środa, 26 lipca 2017 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Pogodny smutek z nienachalnym optymizmem

Satyryk Andrzej Poniedzielski najpierw zupełnie zaskoczył, a potem rozbawił do łez Magdę Umer i publiczność słowami na melodię „Nie płacz, kiedy odjadę”: „Nie płacz, cały mi organizm mówi – sobie coś zrobię, i cały od ust się układa w następującą melodię...”. Wyśpiewaną przez niego na finał spektaklu „Chlip-hop” improwizację podchwyciło 200 widzów i odśpiewało gromkie „Sto lat!” artystce w sali koncertowej w Łomży.

Magda Umer
Magda Umer
Magda Umer
Magda Umer
Andrzej Poniedzielski
Andrzej Poniedzielski
Andrzej Poniedzielski
Andrzej Poniedzielski
Wojciech Borkowski
Wojciech Borkowski
Magda Umer, Andrzej Poniedzielski
Magda Umer, Andrzej Poniedzielski
Andrzej Poniedzielski
Andrzej Poniedzielski
Wojciech Borkowski, Magda Umer, Andrzej Poniedzielski
Wojciech Borkowski, Magda Umer, Andrzej Poniedzielski
Wojciech Borkowski, Magda Umer, Andrzej Poniedzielski
Wojciech Borkowski, Magda Umer, Andrzej Poniedzielski

- Zdarzyło nam się już ponad sto razy, że dwoje smutnych ludzi rozchmurzyło wszystkich, którzy przyszli na nasz spektakl – mówi Magda Umer, twierdząc, że ma na imię Małgosia i jest bardzo smutną kobietą z dużym poczuciem humoru.
- To jest taki rodzaj terapii dla nas samych i dla wszystkich, którzy uświadamiają sobie, że kultura współczesna epatuje nas i atakuje zbyt szybką zmianą obrazów i dźwięków – wyjaśnia satryryk. - Dlatego podjęliśmy decyzję, że akcja będzie toczyć się wolno, a my będziemy siedzieć niemal przez cały czas spektaklu przy laptopach. Oczywiście, na czacie, żeby się bliżej poznać.
Przez ponad dwie godziny artyści poznawali się i dzielili się z sobą i widzami „Chlip-hopu” - jak to nazwali - „nienachalnym optymizmem”. Usprawiedliwiali się, że ich monologi, dialogi czy piosenki są po prostu „pogodnie smutne”. Poddawali delikatnej, nienachalnej krytyce i siebie samych, i siebie nawzajem – tak ze względu na młodość (nie)dawno minioną, jak i ze względu na kształty ciał czy pamięci „nie te”. Dostało się trochę i politykom, którzy utrudniają bezpośredni kontakt z Ojczyzną, i dziennikarzom, utrudniającym kontakt z rzeczywistością. Z tej okazji Andrzej Poniedzielski przypomniał jeden z wywiadów z poetą Czesławem Miłoszem.
- Dziennikarka, z oczami jak dwa tunele tęsknoty za intelektem, zapytała noblistę, co sądzi o przemijaniu? - żartował Poniedzielski. - Na co Czesław Miłosz: „Jestem przeciw!”.  
„Zamień mój żal na bal, a sny pozamieniaj na dni” - apelowała w piosence z prościutkim rymem Magda Umer, przypominając nie tylko Andrzejowi  Poniedzielskiemu o troskach – i to nie tylko artystów - z niesfornym ciałem i codziennością.
- Nie oglądam telewizji – wyjawiał powoli typowym dla siebie, mrocznym i zagadkowym głosem Andrzej Poniedzielski. - W środkach musowego przekazu rządzi oglądalność i słuchalność, a o poczytalności lepiej nie mówić...
Jednak dwa były tematy główne tego spektaklu dla szukającej wyrafinowanego żartu widowni: zwodnicze kobiety i męskie niespełnienia (w perorach i piosenkach Poniedzielskiego) oraz mężczyźni i kobiece zawody (w replikach i piosenkach Umer). Czasem wchodzi im w ton Wojciech Borkowski na pianinie, grając piosenki, które pamięta się od młodości do starości – gdy słynne „Volare!” zastępuje song o żelu Woltaren. Jednak szukający „w sieci” pociechy ludzie dojrzali oboje na zmianę odkrywali, że miłość i przyjaźń – choć trudne w obcowaniu na co dzień – najpiękniejsze i najpewniejsze są „w realu”, zaś szczęście to „mroczny przedmiot podążania”...
Spektakl „Chlip-hop” był imprezą Łomżyńskiej Jesieni Kulturalnej, którą organizuje Miejski Dom Kultury Dom Środowisk Twórczych w Łomży.  

Mirosław R. Derewońko

mm
pon, 19 października 2009 17:43

 
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0