Po serii wielu artykułów na temat tężni, pojawia się pytanie: dlaczego z takim tzw. \"uporem maniaka\" podjęto się tej inwestycji? Wbrew zapisom regulaminu dotyczącym realizacji pomysłów tzw. budżetu obywatelskiego, rozsądkowi (wycięto kilkadziesiąt zdrowych drzew, które dawały cień i ochłodę, minimalne koszty utrzymania - kosmetyka), wymogów sanitarnych (instalacja tężni na 100% nie będzie działać prozdrowotnie, co już zostało zbadane, a wyniki badań są jednoznaczne - stężenie bakterii kałowych będzie w pobliżu tężni i mniej znacznie wyższe niż w oborze). Nawet roczne szacunkowe koszty utrzymania oscylują w granicach 300 - 450 tys. zł. Lokalizacja pierwotna miała być w zupełnie innym miejscu, być może w tym, w którym stoi kosztowny koszmarek dumnej nazwy Naszego Miasta. Tak na marginesie o ile w innych miastach tego rodzaju instalacje (nazwy) są w dość eksponowanych miejscach, które nie niszczą zieleni (np. Białystok), to u nas postawione to jest na tzw. \"głowie\".
Trudno przyjąć, że włodarze naszego miasta nie rozumieją takich podstawowych rzeczy. Daleki jest również od twierdzenia klasyka: \"...im wyższe koszty... To co? Koniaczek? Podwójny! Stać mnie!\". Wnioski zostawiam pod refleksję....
https://www.onet.pl/informacje/radio-krakow/niebezpieczne-teznie-solankowe-wiecej-bakterii-kalowych-niz-w-oborach/6ztwndm,0666d3f1