wtorek, 20 lutego 2018 napisz DONOS@

Szukają winnego skażenia pulw za oczyszczalnią ścieków

Prokurata Rejonowa w Łomży prowadzi śledztwo w sprawie skażenia środowiska do jakiego doszło na terenie nadnarwiańskich pulw za miejską oczyszczalnią ścieków. W czerwcu odkryto tam tajemniczą śmierdzącą maź, która „wypaliła” wszelką roślinność na powierzchni kilkudziesięciu metrów. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska ustalił, że maź ma skład podobny do typowych osadów ściekowych z oczyszczalni, a Instytut Medycyny Wsi w Lublinie stwierdził, że „stwarza zagrożenie dla zdrowia ludzi i zwierząt”. W dostarczonej do badań próbce wykryto jaja pasożytów jelitowych.

Tak wyglądał teren za oczyszczalnią ścieków 18 czerwca 2013 roku
Tak wyglądał teren za oczyszczalnią ścieków 18 czerwca 2013 roku

- Śledztwo prowadzone jest w kierunku nieumyślnego zniszczenia w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach – mówi prokurator Maria Kudyba, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łomży. 
„Naturalnym” podejrzanym skażenia od samego początku stała się sąsiadująca z pulwami oczyszczalnia ścieków, ale początkowo MPWiK twierdził, że nie jest to osad z oczyszczalni, a zwykłe bagienne błoto. 
Członkowie Wspólnoty Gruntowej Pulwy twierdzili co innego. Zażądali badań, których wyniki wskazał, że to jednak nie bagno, a – jak ustalił Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska - ma skład podobny do typowych osadów ściekowych z oczyszczalni. 
Jeszcze bardziej druzgocąca była opinia Instytutu Medycyny Wsi w Lublinie, który stwierdził, że w dostarczonej do badań próbce wykryto jaja pasożytów jelitowych i że „zastosowanie badanego osadu ściekowego/ścieku na pastwiska lub pola uprawne grozi skażeniem gleby, co przekłada się na skażenie roślin, następstwem tego mogą być zachorowania wśród ludzi i zwierząt”. 
Po tych wynikach władze MPWiK zmieniły zdanie przekonując, że najwyraźniej zanieczyszczenie powstało wskutek skumulowania się osadu w zagłębieniu terenu po wiosennych rozlewiskach. Na sierpniowej sesji Rady Miasta wiceprezes Gilbert Okulicz-Kozaryn deklarował nawet chęć udziału miejskiej spółki w rekultywacji terenu, jednak jak twierdzi dotychczas wspólnota nie odpowiedziała na tę propozycję.

Zgodnie z Kodeksem Karnym za nieumyślne zniszczenia w świecie roślin grozi grzywa, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Jeśli udowodnione zostałoby celowe działanie kara jest surowsza od 3 miesięcy do lat 5 pozbawienia wolności.


 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0