środa, 14 października 2026 napisz DONOS@
Polityka

 Nowy temat  |  Spis tematów  |  Przejdź do wątku  |  Szukaj  |  Zaloguj   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
Rozmowy rzymskie. Pytania na czas niepokoju

Oto inny fragment wypowiedzi Radosława Sikorskiego pochodzący z książki <Rozmowy rzymskie. Pytania na czas niepokoju>:

U nas natomiast mało uczy się historii postrzymskiej, a życie postrzymskie w południowej Galii i wzdłuż Renu trwało. Może zredukowane, ale zostawiło ślady choćby w układzie urbanistycznym. Rzymskie drogi, choć zniszczone, przetrwały. Tego w Polsce nie było.

Później w polskiej świadomości pojawiła się I wojna światowa. Mamy do niej stosunek nawet pozytywny, bo dała nam wolność, gdy tymczasem Zachód postrzega ją jako samobójstwo Europy.


Gdyby w latach 90-tych Radosław Sikorski wygłosił coś podobnego publicznie, zostałby przez ówczesną prasę zniszczony. Teraz zaś nic się nie dzieje i może on spokojnie, wraz z Wojciechem Giertychem, podpisywać wspólną ich książkę, w krakowskiej księgarni wydawnictwa Znak.

No, ale wróćmy do tego życia postrzymskiego, po którym nastąpiło wielkie, gigantyczne NIC, a następnie pojawiła się I wojna światowa i to jedynie w polskiej świadomości.

Otóż życie postrzymskie, o czym nasz dobry minister może nie wiedzieć, to życie Kościoła. Oczywiście rozwijało się ono różnie, w różnych rejonach, ale na pewno jego puls był wyczuwalny w miastach i osadach wzdłuż Renu. Trochę inaczej było na południu Galii, albowiem tam świat chrześcijański przenikał się ze światem Radanitów. O czym Radosław Sikorski na pewno wie. W jego ulubionym zaś wieku XIII, do którego obaj interlokutorzy stale wracają, w mieście Narbonne, czyli w jak najbardziej postrzymskiej Narbonie, stało sobie pięć synagog. O czym ładnie pisze prof. Heinrich Graetz udowadniając wyższość życia żydowskiego nad postrzymskim czyli kościelnym.

Wojciech Giertych zaś mówi tak:

Dopiero w XIII wieku Święty Dominik posłał braci do miast uniwersyteckich, takich jak Oksford, Kraków, Bolonia, Paryż, Madryt. I tak narodziła się struktura ogólnoeuropejska.

Na co odpowiada Radosław Sikorski:

A w tym czasie w Polsce … puszcza.

I tak narodziła się struktura europejska? A te uniwersytety, które wszak były instytucjami kościelnymi, nie stanowiły europejskiej struktury? A jaką? To by mnie zaciekawiło, i o to przede wszystkim chciałbym zapytać Wojciecha Giertycha. No, ale on ze mną rozmawiał nie będzie, to jasne. Radosław Sikorski zaś zainteresowany jest wyłącznie potwierdzaniem swoich fiksacji przez osobę wyższym niż jego własny autorytecie.

Jeśli istniały uniwersytety, to była struktura. Posłanie Dominika zaś do miast uniwersyteckich wynikało zaś z tego, że ktoś te uniwersytety zaczynał niepostrzeżenie przejmować. I także dlatego, by proces ten zatrzymać św. Dominik posłał braci do miast. Struktura europejska istniała przed XIII wiekiem jak najbardziej. Odbyły się dwie krucjaty, założono europejską kolonię na Bliskim Wschodzie, czyli Królestwo Jerozolimy, działał Piotr Abelard, którego jakoś, zajęci udowadnianiem własnych tez, obaj rozmówcy jakoś pominęli. To jest silnie zaskakujące, przyznam.

A co do puszczy… Radosław Sikorski powinien wreszcie odwiedzić muzeum Polin, tam mu powiedzą, że Żydzi przybyli do Polski znacznie, znacznie wcześniej niż dominikanie, zastali tu puszczę, ale ją wycieli i zaczęli kraj cywilizować. Nie można się więc za bardzo zapędzać w tych przemyśleniach, bo istnieje sporo kontrpropozycji, nawet całkiem atrakcyjnych, jeśli patrzeć na nie z pewnego punktu widzenia.

Podsumujmy więc – opierając się na autorytecie muzeum Polin i wypowiedziach Wojciecha Giertycha, sprawy miały się tak – struktura europejska istniała, miała ona nawet dwoisty charakter, bo te synagogi w Narbonie, były wszak murowane, czyli inwestycja ta miała silne, materialne fundamenty. W rejonach, które wskazał Radosław Sikorski powstawały miasta podwójne i wielokrotne, w których jednym centrum było opactwo, albo katedra, a drugim ratusz. Ta dwoistość skądś się brała, prawda? Takie miasta powstawały również na Śląsku, również przed XIII wiekiem. Istniały uniwersytety, powstałe przy miejskich kościołach katedralnych. Tak więc to nie zakony dały początek strukturze cywilizacyjnej Kościoła, czyli christianitas, Ta wyrosła bowiem wprost z owego postrzymskiego życia, które – o czym z niezrozumiałych powodów obaj panowie nie mówią – splatało się z życiem żydowskim, a także muzułmańskim.

No, a potem przyszła I wojna światowa…

Żartuję, ale tylko trochę, bo żaden z rozmówców nie zamierza – jak się okazuje w dalszej części tekstu, ani na moment spuścić z tonu.

Tak oto mówi Wojciech Giertych:

W kształtowaniu się imaginarium polskiego Kościoła (chyba jednak należałoby mówić Kościoła w Polsce, dopisek mój) w XVI wieku brali udział prawosławni i protestanci prowadząc debaty teologiczne. Jednak to doświadczenie i ówczesna demokracja także poszły, niestety w zapomnienie. Z kolei później, w czasach saskich, nastąpił rozkwit instytucji kościelnych, parafii, klasztorów, sanktuariów i pobożności ludowej przy równoczesnym zaniku myślenia i szkolnictwa.

Czyli klasztory dominikańskie to dobrze, a inne klasztory to źle? Ja ten fragment przeczytałem kilkanaście razy, albowiem nie mogłem uwierzyć, że słowa te wyszły z ust teologa domu papieskiego. Jeśli ojciec Giertych ma czas, polecam mu tę oto publikację - <Anglikanizm i prawosławie grecko-słowiańskie>. Ma ona swoje lata i wiele można by do niej dopisać komentarzy, ale w najważniejszych zarysach wskazuje ona jak wyglądało owo życie intelektualne na terenach Polski w XVI wieku. Polecam Ojcu Giertychowi także książkę o Piotrze Skardze <Piotr Skarga w dziejach i literaturze Unii Brzeskiej>, do którego – co wynika z dalszych fragmentów tekstu – Wojciech Giertych nie pała specjalną sympatią. No, ale człowiek nie po to zostaje zakonnikiem – mam wrażenie – żeby się nurzać w sympatii i empatii.

Po przeczytaniu tych dwóch publikacji dowie się Wojciech Giertych, że prawosławie, podporządkowane Turkom po roku 1453, nie mogło prowadzić żadnych debat z katolikami i protestantami, albowiem stało się w XVI wieku zakładnikiem kościoła anglikańskiego. Co w swoich rozmowach obaj panowie omijają. Prawosławni, w większości plebeje, kierowani przez ruskich i litewskich magnatów przyłączali się masowo i przeważnie pod przymusem swoich panów, do jednej z destynacji protestanckich. Stawali się luteranami, kalwinami, albo arianami. Nie mając pojęcia w czym uczestniczą. Dopiero później, po pojawieniu się jezuitów, rozpoczęły się debaty religijne, w których ci świeżo całkiem zorientowani na nowinki religijne magnaci, wychowani przez protestanckie uniwersytety zachodu, ulegali argumentom czarnych braci reprezentujących papieża i przechodzili na wiarę rzymską. Chłopi zaś wracali do prawosławia. Nie miało to nic wspólnego z demokracją. Prawosławie zaś włączyło się do tych debat w momencie, kiedy swoją kartę na stole środkowo-europejskim położył kościół anglikański. I głos prawosławia w tej debacie nie był głosem ludzkim, ale głosem kozackich samopałów. Unia Brzeska zaś przeszkadzała zaś przede wszystkim podjętej próbie podporządkowania prawosławia anglikanom.

No, ale Radosław Sikorski i Wojciech Giertych piszą o tym tak:

R.S:

Już za Zygmunta III nastała kontrreformacja, do której doprowadził Kościół…

WG:

Czy Kościół sam do tego doprowadził, czy był to również wpływ turański ze Wschodu…Kontrreformacja dała radę skatolicyzować szlachtę kresową, która stała się Polakami i katolikami, a chłopi pozostali przy obrządku wschodnim. Unia Brzeska właściwie podtrzymała trwanie obrządku wschodniego. A protestanci zniknęli.

Nie wiadomo co napisać na takie dictum. Czyli obrządek wschodni to według teologa domu papieskiego wpływ turański na Kościół, który nie potrafił skatolicyzować prawosławnych chłopów? A w jakich tekstach potwierdzone są te tezy? Kontrreformacja to zło, do którego doprowadził Kościół? A co ze sztuką barokową, która wtedy rozkwitała? Nie podoba się ona obydwu rozmówcom?

No, ale mniejsza, idźmy dalej. Demokracja poszła w zapomnienie, ale za to za czasów saskich nastąpił rozwój pobożności ludowej. Trudno sobie wyobrazić królów mniej ludowych niż obaj Sasi. No, ale pomińmy także i to. Dlaczego Wojciech Giertych stawia przeciwko sobie demokrację, którą rozumie swoiście, i ludową pobożność oraz sanktuaria? Myślę, że ta wyimaginowana demokracja odpowiada bardziej jego duchowości, ukształtowanej przecież w Londynie. I choć przekonuje nas Wojciech Giertych, że żył życiem polskim, my czytając jego wynurzenia mamy wrażenie, że jednak nie, że było inaczej i Wojciech Giertych żył przede wszystkim życiem brytyjskim, a potem zaś życiem peerelowskim. Ono zaś wielu ludziom łatwo myli się z życiem polskim.

Wróćmy do czasów saskich kiedy to nastąpił zanik myślenia i szkolnictwa. Stanisław Konarski, założyciel Collegium Nobilium, powinien być chyba jednym z ulubionych bohaterów Wojciecha Giertycha, a z jakichś powodów nie jest. Żył i tworzył w czasach jak najbardziej saskich. Krzewił myślenie w duchu bliskim ideałom Wojciecha Giertycha i Radosława Sikorskiego, a także zwalczał jezuitów. Dlaczego więc całą jego działalność teolog domu papieskiego kwituje słowami – zanik myślenia i szkolnictwa? Bo rozumiem, że można nie lubić jezuitów i ich szkół, które istniały w każdym większym mieście w czasach saskich, ale dlaczego wrzucać do jednego worka z nimi ojców pijarów?

Nasuwa mi się jedna odpowiedź – bo wszystko to są przedstawiciele porządków i obrządków niższych wobec mitycznej demokracji, w którą wierzy Wojciech Giertych. Ta zaś wyraża się zawsze w debacie, a nie w posłusznym zasłuchaniu w słowa duchownego w czarnym habicie. Debata zaś to taki mechanizm, w którym nie sposób zweryfikować argumentów w czasie rzeczywistym. Każdy więc może pleść co mu tam się zdaje, opierając się na przyniesionych ze sobą lub zasugerowanych jedynie charyzmatach.

Może na koniec jeszcze zacytuję jeden fragment, który w mojej ocenie ma wszelkie cechy gonitwy myśli… ja nie potrafię za tym nadążyć:

Mówi Wojciech Giertych tak:

W rezultacie dzisiaj w myśleniu polskiego Kościoła bardzo silna jest tradycja sielsko-wiejska: lokalne sanktuaria, pobożność wywodząca się z okresu posttrydenckiego. Polska inteligencja katolicka w XX wieku spoglądała na Francję. A brakowało znajomości tego, co się dzieje w Stanach. Tam kościół katolicki jest w rozkwicie. W Polsce zaś funkcjonuje myślenie: trzeba trwać przy tym co zawsze było.

Nie wiem czy Wojciech Giertych zarejestrował w swoim przenikliwym umyśle takie wydarzenie, jak Sobór Watykański II? Mam wrażenie, że nie.

Mam też wrażenie, że polska inteligencja katolicka nie spoglądała w XX wieku ani na Francję, ani na Nowy Jork, a to z tej prostej przyczyny, że w zasadzie nie istniała, a jeśli istniała to była niewidoczna.

XX wiek, to czas przed I wojną światową – czyli wg niego samobójstwem Europy – czas po niej – to rządy socjalistów i masonów, kiedy to katolicy skupiali się w organizacjach, które Wojciech Giertych uznałby pewnie, inspirowany przez swojego rozmówcę, za faszystowskie.

Potem zaś była komuna. I wtedy tak, to co powstało w komunie i zyskało miano inteligencji katolickiej, mogło się jakoś tam rozglądać i nie patrzeć w kierunku Rzymu, jak przystało katolikom, ale gdzie indziej. Nie na Paryż jednak, w mojej skromnej ocenie, a na Moskwę.


Po przeczytaniu tych fragmentów jedna rzecz jest uderzająca.

To co robi największa wrażenie i w sumie zatyka, to są niezgłębione pokłady ignorancji, które oni obydwaj prezentują.

Wzorcowi przedstawiciele oświeceniowego intelektualizmu.

Jak taki bęcwał został przy papieżu teologiem to jest też zastanawiające, jak on się przez watykańskie sito przedostał? Pewnie tak samo jak jego stary przez sito NKWD, kiedy przyjechał wyciągnąć z bolszewickiej Polski całą swoją rodzinę. Myślę, że tam nie ma żadnego sita.

To co ci dwaj durnie prezentują, to jest już całkiem blisko dyskusjom chajerów po szychcie na placu drzewnym kopalni Bobrek, albo wujka Zenka Gwardiaka na chrzcinach Brajanka u ziemniaksa kartofla. Po drugiej flaszce, ma się rozumieć, kiedy wujkowi i kartoflowi włącza się polityka.



Kradnom, nie gadajom. Zrobili kupe, a zrobiom jeszcze większom.


===================================================



tak że ten tegies …


—

z Listu św. Pawła do Efezjan:
"Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła".


Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Rozmowy rzymskie. Pytania na czas niepokoju

Kontynuujemy lekturę:

zdradek Sikorski mówi tak:

Mam wątpliwości czy Jezus wiedział, że zakłada nową religię. Wydaje mi się, że szczytem jego ambicji było ustanowienie żydowskiej sekty. Dopiero Paweł wyciągnął ją na szersze wody.

Nie wiadomo co powiedzieć…Przypomniałem sobie mojego katechetę, spokojnego i poukładanego księdza Czesława, który uczył mnie religii w małej izbie wiejskiej chaty, wynajmowanej przez parafię niedaleko mojej szkoły. Był ów ksiądz oceanem cierpliwości i spokoju, co nieczęsto się zdarza. Wyobraziłem sobie teraz, że jestem mały i na lekcji religii wstaję i mówię – a wie ksiądz, mnie się wydaje, że Jezus nie wiedział o tym, że zakłada nową religię…Ksiądz Czesław chyba by umarł ma miejscu, z tym swoim zadziwionym spokojem wymalowanym na twarzy, bo jakiś, pardon gówniak, wstał i ogłasza takie rewelacje.

Wojciech Giertych zaś, zupełnie jakby tego nie widział. Ciągnie dyskusję tłumacząc ministrowi Sikorskiemu kim był św. Paweł i z jakich środowisk się wywodził. Potem długo i na jednym oddechu tłumaczy Radosławowi Sikorskiemu co to jest życie duchowe, by na koniec usłyszeć takie słowa:

Jeśli Bóg jest wszechwiedzący, to tworząc człowieka, wiedział, że będzie on grzeszny. Aby wybaczyć człowiekowi, nie musi nikogo skazywać na cierpienia.

Na co Wojciech Giertych:

W takiej interpretacji jesteśmy zredukowani do marionetek w rękach Boga.

Na co odpowiada minister:

Jeśli zna przyszłość i pozwala na Holocaust, to bierze zań odpowiedzialność.

W mojej ocenie, być może błędnej, ojciec Giertych powinien w tym miejscu przypomnieć ministrowi, że mówi o tym samym Bogu, w którego wierzą Żydzi. Pozostali oni jednak przy swojej, błędnej interpretacji Pisma i postaw, a niektórzy wręcz porzucili wiarę, pozwalając się uwieść herezjom.

Holocaust zaś to wynik wściekłości pogan podburzonych przez szatana, a nie Boży plan, który – w razie gdyby dyskusje z chrześcijanami nie szły po myśli osób takich jak minister – można podmienić na śmierć Jezusa. Czyli uczynić go wartością wymienną. Jeśli Bóg wydał syna na mękę, by odkupić ludzkość, to znaczy że holocaust jest analogicznym wydarzeniem, a synem Bożym – mistycznym i realnym - jest po prostu naród żydowski. I w takiej interpretacji zdaje się odnajdywać Radosław Sikorski. Tyle, że on głośno tak nie powie, a na pewno nie w tej książce. Mogłoby się bowiem okazać, że taka interpretacja oburza żydów i co wtedy?

No, ale Wojciech Giertych wie lepiej niż ja co ma mówić ministrowi Sikorskiemu i tłumaczy mu, że taka interpretacja – kiedy człowiek jest tylko marionetką w ręku Boga – ubliża człowiekowi. Następnie powołuje się na Anzelma z Canterbury, który wskazywał, że po złym uczynku każdy kto się go dopuścił ma świadomość istnienia sprawiedliwości i podłości. Z pułapki zaś w jaką zapędza nas zło, możemy się wykupić tylko przez dar krzyża.


I na to odpowiada Radosław Sikorski:

Eucharystia to celebrowanie atawizmu związanego ze składaniem ofiary z człowieka. Odnajdujemy ten schemat między innymi u Azteków. Eucharystia przybiera bezkrwawą formę wyrażania starodawnych, krwawych obyczajów. Zamiast poświęcać Izaaka literalnie poświęcamy – a wręcz zjadamy – człowieka symbolicznie.

Można na sto różnych sposobów rozwałkować ministra na placek intelektualny po takich słowach, ale jego rozmówca tego nie czyni. Mówi za to:

To świadczy tylko o istniejącej, nawet w ludzkości pogańskiej, świadomości, że popełnione zło wymaga wyrównania.

Nie to, świadczy o czymś zupełnie innym. O tym mianowicie, że dla pogan dokonanie jakiegoś tam holocaustu, na jednym czy drugim narodzie to jest kaszka z mleczkiem.

Ale Radosław Sikorski ma jeszcze inną odpowiedź:

Myślę, że wyjaśnienie jest bardziej pragmatyczne. Chodziło o skłonienie bóstwa do realizacji doraźnej prośby, jak na przykład wygrana w wojnie czy opady deszczu dla plonów.[‘i]

Po tych słowach poczułem się, jak bym trafił do miejsca nad którym długo padał ulewny deszcz radioaktywny. Przez co wszystko co tam jest ma dziwne i zdeformowane kształty. Widzimy, że Radosław Sikorski czytał książki podróżnicze, a także obejrzał film Mela Gibsona Apocalypto. No, ale wnioski jakie z tego wyciągnął są na miarę ucznia gimnazjum gdzieś na zapomnianych popegeerowskich obszarach Pomorza. Więc mu na nowo tłumaczy Wojciech Giertych, że zostaliśmy odkupieni krwią Baranka. Tłumaczy to dość długo, a na koniec mówi tak:

Nie chodzi o nadmiernie akcentowane w pobożności katolickiej cierpienia, ale o dostrzeżenie, że Chrystus oddał się nam do końca.

I tu, niestety, a może na szczęście, widzimy, że spór pomiędzy obydwoma panami jest fikcyjny. Od agresywnej i fałszywej interpretacji męki i zmartwychwstania przechodzimy bowiem płynnie i bezkolizyjnie do nadużywania cierpienia w katolickiej pobożności.

Sikorski mówi:

Nieraz jest to jednak pornografia cierpienia.

Na co Giertych:

Dlatego przeżywanie Drogi Krzyżowej nie może być ciągłym analizowaniem przemocy, tylko ma być dostrzeżeniem Jezusowego daru.

Nigdy nie spotkałem się z tym, by ktokolwiek w Kościele, czy to ksiądz czy wierni uprawiał jakąś pornografię cierpienia. Przeciwnie – czynią tak wszyscy ci, którym się zdaje, że cierpienie Jezusa nie było niczym szczególnym, bo były inne rodzaje cierpienia, które wskazują nie na ofiarę i odkupienie, ale na zemstę i stałe odkupowanie się w jej ramach.

Kiedy Radosław Sikorski przechodzi do interpretowania słów – dobrowolnie wydał się na mękę – ręce nie mają gdzie opaść. Bo on uważa, że nie dobrowolnie, albowiem sam nie poszedł do Sanhedrynu, ale został zdradzony. No to Ojciec Giertych tłumaczy ministrowi, że chodzi o to iż Jezus nie uciekł, ale przyjmując – jako Syn Boży postać człowieka, we wszystkich wymiarach także w słabości – pozwolił się pojmać mimo lęku.

Radosław Sikorski zaś mówi, że Jezus nie miał szans na ucieczkę, albowiem cały znany ówczesny świat znajdował się pod władzą Rzymu.

Na co Wojciech Giertych odpowiada słowami, które każdemu powinny zapaść w pamięć:

Wydaje nam się, znając możliwości dzisiejszego państwa, niektórych rządzących, zdolnych nawet do wykorzystania Pegasusa i innych środków inwigilacji, że władza rzymska była równie potężna. Tymczasem panowała o wiele większa niezależność względem władzy okupacyjnej. Jezusa aresztowali nie żołnierze rzymscy tylko żydowscy strażnicy świątyni.

A mógł teolog domu papieskiego takich rzeczy po prostu nie mówić. No, ale nie powstrzymał się. I tak dowiedzieliśmy się, że w opresja imperium rzymskiego była niczym wobec opresji Kaczyńskiego, która dotykała przecież członków rodziny Giertychów. Czy władza w Polsce mogła popełnić większy błąd? No chyba nie.

Złośliwi przeciągnęliby tę metaforę poza wyznaczone przyzwoitością granice i zapytali dobrego Ojca Giertycha, czy ów Pegasus nie jest czasem gorszy niż samo aresztowanie i męka Jezusa? I nie byłoby to wcale nieuzasadnione, zważywszy na fakt, że wspomniane granice minister Sikorski przekracza w każdej niemal wypowiedzi. Podnosząc nagle choćby taką kwestię – ponoć Sąd Ostateczny ma polegać na tym, że ciała się zrekonstruują i połączą z domniemaną duszą…

Nie wiadomo doprawdy co powiedzieć na takie dictum, szczególnie że wcześniej pan minister podjął próbę zrównania cierpienia Jezusa z Holocaustem. Tymczasem w krainie dusz domniemanych, taki problem w ogóle nie istnieje. Istnieje za to inny – wściekłość pogan i roszczenia finansowe.

Niby się z tego nie powinno śmiać, no ale widać, że cała ta Rozmowa jest sfingowana i służy mnożeniu i szerzeniu wątpliwości, a potem wskazywaniu fałszywych furtek ewakuacyjnych - wprost w paszcze demonów.

Domniemana dusza - jeśli Sikorski miał na myśli siebie, to być może. Podobnie o duszy powiedział kiedyś Olek Kwaśniewski.


Radek S. ma głębię refleksji właściwą dla dwunastolatka. Jeśli chodzi o kwestie religijne pozostał na etapie takiej refleksji.

Czy ojciec W. Giertych poznał edycję <Rozmów …> w wersji polskiej, czy może jest ona stosownie podmoderyzowana tylko dla tubylczego czytelnika? Bo jeśli znał i zaakceptował tę wersję przed jej wydrukiem, to znaczy, że „Bronią się jeszcze twierdze Grenady, ale w Grenadzie zaraza”.


Jeszcze do tych Azteków się odniosę. Otóż wg relacji Bartolomeo Diaza, Indianie tkwiący w pogaństwie bardzo chętnie przyjmowali dobrą nowinę. Argumentem przeważającym było, że nie ma potrzeby składania krwawych ofiar, bo sam Bóg złożył za nich ostateczną ofiarę, po czym zdeptał głowę węża i zmartwychwstał. Potem było objawienie Morenity, które przypieczętowało proces nawrócenia rdzennych narodów (al indígena).



Kradnom, nie gadajom. Zrobili kupe, a zrobiom jeszcze większom.


===================================================



tak że ten tegies …

z Listu św. Pawła do Efezjan:
"Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła".


Odpowiedz na tę wiadomość
 Wyświetlaj drzewo   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 


 Logowanie użytkownika
 Imię (nazwa) użytkownika:
 Hasło:
 Pamiętaj mnie:
   
Nie masz konta? - Zarejestruj się
 Nie pamiętasz hasła?
Podaj Twój e-mail albo nazwę użytkownika poniżej a nowe hasło zostanie wysłane na e-mail skojarzony z Twoim profilem.


Posty, których jedynym celem jest kopiowanie artykułów prasowych lub reklama - będą kasowane

Ogłoszenia płatne


Formatowanie tekstu
Za treść wpisów odpowiedzialność ponoszą ich autorzy.
phorum.org