wtorek, 21 listopada 2017 napisz DONOS@
171027121458.gif

Nowe targowisko przy dworcu PKS czeka na klientów

Po trzech tygodniach od przeniesienia starej targowicy na „nową”, tymczasową po drugiej stronie ul. Dworcowej wśród kupców przygnębienie: zwykle jest ich więcej niż klientów, i to niechętnie sięgających do portfela. A do tego zrobiło się mroźno, są problemy z parkowaniem i nie ma prądu do oświetlania stanowisk pod wiatami. Pusto, cicho i... bez wielkich nadziei na odmianę sytuacji.

Przyprawy do wyboru
Przyprawy do wyboru

- To tylko nieźle wygląda, ale klientów mamy tyle, co kot napłakał – mężczyzna w średnim wieku pokazuje szeroki chodnik na alejce między rzędami stalowych wiat, jakie stanęły błyskawicznie w pierwszym czy drugim tygodniu listopada na nowym miejscu w sąsiedztwie dworca PKS w Łomży. - Sprzedaję na targowicy odzież już od dwunastu lat, ale tak kiepsko to naprawdę dawno nie było...

Asortyment z jego stoiska, zresztą podobnie jak kilkunastu w sąsiedztwie, odbiega od potocznych wyobrażeń o zapuszczonym bazarze z tanią tandetą: koszule i spodnie na ladach poukładane wzorowo, w najlepszym porządku wiszą bluzy i kurtki. Wybór fasonów, wzorów i kolorów z pewnością nie mniejszy niż w sklepach odzieżowych w mieście, tak samo jak i w obuwniczych. A ceny sporo niższe i można się potargować.
Sprzedawcy – nie chcą podawać nazwisk –  jak jeden mąż diagnozują irytujący ich stan rzeczy: w Łomży powstało dużo sklepów sieciowych zagranicznych przedsiębiorców, z kwiatem czy owadem w nazwie. Można w nich kupić wszystko, co się da: od przysłowiowej bułki i mleka po skarpetki z butami. Kupcy zdają sobie sprawę z marnych pensji łomżyniaków, bezrobocia i kryzysu w kraju.
- Oni ostatkiem sił ciągną, jak im miasto nie pomoże, pójdą na zasiłek – ocenia handlarz odzieżą z Łomży, który zarabia na targach w miejscowościach regionu. - Też nie podaję nazwiska, bo tutaj wielu ludzi mnie zna, a po co mam sobie robić wrogów. Biednie jest wszędzie na rynkach: kiepsko powodzi się sprzedawcom, gdyż ubożeją klienci i podstawowe rzeczy mają w samoobsługowych dyskontach bliżej domu. Coraz większe koszty obsługi malutkiego biznesu na targowicy, który kilka lat temu był może trochę bardziej dochodowy, przytłaczają. Większość dla banku nie jest partnerem, bo nie ma instytucji poręczającej krótkoterminowe kredyty. A ZUS jest nieubłagany!
Niewesołe miny mają kupcy, kiedy rozmawiamy przy stoiskach pełnych wszelkiego towaru, gdy każdy potencjalny klient staje się niecierpliwie wyczekiwanym gościem. Ciężko stać na zimnie.
- Rano o piątej jest jeszcze ciemno, jak przyjeżdżamy z towarem, mamy problem ze światłem, nie ma do kogo się zwrócić – dodaje kupiec. - Ale codziennie złotówkę za metr kwadratowy trzeba płacić, ja płacę 50 zł, a handluję siedem dni w tygodniu. Waham się, czy po świętach nie zamknąć interesu. Za te pieniądze można poszukać w mieście lokalu i sprzedawać przy świetle i w cieple.
- Płacimy każdorazowo złotówkę za wejście do toalety, która jest obleśna – dorzuca któraś z pań.
- A niech pan posłucha, jak oni grzecznie z nami rozmawiają... – komentuje kupczyni na widok zbliżającego się z biletami opłat Andrzeja Wądołkowskiego, którego MPGKiM oddelegowało do obsługi hali targowej i targowiska. Gdy podchodzi jednak uśmiechnięty, kobieta znacząco milknie.
- Cena „złotówka za metr” nie zależy ode mnie, a od cennika w uchwale Rady Miejskiej – wyjaśnia potem rzeczowo „kierownik” targowicy. - Od kiedy zacząłem pracę w 2003 roku nie zmieniła się i wciąż jest taka sama. Kupcy sami wybierali sobie głębokość stoiska, a toaleta nie jest obleśna. 
Niektórzy kupcy jednak liczą, że miasto w okresie zimowego zastoju na rynku obniży słone opłaty. Koszty przenosin, rozbiórki i montażu wiat dla niektórych wyniosły ponad dwa tysiące złotych bez wpływów, kiedy przez dwa tygodnie kupcy nie handlowali z powodu przymusowej przeprowadzki. Dobrze, że sporo więcej ludzi wybiera się tu na zakupy we wtorki i piątki, mimo że nie ma tablic z informacją o nowym targu od strony ul. Sikorskiego, dworca czy al. Legionów. „Kierownik” Andrzej Wądołkowski planuje wkrótce ustawić oznaczenia, kierujące na nowy targ przy dworcu. W sprawie oświetlenia stoisk, gdzie jest ciemnawo nawet za dnia, kieruje do kierownika ZGM.   
- Oświetlenie tymczasowego targowiska, które powróci za rok na stare miejsce po wybudowaniu hali i wiaty targowej, stanowi pięć słupów z lampami – informuje kierownik Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej Artur Dąbrowski. - Do tej pory nie dotarła do mnie informacja, że to za mało, ale sprawdzę. Niektórzy kupcy nielegalnie pobierali prąd, podłączając się do skrzynki, przygotowanej na czas przeprowadzki, żeby można było korzystać z narzędzi elektrycznych. Samowolnie poprowadzili kable po ziemi, więc prąd odłączyliśmy. Jakby doszło do tragedii, to ciekawe, kto by odpowiadał...? W najbliższym czasie zastanowimy się i zapytamy kupców, jak pomóc rozwiązać podłączenie prądu. A co do niedogodności trzeba zdrowego rozsądku, gdyż tu nie będzie luksusu.
Kupieckim narzekaniom na brak parkingów nie ma końca: to jest nie lada wyzwanie dla ratusza!

Mirosław R. Derewońko
Fot.: Marek Maliszewski


 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0