdrościć znacznie młodsi śpiewacy. Nic więc dziwnego, że po ogromnym sukcesie koncertu wieńczącego karnawał przed dwoma laty Jan Miłosz Zarzycki ponownie zaprosił tego wybitnego artystę do Łomży. Partnerowała mu, podobnie jak podczas koncertu w roku 2005, mezzosopranistka Renata Dobosz, solistka Opery Śląskiej w Bytomiu, a oprawę muzyczną na najwyższym poziomie zapewniła świetnie dysponowana orkiestra. Program był zróżnicowany, rozrywkowo-operetkowy, z licznymi pieśniami skomponowanymi przez Roberta Stolza oraz włoskimi. Wiesław Ochman w tego typu repertuarze zawsze czuł się równie dobrze, co w wielkich operach, które śpiewał na światowych scenach, by przypomnieć choćby, cieszący się przed laty wielkim powodzeniem, LP „Canzone Napoletane – pieśni neapolitańskie”.
Potwierdził to również w czwartkowy wieczór w Łomży, chociaż nie dało się nie zauważyć, że repertuar żartów i anegdot ma znacznie bardziej powtarzalny niż ten wokalny, wykonując „Tango delle Capinere”, „Dicitencello Vuce” czy „Venezia, no!”. Równie przekonujący był w „Graj Cyganie” z operetki „Hrabina Marica” Kálmána oraz w duetach z Renatą Dobosz „Śpiewam tę pieśń” Stolza i „I'te vurria vasa”di Capui. Śpiewaczka również miała sporo solowych wejść, zmieniając kreacje i style, od operetkowych „Zagraj mi Cyganie” z „Damy z portretu” Stolza i „Czardasza Silvy” z „Księżniczki Czardasza” Kálmána do „La bella Tangolita” Abrahama i „Pokochaj mnie” Stolza. Była też trzecia, iście zjawiskowa, solistka. Oczywiście dla bywalców koncertów łomżyńskich filharmoników to, w jaki sposób Izabela Bławat-Leofreddi zagrała Zapateado z Tańców hiszpańskich op. 23 Sarasatego nie było żadnym zaskoczeniem. Jednak dla innych słuchaczy ta porywająca interpretacja, połączona z iście aktorską kreacją, była ogromną niespodzianką, stąd ogromne owacje po tym imponującym wykonaniu koncertmistrzyni, której po koncercie słów uznania nie szczędził również sam Wiesław Ochman.
Na komplementy zasłużyła również sama orkiestra, która wykonała aż pięć utworów instrumentalnych, wśród których wyróżniły się krótki, ale nad wyraz błyskotliwy Marsz perski op. 289 Johanna Straussa syna, subtelna interpretacja Farandole z II Suity Alrezjanka Bizeta oraz „Jalousie Tango” Gade’a w opracowaniu poprzedniego dyrektora orkiestry Tadeusza Chachaja ponieważ maestro Zarzycki pamięta o swym, zmarłym przed czterema laty poprzedniku, regularnie włączając jego kompozycje i aranżacje do koncertowych programów FKWL. Ten wieńczący karnawał został przyjęty owacyjnie, tak więc nie skończyło się na jednym, zaplanowanym bisie („In Wien gibt's manch' winziges Gasserl (Wienerlied)” Stolza, ale z polskim tekstem i odniesieniami w nim do Łomży).
Dlatego Wiesław Ochman, któremu po „La Spangoli” publiczność zaśpiewała, zaintonowane przez Jana Miłosza Zarzyckiego i orkiestrę, „100 lat”, zaproponował na finał „Usta milczą, dusza śpiewa” z operetki „Wesoła wdówka” Lehára. Więcej bisów nie było, bo koncert był długi i męczący dla wiekowego artysty, ale po jego zakończeniu Wiesław Ochman podkreślał, że jest bardzo zadowolony i z przyjęcia, i z odbioru muzyki przez publiczność, a do tego został obdarowany różnymi prezentami, w tym obowiązkowymi w tłusty czwartek słodkościami. Tych nie zabrakło w przerwie koncertu również dla słuchaczy, dzięki firmie Śledziewscy.
Wojciech Chamryk
















